poniedziałek, 5 grudnia, 2022
Strona głównaPieniądzeKrzysztof Stanowski vs Szymon Jadczak. Czy to już koniec?

Krzysztof Stanowski vs Szymon Jadczak. Czy to już koniec?

Szymon Jadczak nie potraktował odpowiedzi Krzysztofa Stanowskiego poważnie i bez ich uwzględnienia opublikował tekst o jego powiązaniach z Ryszardem „Fryzjerem” Forbrichem. Założyciel portalu weszlo.com zareagował na ten artykuł znów w ironicznym stylu, zarzucając Jadczakowi brak rzetelności.

Krzysztof Stanowski vs Szymon Jadczak. Czy to już koniec? (fot. Facebook)

Krzysztof Stanowski i Szymon Jadczak poróżnili się w styczniu, kiedy przyjaciel tego pierwszego – Czesław Michniewicz – został selekcjonerem reprezentacji Polski. Na konferencji, podczas której ten wybór został ogłoszony, jednym z dwóch dziennikarzy, którzy pytali trenera o bliską znajomość ze skazanymi za korupcję, był właśnie Jadczak. Michniewicz odpowiedzi nie udzielił, ale wkrótce pojawił się w programie Stanowskiego, gdzie ogłosił zamknięcie tematu. Choć żadnych watpliwości nie rozwiał.

Krzysztof Stanowski vs Szymon Jadczak. Kulisy sporu

Sprawa nabrała nowego tempa po 20 czerwca, kiedy to Jadczak opublikował duży tekst, który opierał się o materiały z prokuratorskiego śledztwa ws. korupcji polskiej piłce. Dziennikarz nałożył bilingi rozmów Michniewicza z „Fryzjerem” na kalendarz sprzedanych meczów. Spośród 27 godzin połączeń w badanym przez śledczych okresie, pięć razy więcej przypadało na dni, w których ustawiano zawody. Stanowski po tej publikacji znów zaprosił Michniewicza do swojego programu, ale o korupcji nie rozmawiali.

– Nie widzę powodu, żeby drugi raz robić program na ten sam temat, zadawać te same pytania i słuchać tych samych odpowiedzi – powiedział dziennikarz, a Michniewicz mu przytaknął. Wspólnicy Stanowskiego z Kanału Sportowego oraz spora część środowiska piłkarskiego doszła do wniosku, że występuje on w roli adwokata Michniewicza, a ten nie robi nic, by w wiarygodny sposób wyjaśnić swoją wątpliwą przeszłość i uciąć spekulacje, które źle wpływają na atmosferę wokół reprezentacji.

W piątek 24 czerwca, po wizycie u wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, Michniewicz zatrudnił jego byłego promotora, mecenasa Piotra Kruszyńskiego, który kilkanaście lat temu bronił „Fryzjera” w procesie o korupcję. Prawnik w jego imieniu miał pozwać Szymona Jadczaka z owianego złą sławą par. 212 kodeksu karnego, którego istnienie jest powszechnie kontestowane. Między innymi przez samego Kruszyńskiego, a także czołowych polityków partii rządzącej.

Jadczak chce wiedzieć, czy Stanowski czerpał korzyści ze znajomości z „Fryzjerem”

Michniewicz prawdopodobnie raz jeszcze przeanalizował bilans zysków i strat (być może na „prośbę” swojego pracodawcy, Polskiego Związku Piłki Nożnej), jaki może przynieść mu proces przeciwko Jadczakowi i wydał oświadczenie, w którym przyznał, że poprosił swoich prawników o wstrzymanie się z pozwem i innymi działaniami do momentu zakończenia mundialu. W międzyczasie sprawą domniemanej korupcji, w jakiej mógł uczestniczyć Michniewicz, zainteresowały się media zagraniczne.

A co ze Stanowskim? W bilingach „Fryzjera” znalazł się numer należący do ledwie 20-letniego wtedy dziennikarza „Przeglądu Sportowego”. Szymon Jadczak wysłał mu pytania o okoliczności poznania Forbricha, charakter ich znajomości i kulisy rozmów, które przeprowadzili. Dziennikarz WP chciał wiedzieć, czy Stanowski „monetyzował” znajomość z „Fryzjerem”, przy okazji publikacji czy też gdy pracował w firmie bukmacherskiej. Współtwórca „Kanału Sportowego” odpowiedział Jadczakowi w prześmiewczy sposób.

Na ten moment wygląda, że spór dobiega końca. Szymon Jadczak nie potraktował odpowiedzi Stanowskiego poważnie i bez ich uwzględnienia opublikował tekst o jego powiązaniach z Ryszardem „Fryzjerem” Forbrichem. Założyciel portalu weszlo.com zareagował na ten tekst znów w ironicznym stylu, zarzucając Jadczakowi brak rzetelności. Swój komentarz opublikował na Twitterze, więc publikujemy go ponownie bez zmian i w całości (tylko śródtytuły są dziełem redakcji TrueStory).

Krzysztof Stanowski komentuje artykuł. Szymon Jadczak autorem

„Kilka osób namawiało mnie, bym na poważnie odpowiedział Szymonowi Jadczakowi na jego dzisiejszy artykuł, ale mówiąc wprost: nie bardzo wiem, jak to w ogóle poważnie potraktować. Przede wszystkim – nie wiem, o czym ten artykuł jest. Ale spróbuję.

Może ja coś źle rozumiem, ale Szymon Jadczak napisał wielki tekst o tym, że 166 razy rozmawiałem telefonicznie z moim serdecznym kumplem Czesławem Michniewiczem w jakimś tam okresie i dwa razy z Ryszardem Forbrichem (bo do mnie zadzwonił). Należałoby zapytać „no I co z tego?”, ale na takie pytanie odpowiedzi w tekście nie znajdziemy. Najważniejszy (?) w artykule jest dzień, kiedy zatrzymano sędziego Fijarczyka. Okazało się, że pół godziny po podaniu tej informacji przez Radio Zet zadzwoniłem do Czesława Michniewicza. 

Oczywiście, że zadzwoniłem – byłem wówczas dziennikarzem newsowym. Jestem przekonany, że kolejno wybierałem numery wszystkich moich najlepszych kontaktów w środowisku piłkarskim, aby się czegoś dowiedzieć – co się mówi i co się mówiło o Fijarczyku wcześniej, czy ktoś coś o nim słyszał, kto go najlepiej zna, do kogo można dalej uderzyć itd. Trochę zgaduję, że konkretnie o to pytałem, bo po latach nie pamiętam, ale zdziwiłbym się, gdybym tego nie robi.

Więc na sto procent zadzwoniłem do Michniewicza, na sto procent zadzwoniłem do Grzegorza Szamotulskiego, z którym się blisko trzymałem. | do innych osób, które mogły coś powiedzieć, podpowiedzieć, naprowadzić albo skomentować. I to nawet nie jest kontrowersyjne, wystarczy nie mieć złej wol, ale proszę zwrócić uwagę, jak buduje zdania Szymon Jadczak. Cytat z jego nowego tekstu: „Nieco wcześniej, przed publikacją depeszy PAP, dokładnie o godzinie 13:82 Krzysztof Stanowski wykręca numer Czesława Michniewicza”. 

Podoba mi się ten fragment „przed publikacją depeszy PAP”, który chyba ma zasugerować czytelnikowi, że dzielę się z kimś tajemną wiedzą i niemalże ostrzegam, a nie rozmawiam o informacji dnia podanej pół godziny wcześniej przez największą rozgłośnię radiową.

Stanowski do Jadczaka: wymyśliłeś sobie, żeby zasmrodzić komuś życie

Da się między wierszami (a w zasadzie to nawet wprost) wyczytać, o co chodzi Szymonowi Jadczakowi i jest to spójne ze zdaniem, jakie sobie na jego temat wyrobiłem. Mianowicie on dostaje swego rodzaju intelektualnej furii, gdy jego praca nie jest należycie doceniana – wystarczy nie wyrazić zachwytu jakimś jego nowym „dziełem” I już sytuacja robi się napięta, a jak człowiek tę pracę w ogóle lekceważy, nie odnosi się lub nie daj Boże podważa, to nie ma zmiłuj. 

No i wygląda na to, że Jadczak nie może znieść faktu, że nie doceniłem należycie jego odgrzewanych kotletów, a fakt, że PZPN nie ma zamiaru zwalniać Michniewicza to już w ogóle taki cios w jego ego, że płazem nie zostanie to puszczone. Będzie więc produkcja tweetów I malli na potęgę, do ludzi, firm, instytucji. I to na wielu frontach. Na przykład teraz – tak sądzę – będzie miał przewalone Jacek Żakowski, bo nie wyraził należytego zachwytu tekstem o Tomaszu Lisie.

Pracę Jadczaka przez lata doceniałem, a teraz mam ciekawą, nową perspektywę – gdy pisze o mnie, mogę wszystko w stu procentach zweryfikować: czy on chce dotrzeć do prawdy czy do klików? No i teraz muszę do jego działalności przeszłej i przyszłej podejść ze sporą rezerwą. Może się mylę, ale mam przeczucie, że będzie mi próbował zatruwać życie jak stalker, tyko dlatego, że nie wspieram Jego aktualnej krucjaty. Gdyby chciał czegoś naprawdę się dowiedzieć, skontaktowałby się ze mną w normalny sposób (telefon, sms, wiadomość prywatna na TT – jak ma w zwyczaju), bo przecież my się znamy. 

Zamiast tego wysłał malla z chamskimi, insynuacyjnymi pytaniami i aroganckim terminem odpowiedzi – co pokazuje, że w głowie zaczęło tam szumieć. Dzisiaj napisał: „Krzysztoń Stanowski również nie odesłał nam odpowiedzi. Umieścił za to na swoim koncie na Twitterze tekst, w którym w ironiczny i momentami obraźliwy sposób odnosi się do zadanych mu pytań”. Otóż, Szymonie, dostałeś odpowiedzi, tylko nie za pośrednictwem poczty email. Wygodniej ci udawać, że to odpowiedzi nie są i ja to rozumiem. 

Bo twoim zdaniem dobrzy kumple nie rozmawiają przez telefon o pizzy, tylko o korupcji. Ty tworzysz w głowie jakieś teorie, a potem nic i nikt nie może ci ich zburzyć. Gdybyś chciał czytelnika zapoznać z moimi odpowiedziami, ze spojrzeniem drugiej strony, to byś je po prostu zacytował. Ale ty nie chcesz, bo ci to burzy wizję tekstu, który z założenia ma być tak napisany, że niby nic, niby trudno tu się procesowo dowalić, ale ważne, żeby smród był, bo sobie wymyśliłeś, że komuś trzeba zasmrodzić życie.

Krzysztof Stanowski punktuje Szymona Jadczaka

Wielkie śledztwo Jadczaka skończyło się na cytowaniu moich starych artykułów (jeden w powiększonej wersji trafił do książki). Dziękuję za promocję moich tekstów, szkoda że nie w momencie, gdy książka była w sprzedaży, bo więcej bym zarobił, ale dobre i to. Cieszę się, że wyciągnięto dość zapomniany tekst związany ze skorumpowanym arbitrem, którego firma brała pieniądze od klubów ekstraklasy za ochronę meczów. Jak rozumiem, to docenienie, że jako dziennikarz mam wkład w zwalczanie piłkarskiej mafii. Jako osoba próżna, chętnie przyjmuję takie słowa uznania.

Teraz trochę punktów ode mnie:

1. W tekście piszesz: „Selekcjoner odparł, że był wtedy na Balu Piłkarza organizowanym przez lokalny związek piki nożnej i odbierał w jego trakcie nagrodę. Dotarliśmy do relacji z tej Imprezy. Ani w tekstach ani na zdjęciach nie ma śladu po Michniewiczu. Nie ma też mowy o żadnej nagrodzie dla ówczesnego trenera Lecha. Michniewicz nie odpowiedział, jaką nagrodę dostał i dlaczego nie ma go w relacji z balu”. 

Czy nie byłoby uczciwiej dodać, że rozmawiałeś telefonicznie z Mariuszem Markowskim, organizatorem wspomnianego balu, i on ci powiedział, że Michniewicz na tym balu był, tylko dotarł później? Czy zatajenie tej informacji wynika z tego, że jest ona ci nie w smak i podważa teorię, którą sobie w głowie stworzyłeś? Czy to twoim zdaniem fair wobec czytelników?

2. W pytaniach do mnie wysłanych w zasadzie wprost napisałeś, że ja lub Czesław Michniewicz, a może obaj, jesteśmy ofiarami nielegalnej inwigilacji i że śledzicie nasze połączenia telefoniczne oraz internetowe z czerwca 2022. Czy możesz wreszcie odpowiedzieć, czy nielegalnie inwigilujesz bohaterów swoich śledztw I czy jest to praktyka akceptowana przez Wirtualną Polskę? Czy jako reporterowi WP zdarza ci się łamać prawo, a jeśli tak – to jak często? Jako że dużo piszecie o nielegalnej inwigilacji polityków, chętnie bym się dowiedział, czy nielegalnie inwigilujecie nas.

3. Tu ci się coś pomyliło: „Krzysztof Stanowski, znany dziennikarz sportowy i biznesmen, korzystał w przeszłości z pomocy Ryszarda Forbricha do rozwiązywania swoich konfliktów z ludźmi ze środowiska piłkarskiego”. Opisałem dokładnie jedną taką sytuację (gdy skorumpowany sędzia chciał udawać, że nie jest skorumpowany i mnie straszył, a było to już w czasach, gdy mleko wokół Forbricha się wylało), zrobiłbym to samo i teraz. W każdym razie proszę cię, abyś nie kłamał i rozróżniał liczbę mnogą od pojedynczej.

4. Gdyby zależało ci na prawdzie, a nie na zemście za to, że nie podłączyłem się do szczucia na Czesława Michniewicza, zadzwoniłbyś do mnie i podpytał – no i bym ci powiedział, którzy dziennikarze rzeczywiście bardzo dobrze znali się z Forbrichem, którzy jeździli do pałacyku w Kobylnikach i którym podstawiano alkohol i dziewczyny. No ale na tym ci najwidoczniej nie zależy.

Jest absolutną nieprawdą, że Forbrich dzwonił do mnie dwa razy, bo dzwonił zdecydowanie częściej – co też dokładnie opisałem, bo w ogóle tego nie ukrywałem, ale jakoś nie chcesz tego cytować (co nie znaczy, że byliśmy kolegami – ani umawialiśmy się na wódkę, ani nawet nie byliśmy na ty, a na koniec to ja mogłem, niepowiązany z nim w żaden sposób, napisać o nim wielki reportaż, jak sam wiesz, ale udajesz, że nie wiesz – łagodnie mówiąc niekorzystny). 

W ogóle nie chcesz cytować żadnych fragmentów, które mogłyby rzucić inne światło na twoje historyjki i teraz będziesz się zasłaniał, że owej odpowiedzi nie dostałeś na maila. Wiesz ile osób zobaczyło samego tweeta z odpowiedziami? 961 000. Zakładam, że jako wybitny dziennikarz śledczy byłeś wśród nich. Powiedz mi – korona by ci z głowy spadła, gdybyś fragmenty tych odpowiedzi użył w tekście? Czy za bardzo nie pasowały do koncepcji?

Polecamy:

Ulżyło ci, że odpowiedziałem w taki sposób, że możesz udawać, że nie odpowiedziałem, prawda? Doskonale wiedziałem, że tak zrobisz, więc był to swoisty test na wiarygodność | intencje. Ja już wszystko wiem. To ty, a nie Czesław Michniewicz, jesteś selekcjonerem. Selekcjonujesz takty, opinie i tłumaczenia, aby wyszło na twoje. Na boisku najważniejszy jest wynik, a u ciebie teza.

5. Dobrze byłoby, gdybyś czasami pisał, że ktoś zadzwonił do wieloletniego działacza piłkarskiego, menedżera, wiceprezesa Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, zamiast „szefa mafii”, bo byłoby to uczciwsze wobec czytelników, ale już chyba mamy jasność, że nie to jest twój priorytet.

6. Tak się napracowałeś, a twój tekst zdjęli z głównej WP I przepadł gdzieś w odmętach tej Strony. Nie to, żeby mi było smutno z tego powodu, ale najwyraźniej nie tylko ja widzę, że napędzany negatywnymi emocjami wysmarowałeś totalnego gniota. Trochę na siłę się do artykułu odnoszę, bo tak realnie to w nim nic nie ma, poza wrażeniem, że coś jest -wynikającym z jakichś tytułów, zdjęć i fachowej terminologii. Ale rozumiem, że dokładnie tego oczekiwałeś. Współczuję, ale rozumiem.

Z wyrazami wiadomo jakimi

Krzysztof Stanowski”

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze