czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaFilmBobby Driscoll. Jak Disney obrócił tragedię w okrutny żart

Bobby Driscoll. Jak Disney obrócił tragedię w okrutny żart

Wraz z pojawieniem się w Polsce platformy Disney+ widzowie mogli zapoznać się z nowym filmem w stylu "Kto wrobił królika Rogera?" - "Chip i Dale: Brygada RR". Konwencja jest podobna – animowane w różnym stylu postaci przeplatają się w nim z prawdziwymi ludźmi. Kto by jednak pomyślał, że produkcja zadrwi sobie z tragedii Bobby'ego Driscolla - jednej z byłych, młodocianych gwiazd Disneya?

Po lewej: Bobby Driscoll, młodociany pierwowzór Piotrusia Pana z 1953 r., zmarły po przedawkowaniu w wieku 31 lat.
Po prawej: Sweet Pete, antagonista nowego filmu Disneya „Chip i Dale: Brygada RR”, to dorosły Piotruś Pan i wcielenie zła.

„Chip i Dale: Brygada RR”. Kim jest Sweet Pete?

Przedstawione w serialu animki (postacie kreskówkowe) są w tym świecie faktycznymi aktorami lub – jeśli ich kariera nie potoczyła się najlepiej – przeciętnymi ludźmi. Bycie narysowanym nie daje taryfy ulgowej. Otrzymujemy tu zatem produkcję podwójnie naszpikowaną nostalgią – raz, że wiewiórki znane z puszczanych kiedyś wieczorynek wróciły; dwa, że można tu wychwycić ogrom postaci znanych z innych filmów, w tym również niesławnego brzydkiego Sonica z pamiętnego pierwszego trailera. Nie uważam tej produkcji za nic wybitnego, ale jest dobra na odstresowanie się i ma kilka śmiesznych momentów. Jeden motyw jednak zdaje się robić żarty z pewnej tragedii.

I chciałbym tu zaznaczyć, że lubię kontrowersyjne żarty, a chociażby taki „South Park” czy „Kapitan Bomba” mają dla mnie status kreskówek kultowych. Wiele animacji dla dorosłych żartuje sobie z terroryzmu i może wydawać się to kontrowersyjne, ale twórcy nie należą przecież do organizacji terrorystycznych. A co w sytuacji, gdybym obrócił w żart coś okrutnego, co moja organizacja zrobiła w przeszłości, i nawet się do tego nie przyznał?

Ok. 2 minuty Bobby… tzn. Sweet Pete zostaje nazwany „potworem”.

W nowym wydaniu „Brygady RR” antagonistą jest postać niejakiego Sweet Pete’a. Jest on animkiem, który w świecie przedstawionym wystąpił w słynnym „Piotrusiu Panie” z 1953 roku. Jego kariera kwitła, ponieważ film okazał się dużym sukcesem, ale nie dane mu było cieszyć się nim zbyt długo. Gdy pod jego nosem pojawiły się pierwsze kępki włosów, a na twarzy zawitał trądzik, wnet został on zdegradowany i wykluczony z dalszych produkcji. Był po prostu zbyt stary, a zwolnienie z pracy ostatecznie ściągnęło go na drogę przestępstwa.

Brzmi to jak śmieszna historia czarnego charakteru pokazująca jego motywacje oraz jednocześnie kpiąca z samej wytwórni, która ma do siebie dystans? Tak mi się na początku wydawało, ale ta opowieść ma drugie dno i gdy się do niego dotrze, przestaje to być specjalnie zabawne. Okazuje się bowiem, że miała ona miejsce w rzeczywistości.

Bobby Driscoll. Zapomniana, młodociana gwiazda Disneya z lat 50.

Cała afera rozchodzi się o postać Bobby’ego Driscolla, młodocianego modela i aktora głosowego, który naprawdę został zaangażowany właśnie do prac przy „Piotrusiu Panie” z 1953 r. Driscoll w wieku dziesięciu lat podpisał z Disneyem bardzo lukratywny kontrakt, stanowiąc pierwszą tak młodą osobę, która zdołała osiągnąć podobny sukces. Chłopiec wystąpił w ciągu kilku lat w wielu znanych filmach, zarówno animowanych, jak i aktorskich. I – co oczywiste, bo życie przecież dalekie jest od bajki – w pewnym momencie Driscoll zaczął przejawiać coraz więcej oznak tego, że wchodzi w okres dojrzewania.

A gdy dostrzegł to włodarz Disneya, Howard Hughes, postanowił pozbyć się go w najmniej elegancki z możliwych sposobów. Według biografa Marca Eliota, Hughes ogólnie odczuwał dużą awersję do młodocianych aktorów, uznając ich za nienaturalnych i bardzo irytujących. Bez względu jednak na to, czy powodem była niechęć, trądzik czy wąsik nieśmiało prezentujący się pod nosem, Bobby został wyrzucony bez uprzedniego poinformowania go. Zakazano mu wstępu do studia i traktowano go tak, jakby jego dorobek w ogóle się nie liczył.

Chłopak miał wówczas 16 lat, a jego kariera całkowicie się posypała. Później było już tylko gorzej – studia aktorskie mu nie wyszły, otrzymywał wyłącznie role epizodyczne, rozpadło się jego małżeństwo, stał się bezdomny i uzależnił się od narkotyków. Historia młodocianej gwiazdy skończyła się na tym, że 31-letni Driscoll został znaleziony martwy. Lekarze orzekli zgon z powodu stwardniałych tętnic będących skutkiem zażywania heroiny. Jego ciało zostało zidentyfikowane rok później, a opinia publiczna o śmierci aktora dowiedziała się dopiero po czterech latach.

Sweet Pete i Bobby Driscoll. Coś za dużo tych podobieństw

Nie potrafię uwierzyć w przypadkowość stworzenia postaci Sweet Pete’a oraz w brak znajomości ze strony scenarzystów tej historii. Sweet Pete w animacji też zostaje zwolniony po osiągnięciu dojarzałości i to powoduje, że sam postanawia założyć studio produkujące bootlegi, czyli filmy imitujące oryginały o bardzo słabej jakości. Na tym jednak wyśmianie pierwowzoru Pete’a się nie kończy, gdyż szybko okazuje się on być głównym antagonistą w całym widowisku. Jedna z wiewiór początkowo mu współczuje, ale ogólnie film nie pozostawia czasu na przemyślenia – Pete jest zły i trzeba go pokonać.

Teraz mogą pojawić się dwie wątpliwości. Czy rzeczywiście twórcy wzorowali się na Driscollu, czy może to czysty przypadek? A może Pete nie jest taki do końca zły i można w nim upatrywać się oddania pewnego rodzaju hołdu dla tej postaci? Stuprocentowej pewności co do umyślności  zabiegu mieć po prostu nie mogę. Ale to tak samo, jakbym powiedział wam, że w szafie trzymam hipopotama – jakaś szansa na to istnieje, lecz niewielka. Sami twórcy, choć byli pytani o to przez kilku zainteresowanych, nie odważyli się odpowiedzieć. Wielu fanów również wystosowało posty, w których zarzucali oni, że tego typu demonizacja postaci Pete’a – zważywszy na to, kogo on przypomina – jest niesmaczna.

Motyw Piotrusia Pana, który dorasta i z tego tytułu wpada w kłopoty, jest bardzo popularny w wielu tekstach kultury, głównie o charakterze parodii, jak i w przestrzeni pozatekstualnej. Zresztą, sama literacka postać wykorzystana została w psychologii dla opisania postawy mężczyzny, który pomimo fizycznej dojrzałości nie umie i nie chce zachowywać się dorośle i dojrzale. Swojego czasu mianem Piotrusia Pana nazywano też Michaela Jacksona. Tylko że w tym momencie Disney odwołuje się do sytuacji ze swojego podwórka, więc naprawdę ciężko mi uwierzyć w przypadek.

Co do drugiej wątpliwości, mogę jedynie wskazać absolutny brak cech pozytywnych analizowanego bohatera. Tak, jak wspomniałem, prawdopodobnie mała empatia pojawia się na początku, lecz ginie bezpowrotnie w następstwie kolejnych zdarzeń. Nie jest to Adam West wcielający się w rolę samego siebie i zarazem burmistrza Quahog w serialu „Family Guy”. Nie nazwałbym tego także laurką dla jakichkolwiek dokonań.

Disney i jego wrogowie. Inny przypadek to też odlot

Sweet Pete nie stanowi jedynego przypadku takiego odwołania się do rzeczywistej postaci. Podobny motyw pojawił się w animacji „Odlot” z 2009 roku. Głównym antagonistą jest tam podróżnik i odkrywca Charles Muntz, który po odkryciu szkieletu rzadkiego gatunku ptaka i zaprezentowaniu go komisji zostaje oskarżony o stworzenie falsyfikatu. Powraca więc do miejsca, w którym odkrył swe znalezisko, by całkowicie zatracić się w jedynym swym życiowym celu – znalezieniu legendarnego zwierzęcia.

Gdy wpiszemy „Charles Muntz” w wyszukiwarkę Google, pojawi się nam postać ze wspomnianego filmu. Jednakże jeśli wejdziemy głębiej, odkryjemy, że w rzeczywistości jest to człowiek, który rzeczywiście istniał. No, może nie do końca, bo trzeba dodatkowo zamienić jedną literkę. Charles Mintz był producentem, który po poślubieniu dystrybutorki Margaret Winkler przejął kontrolę nad Winkler Pictures.

Pod koniec lat 30. XX wieku Mintz dowiedział się, że Universal Pictures zamierza powrócić do branży kreskówkowej. Postanowił zatem stworzyć postać, którą mógłby sprzedać tej wytwórni. Studio Disneya, które pracowało w tamtym okresie dla Mintza, wymyśliło zatem Królika Oswalda, który okazał się strzałem w dziesiątkę, jednak Charles – chcąc ruszyć z produkcją gadżetów związanych z nową postacią – nie zdołał klarownie porozumieć się z samym Disneyem. Walt został zatem odsunięty od projektu, a Mintz zatrudnił zdecydowaną większość pracujących wcześniej dla niego animatorów.

Wydaje mi się, że wielu fanów Disneya w przypadku tej historii podchodzi do sprawy zbyt emocjonalnie. Nie wątpię w to, że w późniejszym okresie Disney i Mintz nie pałali do siebie miłością, ale chyba raczej żaden na nikogo fortepianu albo kowadła zrzucić nie zamierzał. Brutalnie powiedziałbym, że biznes to biznes. Dlatego demonizowanie postaci Mintza to przesada, choć cios zadany około 70 lat po jego śmierci jest dość subtelny, bo sama postać podróżnika Charlesa nie przypomina producenta ani pod względem wyglądu, ani pod względem zainteresowań. Bardziej ubolewam nad faktem tworzenia publikacji o tym, że nazwano tak złoczyńcę, ponieważ bazuje na prawdziwym wrogu.

Walt Disney. Jakie wzorce przedstawia dzieciom?

Należy odmitologizować postać Walta Disneya i ogólnie każdą postać mniej lub bardziej z nim związaną. Bo przecież sam Disney, jak to w sumie bywa prawie z każdą gwiazdą branży filmowej, robił kontrowersyjne rzeczy. Nie będę poruszać tematu antysemityzmu czy sympatyzowania z nazistami, ponieważ jestem dość sceptyczny co do tych rewelacji. Powiedzmy sobie szczerze, samo zaproszenie przez niego Leni Riefenstahl do Ameryki to jeszcze nie wspieranie poglądów III Rzeszy, zwłaszcza że reżyserka ta pomimo kręcenia propagandowych treści wniosła do kina naprawdę wiele.

Interesujące za to są wszelkie wzmianki o jego totalitarnym stosunku do osób przez niego zatrudnionych oraz o tym, że w jego parkach rozrywki bardzo wielu pracowników w krótkim okresie zostało aresztowanych za przestępstwa seksualne. A to tylko dwa przykłady z brzegu. Powtórzę: biznes to biznes. Miły pan w mediach nie musi być taki prywatnie, a większość wydarzeń na świecie nie posiada zerojedynkowego charakteru.

A jak jest teraz? Czy historia Bobby’ego Driscolla dziś by się powtórzyła? Disney kreuje kolejne gwiazdy, osadzając je w słodkiej konwencji cukierkowego świata. Są to programy i seriale w głównej mierze przeznaczone dla młodszych odbiorców, potrzebujących pewnych wzorców, które reprezentują telewizyjni idole. Jednak ci szybko zrywają się ze smyczy – tak, jakby Disney szczególnie jej nie trzymał.

Ot, ktoś się urwał, to niech biegnie. Podwórka popilnuje ktoś inny. Wielu celebrytów zaczynało od Klubu Myszki Miki, a później trafiało na odwyk. Osoby takie jak Miley Cyrus czy Demi Lovato są dorosłe i mają własny rozum, ale też historię nadużywania narkotyków i równie dobrze mogły kiedyś przedawkować – jak wcześniej Bobby Driscoll. Zatem co to są za wzorce?

Demi Lovato na szczęście źle nie skończyła. Ale mogła

Dużą winę ponoszą także rodzice kilku- i kilkunastoletnich gwiazd, którzy bogacą się na ich talencie i wycieńczającej pracy. Jako osoba, która kiedyś odbywała praktyki w domu kultury i obsługiwała kilka konkursów, by nabić sobie te godziny do dziennika, widziałem na własne oczy, jak rodzice karcą dziecko, bo źle zaśpiewało albo wykonało zły ruch na szachownicy. Tacy ludzie rekompensują sobie zazwyczaj coś, czego kiedyś nie udało im się osiągnąć, a skoro jest to widoczne w tak kameralnym miejscu, to pomyślcie tylko, jaka skala tego zjawiska musi występować w świecie ogólnoświatowej rozrywki, gdzie przewijają się dziennie miliony dolarów.

Czytaj także:

I to nie jest tylko problem Disneya, ale całego amerykańskiego świata filmowego, gdzie nie wpaja się zbyt często wartości moralnych. Postrzeganie tego świata – tu zawężając do wytwórni Disneya – przez różowe okulary może okazać się niekompletne. A przedmiotowe traktowanie swoich pracowników lub wręcz robienie sobie z nich okrutnych żartów to niezbyt roztropne posunięcie.

Nie chcę tu uwłaczać ani „Brygadzie RR”, ani „Odlotowi”. Ten drugi film moim zdaniem stanowi najlepszy twór Pixara, jaki kiedykolwiek to studio wyprodukowało, a sam Muntz to zaledwie malutki przytyk i mrugnięcie okiem. „Chip i Dale” także mają swoje mocne strony. Ale jeśli robimy jakiś żart z konkretnej osoby, to przynajmniej się do tego przyznajmy – czego scenarzyści nie zrobili po dziś dzień.

Polecamy:

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze