poniedziałek, 4 marca, 2024
Strona głównaSportWal się, Michniewicz

Wal się, Michniewicz

Wczoraj pierwszy raz w życiu nie kibicowałem reprezentacji Polski. Wolałem, żeby Polacy nie awansowali na jesienne mistrzostwa świata w Katarze z dwóch powodów. Bo miałem w końcu dość, jako kibic, zawiedzionych oczekiwań, a przede wszystkim, bo nie chcę kibicować drużynie, którą trenuje Czesław Michniewicz.

Czesław Michniewicz nadąsany w trakcie rozmowy z reporterem TVP Sport Jackiem Kurowskim (fot. YouTube)

Mecz Polska-Szwecja oczywiście skończył się korzystnym wynikiem dla Polski, a wierząc, że moje przekonania miały jakikolwiek wpływ na wyroki bogini szczęścia, dziękowałbym Fortunie za jej cudowną przekorę. Fortuna ma nas jednak wszystkich, nasze widzimisie i postawione pieniądze gdzieś. Jeśli komuś sprzyja, to przeważnie lepszym.

Polska-Szwecja. Zwycięstwo w dobrym stylu

Polska w meczu rozgrywanym na Stadionie Śląskim w Chorzowie była drużyną lepszą. Wyglądaliśmy dokładnie tak, jak zazwyczaj wygląda Szwecja i inne drużyny o niezłej organizacji gry, przygotowaniu fizycznym i mocnym mentalu na tle takich zespołów, jak Polska. Złożonych z piłkarzy, którym źle jest grać w niedzielne, słoneczne popołudnie, którzy mecze rozgrywają tylko czasami, bo z ich wypowiedzi można wywnioskować, że mecze najczęściej układają się same.

We wtorek było inaczej, po Polakach było widać wolę walki, mało tego, chęć szefowania na boisku. Jasne, Szwecja miała swoje szanse i gdyby nie świetny Wojciech Szczęsny, to Skandynawowie mogliby szykować się do udziału w mistrzostwach, ale po końcowym gwizdku tego typu rozważania nie mają zbyt wiele sensu. Polska rozegrała jeden z najlepszych meczów w ostatniej dekadzie i zasłużenie pojedzie na mundial.

A awans jest w dużej mierze zasługą Czesława Michniewicza. W dopiero drugim meczu w roli selekcjonera trener trafił z ustawieniem, choć dużo wskazywało że to ryzykowny eksperyment. Trafił ze składem, choć nieograni w kadrze Bielik i Szymański mogli zawalić, Bereszyński na lewej obronie i elektryczny Góralski zamiast Krychowiaka mogli oznaczać kłopoty. Trafił z przygotowaniem fizycznym, choć w sobotę mogło wydawać się, że zajechał piłkarzy (urazy mięśniowe Milika i Salamona w meczu ze Szwecją).

Czesław Michniewicz może być wielkim trenerem

Czesław Michniewicz potwierdził, że jest co najmniej dobrym, a w obecnych warunkach może nawet najlepszym trenerem, jaki mógł poprowadzić Polskę w meczu ze Szwecją. Twierdzenie, że omal nie spuścił Legii z ligi, tytuły i laury zdobywał „na farcie” albo w obrzydliwym piłkarsko stylu (fakt, na kadrę U-21 za jego kadencji nie dało się nieraz patrzeć), nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Polski Mourinho naprawdę zna się na robocie.

https://twitter.com/kretfm/status/1508930700002709510?s=20&t=t0AmZyvA_48AjSGtj_HkPw

Ale choć trener wykonał swoją robotę i szczerze cieszę się z sukcesu piłkarzy, którzy będą mieli (niektórzy po raz ostatni w życiu) powalczyć o wynik na wielkiej imprezie, to jednak w przepełnionej słodką wonią rozlanego szampana szatni unosi się smród, który psuje atmosferę święta. A raczej echo 711 połączeń telefonicznych wykonanych na linii Michniewicz-Forbrich, bardziej znany jako Fryzjer, szef piłkarskiej mafii.

Redakcyjny kolega Bartłomiej Król apelował, by od Michniewicza się odpieprzyć. W końcu nie usłyszał w sprawie ustawiania meczów żadnych zarzutów, w przeciwieństwie choćby do Łukasza Piszczka, który jako 20-latek dokładał się do łapówki przekazanej piłkarzom Cracovii za remis w ostatniej kolejce sezonu 2005/2006. Choć piłkarz został nawet skazany, to nie przeszkodziło mu to z powodzeniem występować przez długie lata w polskiej kadrze.

Czesław Michniewicz jest małym człowiekiem

Ale na tym banalnym przykładzie widać różnicę w postępowaniu. Piszczek sam zgłosił się do prokuratury, przyznał się i poniósł zasłużoną karę, Michniewicz natomiast nie jest w stanie przekonać nikogo logicznie myślącego, że podczas 711 połączeń z Fryzjerem nie rozmawiali o ustawianiu meczów. Sprawa już nie zostanie wyjaśniona, bo Forbrich również dostał wyrok i nie musi już nic tłumaczyć, a jego protegowany straszy procesami i chowa się za kordonem przychylnych mu mediów.

Polecamy:

To, że Michniewicz jest co najmniej dobrym trenerem, ale małym człowiekiem, wyszło po raz kolejny po meczu ze Szwecją. W trakcie wywiadu wypominał nadąsany reporterowi TVP Jackowi Kurowskiemu, że ten nie podzielał jego optymizmu przed decydującym zgrupowaniem, przez co „zadra pozostała”. To kolejny gość, który nie rozumie, że dziennikarze nie są od budowania atmosfery w kadrze, tylko od rzetelnego informowania o sytuacji wokół niej.

Więc teraz Michniewicz staje z podniesioną głową i mówi dziennikarzom pytającym o jego korupcyjną przeszłość, zwracającym uwagę na liczne merytoryczne problemy w kadrze – walcie się. Wygrałem, wy przegraliście, więc morda w kubeł. Więc ja ci powiem, trenerze Michniewiczu, jako kibic: sam się wal. Choćbyś przywiózł z Kataru złoty medal, dalej pozostaniesz krętaczem i cwaniakiem. A ja nie zamierzam oklaskiwać takich ludzi, chociażby byli świetni w tym, za co im się płaci.

Czytaj też:

Maciej Deja
Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze