niedziela, 22 maja, 2022
Strona głównaEkologiaTankowiec FSO Safer. Mityczna Puszka Pandory istnieje

Tankowiec FSO Safer. Mityczna Puszka Pandory istnieje

Chcecie wiedzieć, co zrujnuje lub zabierze życie milionów ludzi, zwierząt, zatruje wodę w oceanie i zablokuje sparaliżuje handel morski na długie miesiące? Chcecie wiedzieć, gdzie wydarzy się następna wielka katastrofa ekologiczna?

Co wyjdzie, jeśli pomnożymy Ever Given razy kilkadziesiąt i dodamy do tego Exxon Valdez? FSO Safer (fot. youtube.com/holmakhdar)

Wybrzeże Jemenu – to pewnie nie jest odpowiedź, którą chcecie usłyszeć. Szansa na to, że wzruszycie ramionami byłaby mniejsza, gdyby katastrofa miała wydarzyć się gdzieś bliżej Europy, prawda? Spokojnie, wy też będziecie przeklinać, kiedy nadejdzie wspomniany dzień.

Ever Given będzie przyjemnym wspomnieniem

Pamiętacie kontenerowiec Ever Given, który w marcu tego roku zablokował Kanał Sueski? Wielu nie mogło uwierzyć, jakim cudem jeden statek może narobić takiego zamieszania. Tak się niefajnie składa, że 10 proc. światowego handlu morskiego, które stanęło przez to na głowie, to kilkadziesiąt proc. handlu morskiego Europy. Właśnie przez wąskie gardło między Afryką a Półwyspem Arabskim większość tanich ciuchów i pierdółek z Azji trafia do naszych sklepów i paczkomatów.

Kto wie, czy Ever Given nie był gwoździem do trumny, przez który mamy obecny kryzys w transporcie morskim? Ktoś nie dostał wypłaty, ktoś splajtował, ktoś w punkcie przeładunkowym kontenerów zwolnił pracowników, którzy później nie chcieli wrócić. Szacuje się, że każdy z siedmiu dni blokady Kanału Sueskiego kosztował światową gospodarkę miliard dolarów. W kolejce utknęło wtedy ponad 300 statków.

Ever Given wspominamy nie bez powodu. Wyobraźcie sobie, że tym razem ruch w Kanale Sueskim stanie nie na tydzień, ale na wiele miesięcy. Wszystko przez porzucony tankowiec, w którym zalega ponad milion baryłek ropy, a który w każdej chwili może się po prostu rozlecieć.

FSO Safer: extremal danger

FSO Safer, bo o nim mowa, to potężna krypa tkwiąca od 2015 roku nieopodal portu al-Hudajda w południowym Jemenie. Liczący sobie 45 lat statek jest w fatalnym stanie technicznym – rdza i korozja niemal zniszczyły zewnętrzne poszycie, od kilku lat nie działają też systemy konserwacji ładunku i ochrony przeciwpożarowej. By Safer nie był pływającą bombą zegarową, potrzeba 100-osobowej załogi, która obecnie liczy 5 osób. Kto za to odpowiada?

Właścicielem tankowca jest państwowa spółka naftowa. Był on używany głównie do przechowywania i przeładunku ropy, ale w marcu 2015 roku dostał się w ręce rebeliantów Huti. Od tamtej pory jest elementem negocjacji pomiędzy nimi, jemeńskim rządem, a ONZ, która próbuje unieszkodliwić zagrożenie. Mówiąc delikatnie, Huti nie są jednak zainteresowani rozwiązaniem. Mają w ręku potężną broń, czemu mieliby z niej rezygnować?

Safer w czasach świetności (1988 rok). Choć tankowiec prezentował się okazale, już 12 lat wcześniej, kiedy opuszczał stocznię, był jednostką przestarzałego typu (fot. Flickr/Piet Sinke maasmondmaritime.com)

Jeśli każda ze stron zaangażowałaby się w rozwiązanie kryzysu, cała ropa mogłaby zostać usunięta z Safera w ciągu miesiąca. Inny tankowiec mógłby zacumować obok statku i z pomocą odpowiednich pomp przejąć ładunek. Po tej operacji można byłoby podjąć decyzję o dalszym losie jednostki bez obaw o wyciek, pożar czy eksplozję. Huti, choć zapewniają, że są otwarci na rozmowy i wszystkie rozwiązania, stawiają – zdaniem ONZ – nierealne warunki. Nie dopuszczają nurków, którzy byliby w stanie ocenić zakres uszkodzeń statku, a także liczą na to, że zostanie on naprawiony bez odholowania i utraty ładunku.

„Jeśli, nie daj Boże, dojdzie do katastrofy ekologicznej w wyniku eksplozji Safera, świat zatrzyma się nie na tydzień, jak to miało miejsce w Suezie, ale na długo. I zatrzyma żeglugę statków Marynarki Wojennej i innych. Pociągamy ONZ do odpowiedzialności” – napisał na Twitterze jeden z liderów rebeliantów, Mohammed Ali al-Huti.

Ibrahim Alseradżi, który prowadził techniczne negocjacje Huti z ONZ, powiedział magazynowi „New Yorker”, że chcą oni wyjścia z impasu, ale nie za wszelką cenę. Liczą na „utrzymanie wartości ekonomicznej” statku, lub na to, że otrzymają w zamian inną jednostkę zacumowaną w tym samym miejscu, z taką samą ilością ropy pod pokładem. Szacuje się, że ładunek ropy na Saferze wart jest obecnie około sześćdziesięciu milionów dolarów. Statek o porównywalnej ładowności może być nawet trzy razy droższy.

Huti chcą pieniędzy. To wszystkim się opłaci

ONZ oczywiście nie ma takich pieniędzy, podobnie jak walczący o przetrwanie jemeński rząd w Sanie. Mało tego, nie są skłonne wyłożyć ją też kraje, które skłoniły organizację do negocjacji z Hutu. Chodzi o Holandię, Wielką Brytanię, Francję, Niemcy, Norwegię i Szwecję. Niechęć jest zrozumiała: nie wiadomo, czy rebelianci w ostatniej chwili nie podbiją stawki, nawet jeśli państwa „wyłożyłyby” po 40 mln euro i zgodziłyby się na powyższe warunki.

Kwota wydaje się zawrotna, ale w gruncie rzeczy to tylko ułamek ze strat, jakie spowodować może wyciek. Brytyjski ubezpieczyciel Riskaware szacuje, że samo oczyszczanie Morza Czerwonego z ropy po zatonięciu Safera pochłonęłoby 20 miliardów dolarów. Kolejne dziesiątki miliardów straty branża handlowa poniesie przez opóźnienia w dostawach towarów. Kanał Sueski pozostanie zamknięty przez wiele miesięcy, co sprawi, że kontenerowce będą musiały tracić dodatkowe 10-14 dni na okrążanie Afryki. Dla Europejczyków będzie to oznaczało puste magazyny w sklepach z ich ulubionymi produktami.

No dobrze, a czy statki nie mogą po prostu przepłynąć przez plamy ropy, które wyciekną z Safera? Teoretycznie mogą, ale w przypadku awarii ubezpieczyciele nie wypłacą ani centa odszkodowania. A ropa w układzie napędowym kontenerowca to wręcz gotowy przepis na jego uziemienie.

Symulacje zanieczyszczenia, jakie spowoduje ropa z tankowca Safer po wycieku (fot. Wikipedia)

FSO Safer. Co dalej ze współczesną Puszką Pandory?

Trudne do oszacowania są straty środowiskowe, ale zadania podjęli się autorzy badania „Public Health Impacts of an Imminent Red Sea Oil Spill” (wpływ nadchodzącego wycieku ropy naftowej do Morza Czerwonego na zdrowie publiczne) opublikowanego w czasopiśmie „Nature”. Badanie szacuje straty zdrowotne, środowiskowe i ekonomiczne, które dotknęłyby Jemen, Arabię Saudyjską, Dżibuti i Erytreę, gdyby taki wyciek nastąpił.

Al-Fanar Benjamin Huynh, główny autor badania, alarmuje, że katastrofa wpłynie na życie aż 17 milionów ludzi. Prawie dziesięć milionów może stracić dostęp do czystej wody, a kolejne siedem milionów – do zapasów żywności. – Spodziewamy się masowych zgonów z powodu głodu, odwodnienia i chorób. Katastrofa spowoduje paraliż transportu kluczowych towarów: paliwa i środków medycznych, co może doprowadzić do powszechnego zamknięcia szpitali – mówi badacz ze Stanford University School of Medicine.

Według jemeńskiej organizacji pozarządowej Holm Akhdar (Zielone Marzenie), zniszczeniu może ulec około 850 tys. ton rocznych zasobów rybnych Jemenu. Wyciek przetrzebi niemal 1000 gatunków żyjących u tamtejszych wybrzeży ryb i zniszczy rafy koralowe. Ponad 120 000 jemeńskich rybaków straciłoby źródło dochodu. Spalanie ropy w ramach akcji ratunkowej spowoduje z kolei plagę chorób płuc i układu krążenia związanych z wdychaniem toksycznych spalin. Jeśli jest na świecie coś, co zasługuje na miano mitycznej Puszki Pandory, to z pewnością jest to FSO Safer.

W przeciwieństwie do zanieczyszczeń ropą, które mniej dotkliwe byłyby latem, o tej porze roku opary ze spalanej ropy naftowej trafią do płuc milionów Arabów (fot. Wikipedia)

Czytaj też:

Czy uda się „rozbroić” tankowiec i zapobiec katastrofie? Rozwiązanie nie jest tanie, ale wydaje się być w zasięgu ręki. Skoro dyplomacja zawodzi, trzeba sięgnąć głęboko do portfela i spełnić oczekiwania Huti. Szczególnie zainteresowana rozwiązaniem powinna być też Arabia Saudyjska, która do tej pory zmaga się z skutkami szaleństwa Saddama Husajna, który w 1991 roku kazał wpompować do Zatoki Perskiej 1,75 milionów ton ropy (11 milionów baryłek), by powstrzymać atak amerykańskiej floty. 

Zatrute ropą wciąż są także wybrzeża i ekosystemy Alaski (katastrofa Exxon Valdez w 1989 r.), Hiszpanii i Portugalii (MTG Prestige w 2002) roku oraz Zatoki Meksykańskiej (Deepwater Horizon w 2010). – Mamy nadzieję na najlepsze, ale szykujemy się na najgorsze – powiedział „New Yorkerowi” saudyjski minister środowiska Osama Fakiha.

Polecamy:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

6 KOMENTARZE

  1. Wystarczy wycofać wojska amerykańskie z Jemenu, zakończyć wojnę o ropę… a nie będzie problemu ze statkiem.
    Niestety, to się Amerykanom nie opłaca.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner