czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPolitykaPiS zaczyna majstrować przy okręgach do Sejmu. Ma być ich więcej

PiS zaczyna majstrować przy okręgach do Sejmu. Ma być ich więcej

W ostatnich wyborach do Senatu PiS pokonała mapa wyborcza. Zamiast wystawić w trudnych dla siebie okręgach wyborczych gwiazdy, takie jak Patryk Jaki czy Beata Szydło, biuro polityczne partii wysłało je wcześniej do Brukseli. Teraz to podejście ma się zmienić. Na Nowogrodzkiej poważnie studiowane są wszelakie mapy wyborcze. Pod ręką zaś znajduje się klej i nożyczki.

Jarosław Kaczyński wie, że gdyby się bardziej postarał to wygrałby ostatnie wybory do Senatu (fot. Wbdata)

Władze Prawa i Sprawiedliwości właśnie mianowały nowych szefów okręgowych struktur partii. Nie byłoby w tej informacji niczego ekscytującego, gdyby nie fakt, że liczba okręgów została podwojona. Teraz jest ich 94 i z grubsza odpowiadają okręgom do Senatu. Jednak głosy z Wiejskiej donoszą, że nowa struktura ma nie tylko ułatwić odbicie izby wyższej z rąk opozycji, ale także jest wstępem do reorganizacji okręgów w wyborach do Sejmu.

Obecnie w wyborach do Sejmu mamy 41 okręgów wyborczych. Gdyby sztab PiS wziął mapę, nożyczki, klej i flamaster, szybko mógłby zrobić ich wiele więcej, tym samym zwiększając szanse swoich polityków w mniejszych miejscowościach. Za przykład może posłużyć Małopolska. Do tej pory PiS miał tam cztery okręgi, teraz ma już osiem. Niepodległość zyskało choćby Podhale, które odłączyło się od Nowego Sącza. Nie ma wątpliwości, że gdyby taki podział został utrzymany w wyborach do parlamentu, to PiS by na nim wyłącznie zyskiwał.

Takie kreatywne poszerzanie lub zwężanie okręgów wyborczych nazywa się w Ameryce Garymanderingiem od połączenia nazwiska gubernatora Elbridge Gerry’ego i słowa „salamandra” (ang. salamander). Wytyczone przez polityka granice okręgów miały przypominać wijące się na skałach płazy. Zasada, która przyświecała Gerry’emu była prosta. Jeśli mamy szansę na zwycięstwo, to okręg musi być mały i maksymalnie komasować naszych wyborców. Jeśli wygrana wydaje się sprawą odległą, to wówczas trzeba wcisnąć do takiego okręgu tyle hektarów, ile tylko się da. Wówczas zamknie się usta malkontentom.

PiS zmieniając granice okręgów wyborczych do Sejmu spróbuje oszukać sondaże i demografię. Te pierwsze nie zostawiają złudzeń i jasno pokazują, że galopująca inflacja podważyła zaufanie Polaków do rządu. Ta druga sprawia, że elektorat partii Kaczyńskiego wyłącznie się starzeje. Trzeba więc wycisnąć ile się da z okręgów, w których seniorów jest zwyczajnie więcej niż młodych, często uciekających ze wsi do miasta.

Pisowska wycinanka skończy się buntem?

Znany politolog Jarosław Flis, pytany przez portal Salon24 o zmiany okręgów wyborczych, odpowiedział, że będzie to zmiana fundamentalna, ale jednocześnie taka, która może zaszkodzić PiS. Tłumacząc o co mu chodzi, naukowiec posłużył się przykładem z województwa Zachodniopomorskiego: „Na przykład w okręgu szczecińskim dziś jest czterech posłów. Jeden poseł jest ze Stargardu, trzech ze Szczecina. Jeśli okręg ten zostanie podzielony na dwa, to będzie po dwóch posłów ze Stargardu i dwóch ze Szczecina. Czyli jeden z dotychczasowych szczecińskich posłów wypadnie. I takich niezadowolonych posłów będzie więcej niż zadowolonych” – czytamy.

Ostatecznie więc korzyść wyborcza może się obrócić przeciwko partii. Do tego dochodzi kwestia „spadochroniarzy”, czyli znanych twarzy z poza okręgu, które partia gdzieś wciska, żeby podnieść sobie wynik. Teraz to zjawisko może być jeszcze powszechniejsze, co tylko wkurzy lokalnych działaczy.

Co więcej, jak donosi Wirtualna Polska, PiS planuje odbić Senat z rąk opozycji zwracając się do samorządowców nie związanych do tej pory z rządem. W ten sposób aktywiści będący bliżej PSL czy starego SLD mieliby dostać miejsce na listach do Senatu i zmazać efekt źle kojarzącego się w niektórych miejscach Polski logotypu PiS. To jednak strategia, która może zaprowadzić donikąd. Łatwiej byłoby już ściągnąć z Brukseli tłuste, ale wierne koty, takie jak Patryk Jaki czy Dominik Tarczyński. Z nowym narybkiem może być problem. Historie pani Moniki Pawłowskiej i pana Zbigniewa Gryglasa uczą, że pozbawieni ideowego zacięcia politycy, mogą pójść tam gdzie są większe konfitury. Znów zacznie się zakulisowe kupowanie głosów i głośne transfery.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze