piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaKulturaSeriale"Barry" na HBO. Arcydzieło gatunku czarnej komedii

„Barry” na HBO. Arcydzieło gatunku czarnej komedii

Nowe „Stranger Things”, „Pierścienie Władzy”, a może “Ród Smoka”? Dajcie sobie siana. Czasem najlepsze seriale nie są tymi najpopularniejszymi. A tak się składa, że niedawno na HBO pojawił się trzeci sezon „Barry’ego”, czarnej komedii, która zaczęła się dobrze, ale z każdym kolejnym odcinkiem zbliża się do geniuszu.

„Barry” HBO. Zabójca trafia do klasy aktorskiej

Barry Berkman (w tej roli genialny Bill Hader) to weteran z Afganistanu, który na co dzień mieszka w Los Angeles i pracuje jako zabójca do wynajęcia. Nie cierpi jednak swojej roboty, a na domiar złego prześladuje go poczucie winy ze względu na czyny, których dokonał podczas pobytu w wojsku.

Pewnego dnia dostaje zlecenie, wskutek którego zmuszony jest udać się na spotkanie niszowej szkółki aktorskiej. Tam spotyka dwie brakujące w swoim życiu figury – kobiecą w osobie zahukanej, początkującej aktorki Sally (Sarah Goldberg) i ojcowską, którą odgrywa prowadzący zajęcia hochsztapler Gene Cousineau (rewelacyjny Henry Winkler).

Bill Hader, oprócz odgrywania głównej roli, jest również jego pomysłodawcą, a także scenarzystą i reżyserem większości odcinków. Komik znany z Saturday Night Live oparł się na prostym pomyśle – oto zatwardziały przestępca pragnie porzucić swoją działalność i powrócić na łono społeczeństwa, co oczywiście okazuje się trudniejsze, niż się wydaje.

Znany jest również topos bohatera, który prowadzi podwójne życie. Barry najpierw rozwala komuś łeb, by następnie udać się na kurs aktorstwa, by – no właśnie – udawać kogoś innego. A może jednak właśnie gra, gdy wczuwa się w bezlitosnego killera wypranego z uczuć? To jednak dopiero początki serialu, który na etapie bieżącego, trzeciego sezonu zadaje już zupełnie inne pytania – trudno jednak cokolwiek o nich mówić bez spoilerów.

Gdy tak wkręcisz się w zlecenie zabójstwa członka kółka aktorskiego, że kończysz odgrywając… oczywiście Makbeta.

„Barry” HBO. Najczarniejsza z czarnych komedii

Produkcja, która rozpoczęła się właściwie jako komedia, staje się jednak z biegiem czasu coraz cięższa, a gra zaczyna toczyć się o coraz wyższe stawki. I chociaż cały czas serial kipi od absurdalnego humoru (jak scena, w której Barry ma problem ze zdalną detonacją bomby za pomocą apki, dzwoni więc na jej infolinię i słyszy pytanie, czy ma włączone Wi-Fi), druga strona medalu okazuje się być naprawdę ciemna.

Sam Barry to postać wręcz żywcem wyjęta z klasycznej, antycznej tragedii. Za każdym razem, gdy próbuje uciec z otaczającego go morza przemocy, fatum niczym złośliwy prąd pcha go coraz bardziej na głębiny. Przez wszystkie trzy dotychczasowe sezony obserwujemy, jak zabójca rozpaczliwie usiłuje uzyskać odkupienie za swoje dotychczasowe grzechy. To zaś jest kluczowe do tego, by był w stanie jeszcze kiedykolwiek prowadzić szczęśliwe życie.

Jego postać przechodzi ewolucję niespotykaną nawet w przypadku postmodernistycznego antybohatera. Chwilami osiąga wręcz nadludzkie zdolności strzeleckie, cichego przemieszczania się albo przetrwania. To bohater, który jest jednocześnie protagonistą oraz antagonistą serialu. W jednej ze scen wychodzi cało z opresji, ponieważ człowiek, który go porwał, jest tak nim obrzydzony, że popełnia samobójstwo – co zbliża go już nie tyle do złola, ale do jakiegoś niszczycielskiego kataklizmu.

Barry to też osobnik, który wierzy, że wszystkie problemy jego i otaczających go postaci można rozwiązać, tyle że jego mieczem do rozcinania fabularnych węzłów bywa rzecz jasna przemoc. Reakcje innych postaci na takie stawianie sprawy napędzają dynamikę serialu i sprawiają, że mogą one także przejść wewnętrzną przemianę – chociaż niekoniecznie w tym kierunku, w którym życzyłby sobie tego nasz zabójca.

Czy w ogóle masz serce, jeśli nie pokochasz postaci NoHo Hanka?

„Barry” HBO jak ekranizacja „Grand Theft Auto”

Pod względem wkraczania na terytoria realizmu magicznego „Barry” osiąga gatunkową bliskość ze światem z gier z serii „Grand Theft Auto”, szczególnie w kwestii bohaterów. Są oni hybrydami łączącymi pozornie sprzeczne ze sobą cechy i zdolnymi do podjęcia zupełnie nieprzewidywalnych akcji.

Wyjątkowo dobrze to widać w przypadku wątków gangsterskich i drugoplanowej postaci czeczeńskiego bandyty NoHo Hanka (wspaniały Anthony Carrigan). W zaskakujący sposób łączy on ze sobą wewnętrzny urok i brutalność. Ale całe sekwencje również są jak wyjęte z tych gier – w trzecim sezonie mamy chociażby sekwencję pościgu na motorach, w której brakowało tylko Radia Los Santos i charakterystycznych znaczników nad pojazdami. To swoją drogą ciekawe, jak popularne GTA stanowiły popkulturowy koktajl z dramatów o mafii, filmów akcji i komedii policyjnych, a obecnie to one stanowią inspiracje dla kolejnego pokolenia twórców kultury.

Czytaj również:

I chociaż „Barry” doczeka się swojego rozstrzygnięcia dopiero w zapowiadanym czwartym sezonie, już teraz jest dziełem absolutnie godnym polecenia. Podobnie jak inna genialna czarna komedia o aktorach, „BoJack Horseman”, produkcja HBO rozpoczyna się dość lekko, by prowadzić dalej ku mrocznej i przenikliwej wiwisekcji ludzkiej kondycji.

Czy Barry zasługuje na kolejne i kolejne szanse? To nie jest w kontekście tego serialu prawidłowo zadane pytanie. Należy raczej się zastanowić, czy kataklizm o tym imieniu uda się wyciszyć, czy też do końca zdemoluje wszystko, co mu stanie na drodze.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze