piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaPolitykaDlaczego nie będzie nowej wojny w Kosowie? Cztery powody

Dlaczego nie będzie nowej wojny w Kosowie? Cztery powody

Wbrew sensacyjnym nagłówkom i doniesieniom samozwańczych ekspertów Kosowo nie stanie się za chwilę areną kolejnej wojny w Europie. Należy ono do najgorętszych miejsc na kontynencie, ale mechanizmy bezpieczeństwa wprowadzone w życie ponad 20 lat temu, z tysiącami żołnierzy NATO na czele, skutecznie uniemożliwiają Serbii fizyczną inwazję na jej dawne terytorium. Wojenną narrację natomiast podgrzewają rosyjskie służby. Innymi słowy - nic nowego pod bałkańskim słońcem.

Prezydent Serbii Aleksandar Vučić to może jest proputinowski autokrata, ale nie jest skończonym szaleńcem, by zaatakować Kosowo

Konflikt w Kosowie. Co się stało?

Ponieważ Serbia nie uznaje niepodległości Kosowa, obywatele tego drugiego potrzebują być wyposażeni podczas pobytu w Serbii w specjalne „tymczasowe dokumenty”. De facto oznaczało to konieczność wyposażenia się w dwa zestawy papierów – i dwa komplety blach samochodowych. Premier Kosowa Albin Kurti zapowiedział niedawno, że Kosowo odwzajemni się wkrótce żądaniem tego samego od obywateli Serbii, a decyzja miała wejść wczoraj w życie. Zgodnie z nią obywatele Serbii muszą obecnie uzyskać analogiczny specjalny dokument, by wjechać na terytorium Kosowa.

I mimo że decyzja była od pewnego czasu znana, jej wejście w życie doprowadziło faktycznie do społecznych niepokojów w Kosowie, a w szczególności na jego północy, zamieszkanej przez serbską mniejszość. Kosowscy Serbowie zebrali się na drogach prowadzących w kierunku granicy, by je zablokować i uniemożliwić przejazd do Serbii. Podobne zdarzenia miały miejsce wielokrotnie w ciągu ostatnich lat. Na chwilę pisania tego tekstu spływają informacje o tym, że część dróg jest nadal blokowana, a niektóre przejścia graniczne nieprzejezdne.

Oskarżany o autorytarne praktyki i zapatrzony w Rosję i Węgry serbski prezydent Aleksandar Vučić wydał nawet oświadczenie, jakoby decyzja rządu Kosowa oznaczała agresję tego kraju na Serbię. Fakty są jednak takie, że chociaż analogie do działań Putina są jasne (tam też zaczęło się od rzekomych planów ukraińskiego ataku na Rosję), sytuacja w Kosowie jest diametralnie inna, niż pół roku temu na Ukrainie. Możemy wyróżnić co najmniej cztery powody, dlaczego nie dojdzie do żadnej nowej wojny.

Etniczna kompozycja Kosowa. 90% stanowią Albańczycy (Kosowarzy), jedynie północ jest zdominowana przez serbską mniejszość.

1. W Kosowie stacjonują tysiące żołnierzy NATO

Przegrana przez rząd w Belgradzie wojna w 1999 r. zakończyła się wkroczeniem na terytorium Kosowa sił stabilizacyjnych NATO, znanych jako KFOR (Kosovo Force). Składają się one z wojsk zarówno regularnych, jak i policyjnych, przebywają one w tym kraju na mocy rezolucji ONZ oraz są uprawnione do użycia siły celem zapewnienia bezpieczeństwa Kosowa i jego ludności cywilnej. Chociaż kontyngent zmniejszał się przez lata, nadal liczy on prawie 4000 osób, z czego ponad 600 to Amerykanie.

Większość wojsk KFOR stacjonuje właśnie na serbskojęzycznej północy Kosowa, gdzie z uwagi na wieloetniczność najczęściej dochodzi do różnego rodzaju napięć i eskalacji. Wojska wchodzące w skład kontyngentu posiadają aktywne i regularnie aktualizowane plany interwencji na wszystkich głównych drogach prowadzących do granic kraju i są gotowe do wcielenia ich w życie, gdy uznają, że sytuacja w kraju uległa znacznemu pogorszeniu. Jest w zasadzie pewne, że jeśli serbskie wojska przekroczyłyby granicę, to szybko napotkałyby lufy karabinów żołnierzy Sojuszu.

NATO wydało komunikat o tym, że w razie potrzeby natychmiast zareaguje w Kosowie

2. Obecna eskalacja to nic nadzwyczajnego

Wczoraj w północnej części Mitrovicy – miasta podzielonego rzeką Ibar na części zamieszkane przez Serbów i Kosowarów – przez większość dnia wyły syreny alarmowe. To jednak standardowa praktyka – używa się ich, by wskazać ludności cywilnej, aby ta pozostała w domach, na przykład podczas policyjnych nalotów. Dodajmy, że most w Mitrovicy, który dzieli Serbów od Kosowarów, jest zamknięty od ponad 20 lat i stacjonują na nim siły KFOR (obecnie są to włoscy karabinierzy), co ma przeciwdziałać lokalnym napięciom.

Policja kosowska potwierdziła również, że została ostrzelana w północnej części kraju przez nieznanych sprawców, ale nikt nie został ranny. Podano także do wiadomości, że kosowscy kierowcy w pobliżu przejścia granicznego byli zaczepiani przez miejscowych Serbów. To również akurat nie stanowi tam nic nadzwyczajnego. Po rozpadzie Jugosławii w regionie przez lata krążyła broń, a różne grupy przestępcze bez problemu mogą się w Kosowie uzbroić. Najważniejsze jest jednak to, że póki co nie polała się krew.

3. „Wojna” istnieje tylko w rosyjskiej sferze informacyjnej

Rzecz jasna, nikt nie ma żadnych wątpliwości, że Vučić to, podobnie jak Viktor Orban, przyjaciel Putina, a Serbia jest koniem trojańskim Rosji ulokowanym w miękkim podbrzuszu Europy. Najprawdopodobniej Moskwa będzie dążyła do tego, by jak najbardziej podburzać przeciwko sobie ludność Bałkanów i w ten sposób podgrzewać atmosferę w innym miejscu, niż Ukraina. Znana rosyjska alkoholiczka Maria Zacharowa wezwała już Kosowarów, UE i USA do zaprzestania prowokacji.

Wiele informacji o tym, że „zaraz będzie wojna”, pochodziło bezpośrednio z rosyjskich kanałów na Telegramie i z przeklejających te materiały kont typu „War News” na Twitterze. Najpierw szła informacja o tym, że Kosowo planuje atak, albo że rozpoczynają się czystki etniczne na Serbach, a zaraz potem, że serbskie kolumny wojskowe jadą w stronę granicy. Wszystko oczywiście wyssano z okrytego onucą palca.

4. Ani Serbia, ani Kosowo nie zamierzają ze sobą walczyć

Nie ma jednak ryzyka inwazji Serbii na Kosowo. Nie byłaby ona możliwa bez wcześniejszych ruchów rządu w Belgradzie, które zostałyby z łatwością zauważone. Nawet gdyby to ataku doszło, to byłby on samobójstwem. Serbia jest obecnie niemal ze wszystkich stron otoczona krajami NATO (do którego, w obawie przez jej rewizjonizmem, dołączyły już też Czarnogóra, Albania i Macedonia Północna). Chwila, w której doszłoby do ataku na wojska KFOR, byłaby najprawdopodobniej fizycznym końcem rządu w Belgradzie. Oczywiście nie trzeba dodawać, że Kosowo, całkowicie zależne od zewnętrznych sił porządkowych, nie jest w stanie kogokolwiek zaatakować.

Czytaj także:

Podkręcanie nastrojów nacjonalistycznych to jednak to, co sprawia, że Aleksander Vučić utrzymuje w kraju niezwykle wysoką popularność. Stąd możemy się spodziewać co najwyżej różnych działań hybrydowych na terenie północnego Kosowa, takich jak wysyłanie lokalnych bojówek, by strzelały do kosowskiej policji. Ale każdy, kto straszy nową wojną w Europie, zwyczajnie powiela póki co rosyjską propagandę. Serbia pozostaje nadal chociażby kandydatem do członkostwa w UE i nie będzie wikłać się w bezsensowny konflikt zbrojny, by tę szansę zaprzepaścić.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze