poniedziałek, 5 grudnia, 2022
Strona głównaPolitykaPolicja żąda podwyżek. Tylko właściwie za co?

Policja żąda podwyżek. Tylko właściwie za co?

Czasy wyrażania przeze mnie pełnej zgody z hasłami „HWDP” czy „JP na 100%” dawno minęły. Już jako nastolatek zastanawiałem się, dlaczego grupy hip-hopowe takie jak Firma z jednej strony rapują o tym, jak nienawidzą policji, a z drugiej strony zabezpieczają za jej pośrednictwem swoje koncerty. Trudno nie zgodzić się z opinią, że bez służb mundurowych państwo byłoby chorym organizmem pogrążonym w totalnej anarchii. Ale służba służbie nierówna i o ile rozumiem postulaty zwiększenia zarobków i polepszenia standardów pracy dla strażaków czy Straży Granicznej, tak w przypadku policji jest to igranie ze społeczeństwem. W większości na pewno nie ma ono zamiaru znaleźć resztek empatii dla ludzi, którzy regularnie kultywują tradycję milicyjną.

Fot. Unsplash

Dochodzenie? Nie zawracaj mi pan głowy

Musiałem ostatnio stawić się na komisariacie. Akurat byłem u weterynarza w sprawie kota, kiedy jakiś facet w czapce i dresie ukradł skarbonkę z pieniędzmi zebranymi na schronisko. Kamera uchwyciła jego sylwetkę, ale twarz miał zasłoniętą chustą. Tak się złożyło, że byłem ostatnią osobą, która widziała tego człowieka i zamieniła z nim na korytarzu kilka słów.

Na komisariacie na wpół śpiący funkcjonariusz na pytanie, gdzie mam się stawić, odparł, że nie wie, i mam zadzwonić do osoby, która mnie tu wezwała. Podczas przesłuchania w charakterze świadka w oczy rzuciło mi się kilka rzeczy, które naprawdę obniżyły moją wiarę w to, że jakakolwiek sprawa kradzieży może zostać rozwiązana przez naszą władzę wykonawczą. Pani spisująca zeznania, owszem, była miła, ale zdawała się nie rozumieć, dlaczego incydent zgłosił mąż właścicielki placówki, a nie ona sama. 

Jak twierdziła, „ten mężczyzna nie ma żadnego związku ze sprawą”. Rozumiecie? A co jeśli moja żona zostałaby pobita, a ja chciałbym to zgłosić? Też nie będę miał związku czy może jednak tak? Pani spisująca z góry też przyznała, że skoro niczego konkretnego nie widziałem, to mogę złożyć zeznania, lecz raczej nic z tego nie będzie.

Inny przykład. Moją bliską rodzinę okradł człowiek, który wyłudził od niej zaliczkę za robotę budowlaną. Oczywiście nie wykonał zlecenia, tylko uciekł z pieniędzmi i słuch po nim zaginął. Potem okazało się, że w całej Polsce oszukał tak kilkadziesiąt osób. Policja prowadzi jego sprawę, a funkcjonariusze nie potrafią tego człowieka nawet namierzyć. Przydzielony do sprawy komisarz poszedł na emeryturę, a  na jego miejsce wszedł następny.

Skutkowało to tym, że dosłownie wszyscy poszkodowani musieli udać się drugi raz na komisariat, aby złożyć te same zeznania. Któregoś dnia policjant zadzwonił i zapytał zupełnie nieskrępowany, czy udało się członkom rodziny coś w tej sprawie ustalić. Rozumiecie – bo to obywatel ma obowiązek prowadzenia śledztwa, najlepiej w sumie, jakby zaangażował ekipę Scooby Doo i Brygadę RR, żeby policjanci się nie zaharowali. I o ile poprzedni przykład miał charakter anegdotyczny, to tutaj mówimy już o wielu okradzionych obywatelach z całej Polski.

Takich spraw są setki. Rzecz jasna, nie wszystkie są możliwe do rozwiązania, ale nie na tym polega problem. W oczy wielu osób wręcz wwierca się widok policjantów, którzy nawet nie zamierzają podejmować trudu. Twój ukradziony telefon, rower czy portfel nie jest dla nich problemem. A przecież powinien, bo kto jak nie my, obywatele, odpowiadamy za ich finansowanie?

Policja żąda podwyżek. Nieznajomość prawa szkodzi

Duża część policjantów nie zna obowiązujących przepisów. Najbardziej niekompetencję w tej materii punktuje autor kanału „Audyt obywatelski”. Wychodzą tam na jaw zmyślane przez policjantów paragrafy, źle dobrany ubiór służbowy, przeinaczanie faktów czy zwykła agresja. Jednak włączona kamera i świetna znajomość swoich praw ze strony twórcy audytu powoduje, że nieraz w ciągu kilkunastu minut policja postanawia się wycofać i życzyć miłego dnia, gdyż brakuje jej argumentów na poparcie swoich tez.

Pozostańmy jeszcze chwilę przy omawianym „audycie”. Są głosy przeciwników twierdzących, że youtuber ten prowokuje ludzi, ponieważ chodzi w kominiarce i nagrywa poszczególne obiekty. Musimy jednak mieć na uwadze, że policja zobligowana jest działać zgodnie z prawem, a w żadnym kodeksie nie istnieje zakaz nagrywania jakiegokolwiek obiektu z miejsca publicznego (są wyjątki, ale nie mówimy teraz o nich) i chodzenia w kominiarce. Wiem, że ktoś może uznać takie zachowanie za ostentacyjne, ale skoro nie jest to zakazane, to znaczy, że jest to przysługująca nam wolność.

Jeśli będę chciał wyjść na miasto w stroju bakłażana i robić zdjęcia komisariatowi przez dziesięć godzin, to jest to mój sposób spędzania wolnego czasu – całkowicie dopuszczalny i legalny. Policjant nie będzie miał prawa mi z tego tytułu wystawić mandatu, a typowy dresiarz nie będzie miał prawa mi z tego powodu naruszyć nietykalności cielesnej. Zresztą pomyślcie, czemu nie mógłbym tego robić, skoro samochód Google Street View może?

Zauważcie, że na ani jednym filmie audytor nie został ukarany. Nie było podstaw. Za to wyszło wiele ciekawych spraw, bo kiedy autor podjechał do budynku jednego z większych przedsiębiorstw, to niepozorny ochroniarz w krótkim czasie wezwał na miejsce funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego. Potem okazało się, że był on emerytowanym i niegdyś dość wysoko postawionym policjantem, lecz – jak widać – nawet nie piastując już tego urzędu, tworzył sobie malutkie państwo w państwie.

Audytor wyłapuje takie kwiatki, lecz nie stawia sobie za główny cel prowokowania kogokolwiek, a wyłącznie ma zamiar robić zdjęcia miejsc, które go interesują. Pomyślcie teraz, że choć produkuje on mnóstwo filmów, to jest to kropla w morzu wielu podobnych spraw. Różnica polega na tym, że przeciętny obywatel, nie znając swoich praw i nie dysponując kamerą, dla „świętego spokoju” przyjmie mandat lub spasuje.

Wyobrażacie sobie analogiczną sytuację w szkole, gdzie nauczyciel matematyki nie umie dodać dwa do dwóch? Albo sytuację, kiedy chirurg zapomina, jak usunąć wyrostek robaczkowy pacjentowi? Te dwa przykłady brzmią niedorzecznie, ale policjanci potrafią osiągnąć taki stopień „kompetencji”.

Policja żąda podwyżek. Naruszanie nietykalności obywateli

Czas pandemii oraz protestów także pokazał, jak policjanci traktują obywateli. Wiem, że istnieje grupa sceptyków noszenia maseczek i stosowania szczepień, a także przeciwstawna strona wręcz nakazująca to robić. Po jakiej stronie stoję – to akurat nieistotne. Możemy się kłócić o maseczki i obostrzenia. Należy jednak zadać sobie w pewnym momencie pytanie, czy nawet gdyby ustawodawstwo było skonstruowane na tyle precyzyjnie, by móc karać ludzi za brak maseczek (a wiele osób od mandatów z tego tytułu się odwołało i wygrało sprawę), to policja mogłaby spałować buntowników? Niestety, lecz nawet takie przypadki uwieczniano na filmach.

I podobnie sytuacja prezentuje się ze Strajkiem Kobiet. Nie ma tu znaczenia, na ile popieram tę akcję, co mi się w niej podoba, a co nie. Jeśli policja, ot tak, bije protestujących, bo dostaje taki rozkaz z góry, to jest tak samo winna jak ci, którzy nakazali jej to zrobić. Osobiście przeszkadza mi malowanie publicznych ulic czy budynków sprejem. Według mnie wyższy cel nie uzasadnia takich działań. Ale to nadal wykroczenie i nie można okładać za nie sprawców pałkami.

Czy funkcjonariusze nie posiadają mózgów i nie potrafią na tyle konstruktywnie myśleć, aby pojąć, że łamią w tej chwili prawo? Ja rozumiem, że komendant Janusz tak powiedział, ale przecież ten człowiek nie produkuje przepisów prawnych. W efekcie dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy policja przestaje działać dla obywatela, a zaczyna spełniać życzenia polityków, chroniąc ich prywatne mieszkania.

Ryba psuje się od głowy

Interesujący komentarz w sprawie brutalnych przesłuchań policji wystosował niejaki Sierżant Bagieta – youtuber-funkcjonariusz, który na niemal każdym kroku usprawiedliwiał niekompetencję swoich kolegów z pracy. Analizując nagranie głosowe z komisariatu, gdzie policjanci znęcali się psychicznie nad młodą dziewczyną i wręcz jej grozili, Bagieta przyznał, że może i jest to przesada, ale działa. Podejrzewam, że gdyby ktoś wsadził mi dłoń w imadło i je zacisnął, przyznałbym się nawet do zabójstwa Juliusza Cezara. Kto wie, może tam byłem, wszak Edyta Górniak żyje już kilka tysięcy lat… Pytanie, czy chcemy wyników na papierze, czy też dążymy do prawdy?

Jest to szkodliwe, ponieważ wiele młodych osób chcących zrobić karierę w policji ogląda ten kanał i bierze Bagietę za autorytet. To tak jakby lekarz w Internecie radził, żeby brać łapówki za przyspieszony termin operacji.

Mimo że wiele filmów Bagiety jest bardzo stronniczych i niepoprawnych pod względem przepisów, to ostatnio twórca ten trochę się zrehabilitował i szczerze przyznał, że zrezygnował ze służby, zostając cywilem. Jakie podał powody? W głównej mierze chodziło o kierownictwo, które wypełniając papiery za biurkiem, kompletnie nie rozumiało, na czym polega praca w terenie.

Bagieta wspominał w kilku swoich najnowszych produkcjach, że komisariaty przybierają model biznesowy, gdzie liczy się statystyka wlepianych mandatów. Policjanci niżsi stopniem nie dogadują się z tymi wyższymi, często brakuje sprzętu, radiowozy są wadliwe i składane z najtańszych części, a ogólny stres, jaki funkcjonariusze przeżywają w swojej pracy, przekłada się na ich życie codzienne. Nadal jednak nie zmienia to faktu, że popierał on we wcześniejszych filmach policyjne nadużycia, mówiąc, że to wzorowe interwencje.

Czytaj także:

Nie można oczywiście generalizować. Na pewno wśród funkcjonariuszy policji znajdzie się wiele takich, którzy jawią się jako uczciwi i porządnie wykonują swoją służbę. Niestety nie jest to usprawiedliwienie. Policja zawodzi jako instytucja publiczna. Dobry policjant może szybko wypalić się zawodowo, a im głębiej zanurza się w struktury swojej organizacji, tym bardziej nią nasiąka. W efekcie albo składa wypowiedzenie, albo przyjmuje obowiązujące, betonowe zasady i staje się taki jak inni.

Jeden czy nawet trzydziestu dobrych funkcjonariuszy nie zmieni tej instytucji. Jeżeli coś ma w niej ulec zmianie, to musiałaby on zostać zmodyfikowana od podstaw tak, aby wyplenić stare przyzwyczajenia jeszcze z czasów Milicji Obywatelskiej. Wydaje mi się to jedynym rozwiązaniem problemu. Póki co nie widzę powodu, aby dorzucać więcej pieniędzy publicznych do działań komisariatów, które po prostu nie działają w służbie obywatela, a wręcz postrzegają go jako potencjalną dojną krowę, by załatać braki w budżecie.

Polecamy:

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze