poniedziałek, 4 marca, 2024
Strona głównaPolitykaSłużby mogą w Polsce wszystko. Pegasus to czubek góry lodowej

Służby mogą w Polsce wszystko. Pegasus to czubek góry lodowej

Prokurator Ewa Wrzosek złożyła akt oskarżenia przeciwko szefowi portalu TVP Info. Chodzi o wpisy na Twitterze, w których Samuel Pereira postawił prawniczkę w jednym rzędzie z „mafiosami, dilerami narkotyków i terrorystami”.

Samuel Pereira został pozwany przez prokurator Ewę Wrzosek za swoje wpisy na Twitterze (fot. Facebook)

Prokurator Ewa Wrzosek, mecenas Roman Giertych i senator Krzysztof Brejza to trzy osoby, które na pewno były inwigilowane przy pomocy programu szpiegowskiego Pegasus. Kto sprawdzał ich telefony? Oficjalnie tego nie wiemy, ale Polska kupiła wspomniany program od Izraela. Wszystko wskazuje na to, że zakup został sfinansowany z Funduszu Sprawiedliwości, który powstał, żeby wspierać ofiary przestępstw. O tym, że prawnicy byli „sprawdzani”, dowiedzieli się od Citizen Labu. Kanadyjskiego think-tanku zajmującego się cyberbezpieczeństwem.

Nielegalne podsłuchy na telefonach prawników

W wywiadzie, którego na łamach Dziennika Gazety Prawnej Brejza udzielił Magdalenie Rigamonti, czytamy, że jego telefon był sprawdzany 33 razy, a koszt operacji wyniósł co najmniej pół miliona złotych, bo tyle kosztuje instalacja Pegasusa na jednym telefonie. Senator podejrzewał, że dzieje się coś niedobrego, gdy jego telefon zaczął się błyskawicznie rozładowywać.

Skąd Brejza wnosi, że za „podsłuchem” stało państwo? Oczywiście, w interesie PiS jest szukanie haków na polityków Platformy, ale to nie wszystko. Informacje, o których mógł wiedzieć tylko Brejza, wyciekły do TVP. Chodzi o wiadomości z lat 2014-2015. Gdyby prokuratura „legalnie” sprawdzała Brejzę pod kontem przestępstwa, to mogłaby podsłuchiwać tylko teraźniejsze rozmowy, a nie grzebać w dość odległej już przeszłości.

Posłowie PiS i pracownicy TVP bronią się mówiąc, że w zasadzie tylko winny ma się czego obawiać. Wiceminister Olga Semeniuk uraczyła nas wypowiedzią, z której wynika, że nie ma nic przeciwko inwigilowaniu jej, bo przecież nic złego nie zrobiła. W podobne tony uderza szef portalu TVP Info, Samuel Pereira. 23 grudnia napisał: „Mafiosi, dilerzy narkotyków i terroryści chwycą się każdej linii obrony, żeby uchronić się przed odpowiedzialnością. Jeśli przestępcy kreują się na ofiary operacyjnych działań państwa polskiego, to jak mają się czuć wszyscy ci ludzie, których oni skrzywdzili? Pomyślcie o tym”.

Wrzosek postanowiła się bronić i złożyła przeciwko Pereirze prywatny akt oskarżenia o zniesławienie.

Kogo można inwigilować?

Notabene pana Samuela spotkaliśmy wczoraj na mieście. Spytaliśmy go o to, jak wszedł w posiadanie materiałów z telefonu Krzysztofa Brejzy. Pracownik TVP stracił nad sobą panowanie i krzyczał „brońcie Brejzy!”. Konflikt eskalował, gdy zasugerowaliśmy, że telewizja używa rosyjskich metod pozyskiwania informacji.

No właśnie: kto, kiedy i dlaczego może legalnie sprawdzać nasz telefon? Temat jest poważny, bo przewaga technologiczna, jaką mają służby, rośnie z roku na rok. W ostatnich latach w Polsce na szeroką skalę sprawdzani byli… działacze Greenpeace’u. Służby zakładały, że ci mogą zakłócić przebieg szczytu klimatycznego w Katowicach.  W związku z tym za aktywistami wyruszały policyjne ogony, sprawdzano trasy ich przejazdów, wynajmowano pokoje hotelowe na tych samych piętrach co oni. Jak powiedziała SpidersWebowi Ewelina Kycia z tej organizacji, nie jest w stanie sprawdzić, czy była podsłuchiwana i czy policja wyciągała jej bilingi.

W Polsce prawo zakładania podsłuchów ma dziewięć instytucji. Zgłaszają się one do operatorów telekomunikacyjnych, a ci muszą im ujawnić nasze dane zebrane w ciągu 12 miesięcy. Co ciekawe takie uprawnienia zyskało także – w ramach Tarczy Antykryzysowej – Ministerstwo Cyfryzacji. Teoretycznie chodziło o sprawdzanie, czy osoby zarażone COVID-19 naprawdę są w domach. Wiemy jednak, że te mogły chodzić gdzie chciały, a cała kontrola ograniczała się do pojedynczych telefonów z pytaniem czy jesteśmy w domu. Zachodzi więc podejrzenie, że rząd radykalnie zwiększył swoje uprawnienia, z powodów politycznych, a nie w trosce o zdrowie Polaków.

Specjaliści apelują o zwiększenie mechanizmów kontroli w zakresie inwigilacji. Ciałem sprawdzającym działania służb mogłaby być specjalnie powołana w tym celu sejmowa komisja. Na razie jednak nie ma widoków, aby taka została powołana do życia. Trudno wyobrazić sobie rząd, który z własnej woli ograniczałby swoje możliwości rządzenia.

Na całym świecie temat podsłuchów stał się powszechny po zamachach z 11 września. Wówczas rząd amerykański przyznał sobie uprawnienia pozwalające sprawdzać wszystkich obywateli, praktycznie bez ograniczeń. Przez kolejne kilkanaście lat przez kraj przetoczyła się gigantyczna debata na temat inwigilacji, zakończona w listopadzie 2015 roku. To wtedy Waszyngton odebrał Narodowej Agencji Bezpieczeństwa prawo do legalnego podsłuchiwania rozmów milionów Amerykanów. Stało się tak w efekcie presji publicznej, która wzmogła się po ujawnieniu przez Edwarda Snowdena jak bardzo rządu USA obserwuje zwykłych obywateli. Wygląda na to, że na polskiego Snowdena przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Zobacz też:

To_tylko Redaktor
To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze