poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPieniądzePiS wpadł we własne sidła. Sorry, panie Jarku

PiS wpadł we własne sidła. Sorry, panie Jarku

Konwencja PiS w podwarszawskich Markach była inna niż poprzednie tego typu wydarzenia. By podnieść sondaże, czołowi politycy partii rządzącej zazwyczaj ogłaszali w blasku fleszy nowe transfery socjalne albo programy działające na wyobraźnię wyborców. Tym razem PiS cierpi jednak los, który sam zgotował swoim poddanym: inflację.

Jarosław Kaczyński na sobotniej konwencji PiS w Markach nie rzucił wyborców na kolana (fot. Twitter/Pis)

PiS przyzwyczaił do ogłaszania kolejnych danin, ale rękaw, z którego do tej pory się one wysypywały, poszedł w odstawkę. Kierownictwo PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele uznało, że czerwiec 2022 roku to zbyt wczesny termin, żeby rozpoczynać okres przedkampanijny (wybory czekają nas jesienią przyszłego roku). Tym bardziej od mocnego uderzenia. PiS tego nie potrzebuje (opozycji tradycyjnie nie chce się rzucać rządzącym wyzwania), ale też nie ma z czego dać.

Konwencja PiS w Markach. Jarosław Kaczyński ma nietypowy pomysł

Niezależnie od propagandy lejącej się z odbiorników nastawionych na „Wiadomości”, zadłużenie Polski i trend inflacyjny (trzymajcie się, to jeszcze nie koniec) nie pozwalają na PiS dać swoim wyborcom to, do czego ich przyzwyczaiło: więcej pieniędzy z budżetu. Ten jest wydrenowany do cna przez poprzednie transfery, kryzys w transporcie, energetyce i słabą złotówkę. Blokowanie reform Izby Dyscyplinarnej SN przez ziobrystów blokuje napływ przeszło 36 mld euro z funduszu odbudowy po pandemii.

Nie chcąc „wystrzelać się” z najlepszych propozycji, kiedy jeszcze daleko jest do wyborów, prezes PiS stwierdził, że… będzie się chwalił. Jednak nie tym, że jest zakładnikiem jednego z największych szkodników w najnowszej historii Polski, ani tym, że jego podwładni zrujnowali finansową pozycję i perspektywy kraju. Jarosław Kaczyński stwierdził, że na kilkanaście miesięcy przed startem kampanii najpierw przypomni wyborcom, jak dobrze im się żyje dzięki niemu i PiS.

Część komentatorów przed sobotnią konwencją wieszczyła, że PiS jednak coś „rzucić” musi. Wśród możliwych propozycji wymieniano waloryzację świadczenia 500 plus (podniesienie go do 700 zł, co miałoby kosztować budżet 16 mld rocznie) czy potwierdzenie, że 14. emerytura będzie wypłacana zawsze i co roku (obiecał to osobiście Kaczyński, później PiS się z tego wycofał, by ponownie „przyznać” świadczenie w tym roku). Głosy z partii miały tonować jednak nawet i te nastroje.

Sorry, panie Jarku

Z konwencji zapamiętamy Kaczyńskiego, który stwierdził, że państwo poradziło sobie z pandemią, bo „nikt nie umierał na ulicach”. No fakt, ludzie umierali w domach albo w szpitalach, gdzie nie było komu leczyć. Na takie słowa zdobywa się polityk, który jeszcze w tym roku, wobec rekordowej liczby zgonów stwierdził, że rząd nie planuje zaostrzać reżimu sanitarnego, bo nie ma jak wyegzekwować nawet obowiązujących obostrzeń. Państwo z teoretyczne to przy czymś takim niemal imperium.

Mieliśmy więc dalsze zaklinanie rzeczywistości i obwinianie opozycji, która nie rządzi już od niemal 7 lat, o każde niepowodzenie Polski. Czy wyborcy uznają, że Kaczyński i jego podwładni stracili kontakt z rzeczywistością i nie warto zapewniać im trzeciej kadencji? Na ten moment wydaje się to wątpliwe. Nawet gdyby PiS poprzestał na waloryzacji 500 plus, 14. emeryturze, dorzucił jakieś (nawet dziurawe) tarcze antyinflacyjne, to wciąż jest to bez porównania więcej, niż może zaoferować opozycja.

Członkowie rządu PO-PSL po latach przyznawali, że być może za mało chwalili się swoimi działaniami. PiS nie chce powtórzyć tego błędu, stosując przy okazji „kreatywną księgowość”

Polecamy:

W zanadrzu wciąż jest podwyżka płacy minimalnej (od 2023 miało to być 4000 brutto, ale teraz mówi się o 3350 lub 3500 od następnego lipca). Innymi słowy, PiS może utrzymać władzę, dając nawet część tego, co już kiedyś obiecał. To w ręku władców z Nowogrodzkiej jest też kurek z pieniędzmi, które mogą popłynąć z unijnego budżetu. Najpierw trochę ponarzekają na złą Brukselę, dopieszczając konserwatywny elektorat, a później bohatersko wywalczą dla Polski miliardy. To nie może się nie udać, prawda?

Chyba że wyborcy stwierdzą: sorry, panie Jarku. Mamy inflację, a pańskie propozycje są już niewiele warte.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze