czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaHistoriaIndie mogły już prześcignąć Chiny pod względem liczby ludności

Indie mogły już prześcignąć Chiny pod względem liczby ludności

Indie i Chiny wyprzedzały pozostałe najludniejsze kraje świata o co najmniej miliard mieszkańców. Trwająca od lat 70-tych i wycofana dopiero w 2016 roku „polityka jednego dziecka” w Chinach sprawiła, że „wyminięcie” ich przez Indie miało nastąpić przed 2030 rokiem. Jak się okazuje, mogło się to wydarzyć już teraz.

Przywódca Chin Xi Jinping i premier Indii Narendra Modi. Obywatele rządzonych przez nich krajów stanowią ponad 35 proc. populacji świata (fot. Wikimedia)

Zarówno Indie, jak i Chiny liczą w tym momencie po około 1410 milionów mieszkańców. Szacunki tego pierwszego kraju pochodzą z zegara populacji, który opiera się na danych dotyczących liczby mieszkańców i przyrostu naturalnego z poprzednich lat. Na dzień 27 maja obywateli Indii jest według tego narzędzia dokładnie 1 409 960 175. Ilu jest Chińczyków? Tego dokładnie nie wiadomo. Władze wciąż nie ujawniają bowiem wyników spisu ludności z końca 2021 roku. Dlaczego?

„Financial Times”: Pekin odkłada ogłoszenie spadku liczby ludności

Wszystko wskazuje na, że Pekinowi nie spieszy się z ogłoszeniem pierwszego spadku liczby ludności państwa od ponad 60 lat. To wtedy miliony Chińczyków zmarło z głodu, który był efektem bezmyślnej polityki „wielkiego skoku”, którą ogłosił Mao Zedong. Przywódca Komunistycznej Partii Chin nakazał całemu narodowi produkcję stali w przydomowych piecach, a płody rolne były eksportowane, mimo że miliony ludzi cierpiały głód. 

Mao wymyślił też, że jeśli Chińczycy wybiją wróble, które rzekomo wyjadają plony, to zostanie ich więcej dla ludzi. Być może tak było, ale wielokrotnie więcej ziarna zjadły owady, których populacja była kontrolowana przez te ptaki. Z rządowych danych wynika, że liczba ludności Chin zmniejszyła się w latach 1959-1961 o 13,5 mln, ale niezależni badacze uznają te dane za zaniżone – czytamy w „Financial Times”. Ofiar „wielkiego skoku” mogło być nawet dwuipółkrotnie więcej.

Chiny przez lata uważały liczbę ludności za dowód potęgi państwa, ale w 1977 roku uznano, że wysoki przyrost demograficzny jest problemem dla kraju, który nad produkcję żywności przedkłada industrializację. To wtedy wprowadzono politykę jednego dziecka, czyli prawo utrudniające posiadanie ich większej liczby. Przyrost naturalny stopniowo malał, ale cztery lata później Chiny i tak przekroczyły liczbę miliarda mieszkańców.

Polityka jednego dziecka szkodliwa niczym wielki skok

Teraz Państwo Środka ma odwrotny problem – starzejące się społeczeństwo i wielką dysproporcję  pomiędzy mężczyznami i kobietami, wynikającą z polityki jednego dziecka. Jej efektem było masowe porzucanie i zabijanie dziewczynek, a po upowszechnieniu się urządzeń do USG – aborcje żeńskich płodów. W efekcie w niektórych prowincjach na 10 porodów dziewczynek rodziło się 13 chłopców. Jak szacują eksperci, Chińczyków jest już o ponad 30 milionów więcej niż Chinek. 

Chociaż władze od 2016 pozwalają na posiadanie dwójki, a od 2021 nawet trójki dzieci, to na zatrzymanie kryzysu demograficznego jest już za późno. Wielu młodych Chińczyków w poszukiwaniu żony wyjechało za granicę, a rosnący w ostatnich latach konsumpcjonizm i przyjmowanie zachodnich wzorców powodują, że młodzi ludzie coraz rzadziej decydują się na dzieci. Pekin już przed rokiem zwlekał aż 5 miesięcy z ujawnieniem wyników spisu z 2020 roku – naliczono wtedy 1 411 780 obywateli.

Dane z kolejnego spisu, z grudnia 2021 roku, miały zostać ujawnione w kwietniu, ale do tej pory się to nie stało. Pekin nie podaje powodu opóźnień, ale według źródeł „FT” zmiana liczby ludności i to, co z niej wynika jest dla rządu bardzo wrażliwą kwestię. – Wyniki spisu będą miały olbrzymi wpływ na to, jak Chińczycy postrzegają swój kraj, oraz na działanie wydziałów rządowych. Trzeba z nimi postępować bardzo ostrożnie – ocenił Huang Wenzheng z think tanku Center for China and Globalization.

Kryzys demograficzny większy niż przypuszczano

– Kryzysu demograficzny w Chinach jest większy niż sądziliśmy. To może mieć katastrofalny wpływ na kraj – powiedział Huang. Zagrożenia, z którymi mierzą się Chińczycy są takie same, jak w Polsce: niedobór osób wchodzących na rynek pracy w połączeniu z wydłużaniem się życia oznacza głodowe emerytury i obniżenie poziomu usług w kraju. Być może rząd Xi Jinpinga czeka na ogłoszenie wyników spisu do momentu, aż gotowe będą przepisy zachęcające Chińczyków do posiadania większej liczby dzieci.

To, co ujawniono już w styczniu, tuż po przeprowadzeniu spisu ludności, to przybliżona liczba urodzeń. W 2021 roku miała wynieść 10,61 miliona, co oznacza spadek o 1,4 miliona w porównaniu do poprzedniego roku i aż o 4 miliony od 2019 roku. To daje współczynnik urodzeń na poziomie 0,75 proc. Co z liczbą zgonów? Tej nie podano, chociaż ogłoszono, że współczynnik zgonów w 2021 roku wyniósł 0,718. To oznaczałoby około 10,05 mln zgonów, i dawało wciąż dodatni bilans demograficzny.

– Dostępne dane wskazują, że w ciągu następnej dekady liczba kobiet w wieku 22-35 lat, uważanym za typowy dla macierzyństwa, zmniejszy się nawet o 1/3 – powiedział Liang Jianzhang, profesor ekonomii na Uniwersytecie Pekińskim, cytowany przez indyjski „The Economic Times”. – Bez silnej interwencji ze strony państwa, współczynnik urodzeń spadnie poniżej poziomu Japonii, być może będzie najniższy na całym świecie – alarmuje naukowiec.

Indie najludniejszym krajem świata. Teraz lub za chwilę

Po drugiej stronie leżącego w górach Karakorum lodowca Siachen (o którego z przerwami toczą się krwawe potyczki między Chinami a Indiami), też wiedzą, że prawie półtora miliarda obywateli do wyżywienia to za potężne wyzwanie nawet dla państwa o imperialnych ambicjach. Indyjski przyrost naturalny wprawdzie zwalnia, ale kurczenie się obszarów uprawnych związane z kryzysem klimatycznym i pustynnieniem północy kraju postępuje jeszcze szybciej. 

Państwo się modernizuje, ale widmo głodu coraz częściej zagląda w oczy obywateli. Indie sięgają więc po te same metody kontroli populacji, które stosowały Chiny. W minionym roku władze trzech tamtejszych stanów: Uttar Pradeś, Assam i Gudźarat ogłosiły projekt ustawy, zgodnie z którą każdy, kto ma więcej niż dwoje dzieci, mógłby zostać pozbawiony świadczeń socjalnych, zasiłków, a jeśli pracuje w sektorze publicznym – także pracy.

Tylko w pięciu stanach Indii współczynnik urodzeń jest powyżej poziomu zastępowalności pokoleń, który wynosi 2,1. Wkrótce i tu przyrost naturalny wyhamuje (fot. reddit)

Projekt ustawy przewiduje też, że pary, które już posiadają dwójkę dzieci, będą mogły poddać się dobrowolnej sterylizacji. Dla mężczyzn oznacza to wazektomię (przecięcie i podwiązanie nasieniowodów), a dla kobiet salpingotomię (podwiązanie jajowodów). Finansowany z publicznych pieniędzy miałby być zabieg tylko dla jednego z partnerów. Stan Uttar Pradeś liczy ponad 240 mln mieszkańców – jako osobne państwo uplasowałby się na piątym miejscu na świecie, wyprzedzając Brazylię.

Kontrola urodzeń jako narzędzie walki o czystość etniczną

Za projektem stoi nacjonalistyczna Indyjska Partia Ludowa (Bharatiya Janata Party, BJP), która ma większość nie tylko w lokalnych władzach wymienionych stanów, ale także w rządzie centralnym. Uttar Pradeś i Assam są skupiskiem muzułmanów, którzy przez BJP są postrzegani jako odpowiedzialni za „nadprodukcję dzieci” i narażającą Hindusów na utratę niezbędnych surowców. Nowe prawo miałoby więc uderzyć głównie w tę grupę – wyjaśnia „The Guardian”.

Dzieje się tak, mimo że indyjski minister ds. zdrowia ogłosił, dane, z których wynika, że współczynnik urodzeń w kraju spadł do poziomu 2,0 (jeszcze w latach 90-tych przekraczał 3). To oznacza, że populacji nie grozi niekontrolowany przyrost, a powyższe projekty mają motywacje polityczne, czy wręcz eugeniczne. Indie rządzone przez BJP postrzegają muzułmanów jako element wrogi etnicznie, podobnie jak rząd w Pekinie mniejszość Ujgurów, którą zagania do obozów pracy i na przymusową sterylizację.

Polecamy:

Polityka dwojga dzieci była już wdrażana w mniej dotkliwych formach w 12 z 17 stanów Indii. Cztery z nich szybko się z niej wycofały, bo – jak tłumaczono – nie było żadnych dowodów na jej skuteczność. Uznano też, że polityka ta uderza w kobiety, a zamiast tego lepiej stawiać na ułatwienia w dostępie do antykoncepcji i edukacji seksualnej. To już przynosi efekty, a eksperci podkreślają, że najlepszą metodą kontroli populacji jest rozwój ekonomiczny. 

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze