wtorek, 28 września, 2021
Strona głównaKuchniaDramat millenialsa. Cała jego dieta jest nieetyczna

Dramat millenialsa. Cała jego dieta jest nieetyczna

Zrezygnowaliście z jedzenia mięsa po to by uratować planetę i zapewnić sobie długowieczność? Niestety, wszystko wskazuje na to, że zamiana steków na tofu to za mało by pomóc sobie, a przede wszystkim Ziemi we właściwy sposób.

Etyczne jedzenie, które nie szkodzi planecie? Ciężka sprawa

Zaczynasz dzień od kawy z mlekiem migdałowym? Do wyprodukowania jednego migdała potrzeba prawie 4 litry wody. Jeden karton migdałowego napoju to nawet 225 orzechów. W większości pochodzą one z monokulturowych upraw w Kaliforni, gdzie odpowiedzialne są w znacznym stopniu za degradację środowiska oraz występujące rokrocznie susze. 

Może zatem lepiej wypić kawę na mleku sojowym? Wybór ten wydaje się bardziej racjonalny, ale obarczony jest również licznymi problemami. Głównym z nich jest wycinka lasów deszczowych w Brazylii. Połacie dżungli zamieniane są na pola uprawne pod strączkowe warzywo. Większa część zbiorów trafia obecnie do zwierząt hodowlanych. Z roku na rok jednak ilość soi przeznaczonej na konsumpcję dla ludzi rośnie. 

Mafijne awokado i problematyczna komosa

Wiedząc  o tym decydujesz się wypić kawę bez mleka. Ślad węglowy małej czarnej jest znacznie mniejszy, gdy jej nie zabielimy. Jednak aromatyczne mielone ziarna wciąż pochodzą najpewniej z plantacji, na której pracują osoby otrzymujące głodowe stawki za swoją pracę. Zniechęcony sięgasz po tosta z awokado. Uprawy tego zielonego owocu ze stanu Michoacan w Meksyku kontrolowane były do niedawna niemal wyłącznie przez mafię. Do dziś handel tzw. zielonym złotem stanowi dla gangsterów nierzadko lepsze i łatwiejsze źródło pieniędzy niż narkotyki. 

Załóżmy jednak, że rezygnujesz z jedzenia meksykańskich owoców i udaje ci się dotrwać do obiadu. Tu czekają na ciebie kolejne pułapki. Nie chodzi tylko o bogate w fitohormony produkty sojowe, które w nadmiarze mogą rozregulować gospodarkę hormonalną organizmu. Uprawiana na masową skalę w Boliwii komosa ryżowa odpowiada za degradację środowiska naturalnego poprzez promowanie upraw monokulturowych. Komosa to także jedno z najpopularniejszych wśród wegetarian i wegan warzyw.

Nadal trujemy planetę

Przyjmijmy dość optymistycznie, że udało nam się wyeliminować z diety nie tylko te, ale także inne problematyczne produkty. Czujemy się dobrze z naszymi wyborami, a co więcej ograniczyliśmy przecież nasz ślad węglowy, czyli ilość gazów cieplarnianych, do emisji których się przyczyniamy. Prawda? Niestety, nie do końca.

Choć na szczycie produktów o największym śladzie węglowym znajdują się niemal wyłącznie mięso i nabiał, to wśród największych producentów gazów cieplarnianych znajdziemy m.in. wszechobecny olej palmowy (występujący w bardzo wielu także wegańskich i wegetariańskich produktach), oliwę z oliwek, ryż czy cukier trzcinowy. Ich wpływ na emisję CO2 do atmosfery, według opublikowanych na łamach magazynu Science w 2018 roku badań, jest nie do pominięcia. Jedząc jedynie mięso, jaja i ryby, dwuosobowe gospodarstwo domowe wyprodukuje rocznie 13 ton dwutlenku węgla. Jeśli ta sama rodzina zmieni dietę na wegańską, do atmosfery dostarczy wciąż 9 ton CO2 – wynika z kolei z danych organizacji Nature Conservancy. 

Przemilczane fakty

Czy w związku z tym, możemy teraz z czystym sumieniem usmażyć sobie kolejnego kotleta i zapomnieć roślinnej diecie? Nie. Jednak problem ten jest znacznie bardziej złożony i skomplikowany, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać.

Podstawowy błąd, jaki popełniamy, mówiąc o weganizmie i wegetarianizmie dotyczy dość wygodnego przemilczania faktów. Jedzenie mięsa to nie palenie papierosów, które można całkowicie wyeliminować z naszego życia bez potrzeby zastępowania ich innym produktem. Jeśli nie dostarczamy organizmowi energii z kotletów, steków, jaj, serów, filetów i udek, musimy wybrać inne źródło białka. To zaś stanowić może nie mniejsze obciążenie dla naszej planety niż produkty pochodzenia zwierzęcego. Warto o tym pamiętać.

Przemysław Ziemichód
Przemysław Ziemichód - dziennikarz kulinarny, bloger, prowadzący podcastu Strefa Wolnocłowa. Publikował m.in. w Polsce Times, Gazecie Krakowskiej, Naszemiasto.pl, Zwierciadle, Gotujmy.pl, Polki.pl, Cookmagazine.pl. Na stałe związany z Magazynem Food Service.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

2 KOMENTARZE

  1. Nie wiem czy autor zdaje sobie sprawę że obecnie połowa powierzchni rolnej jest używana do produkcji i hodowli zwierząt. Gdyby przestano hodować zwierzęta, na połowie pól można by z powrotem zasadzić lasy. Kiedy skończymy z przemysłową eksterminacją ryb, oceany które pochłaniają najwięcej dwutlenku węgla wrócą do swojego pierwotnego stanu, wchłaniając ogromne ilości dodatkowego CO2. Przechodząc na dietę roślinną nie chodzi tylko o drobne zmniejszenie emisji, ale o przywrócenie ekosystemu planety do równowagi.
    Nie wspominając o kwestiach etycznych – w porównaniu z tym co się dzieje w przemysłowych hodowlach mięsa, obozy koncentracyjne to pięciogwiazdkowy hotel. Zwierzęta czują ból, strach, tęsknotę i rozpacz tak samo jak ludzie. Jakie mamy prawo by robić im to co robimy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

Najpopularniejsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner