czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKuchniaDramat millenialsa. Cała jego dieta jest nieetyczna

Dramat millenialsa. Cała jego dieta jest nieetyczna

Zrezygnowaliście z jedzenia mięsa po to by uratować planetę i zapewnić sobie długowieczność? Niestety, wszystko wskazuje na to, że zamiana steków na tofu to za mało by pomóc sobie, a przede wszystkim Ziemi we właściwy sposób.

Etyczne jedzenie, które nie szkodzi planecie? Ciężka sprawa

Zaczynasz dzień od kawy z mlekiem migdałowym? Do wyprodukowania jednego migdała potrzeba prawie 4 litry wody. Jeden karton migdałowego napoju to nawet 225 orzechów. W większości pochodzą one z monokulturowych upraw w Kalifornii, gdzie odpowiedzialne są w znacznym stopniu za degradację środowiska oraz występujące rokrocznie susze. 

Może zatem lepiej wypić kawę na mleku sojowym? Wybór ten wydaje się bardziej racjonalny, ale obarczony jest również licznymi problemami. Głównym z nich jest wycinka lasów deszczowych w Brazylii. Połacie dżungli zamieniane są na pola uprawne pod strączkowe warzywo. Większa część zbiorów trafia obecnie do zwierząt hodowlanych. Z roku na rok jednak ilość soi przeznaczonej na konsumpcję dla ludzi rośnie. 

Nieetyczne jedzenie. Mafijne awokado i problematyczna komosa

Wiedząc o tym decydujesz się wypić kawę bez mleka. Ślad węglowy małej czarnej jest znacznie mniejszy, gdy jej nie zabielimy. Jednak aromatyczne mielone ziarna wciąż pochodzą najpewniej z plantacji, na której pracują osoby otrzymujące głodowe stawki za swoją pracę. Zniechęcony sięgasz po tosta z awokado. Uprawy tego zielonego owocu ze stanu Michoacan w Meksyku kontrolowane były do niedawna niemal wyłącznie przez mafię. Do dziś handel tzw. zielonym złotem stanowi dla gangsterów nierzadko lepsze i łatwiejsze źródło pieniędzy niż narkotyki. 

Załóżmy jednak, że rezygnujesz z jedzenia meksykańskich owoców i udaje ci się dotrwać do obiadu. Tu czekają na ciebie kolejne pułapki. Nie chodzi tylko o bogate w fitohormony produkty sojowe, które w nadmiarze mogą rozregulować gospodarkę hormonalną organizmu. Uprawiana na masową skalę w Boliwii komosa ryżowa odpowiada za degradację środowiska naturalnego poprzez promowanie upraw monokulturowych. Komosa to także jedno z najpopularniejszych wśród wegetarian i wegan warzyw.

Nieetyczne jedzenie. Nadal trujemy planetę

Przyjmijmy dość optymistycznie, że udało nam się wyeliminować z diety nie tylko te, ale także inne problematyczne produkty. Czujemy się dobrze z naszymi wyborami, a co więcej ograniczyliśmy przecież nasz ślad węglowy, czyli ilość gazów cieplarnianych, do emisji których się przyczyniamy. Prawda? Niestety, nie do końca.

Choć na szczycie produktów o największym śladzie węglowym znajdują się niemal wyłącznie mięso i nabiał, to wśród największych producentów gazów cieplarnianych znajdziemy m.in. wszechobecny olej palmowy (występujący w bardzo wielu także wegańskich i wegetariańskich produktach), oliwę z oliwek, ryż czy cukier trzcinowy. Ich wpływ na emisję CO2 do atmosfery, według opublikowanych na łamach magazynu Science w 2018 roku badań, jest nie do pominięcia. Jedząc jedynie mięso, jaja i ryby, dwuosobowe gospodarstwo domowe wyprodukuje rocznie 13 ton dwutlenku węgla. Jeśli ta sama rodzina zmieni dietę na wegańską, do atmosfery dostarczy wciąż 9 ton CO2 – wynika z kolei z danych organizacji Nature Conservancy. 

Czytaj także:

Nieetyczne jedzenie. Przemilczane fakty

Czy w związku z tym, możemy teraz z czystym sumieniem usmażyć sobie kolejnego kotleta i zapomnieć roślinnej diecie? Nie. Jednak problem ten jest znacznie bardziej złożony i skomplikowany, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać.

Podstawowy błąd, jaki popełniamy, mówiąc o weganizmie i wegetarianizmie dotyczy dość wygodnego przemilczania faktów. Jedzenie mięsa to nie palenie papierosów, które można całkowicie wyeliminować z naszego życia bez potrzeby zastępowania ich innym produktem. Jeśli nie dostarczamy organizmowi energii z kotletów, steków, jaj, serów, filetów i udek, musimy wybrać inne źródło białka. To zaś stanowić może nie mniejsze obciążenie dla naszej planety niż produkty pochodzenia zwierzęcego. Warto o tym pamiętać.

Polecamy:

Przemysław Ziemichód
Przemysław Ziemichód - dziennikarz kulinarny, bloger, prowadzący podcastu Strefa Wolnocłowa. Publikował m.in. w Polsce Times, Gazecie Krakowskiej, Naszemiasto.pl, Zwierciadle, Gotujmy.pl, Polki.pl, Cookmagazine.pl. Na stałe związany z Magazynem Food Service.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

2 KOMENTARZE

  1. Nie wiem czy autor zdaje sobie sprawę że obecnie połowa powierzchni rolnej jest używana do produkcji i hodowli zwierząt. Gdyby przestano hodować zwierzęta, na połowie pól można by z powrotem zasadzić lasy. Kiedy skończymy z przemysłową eksterminacją ryb, oceany które pochłaniają najwięcej dwutlenku węgla wrócą do swojego pierwotnego stanu, wchłaniając ogromne ilości dodatkowego CO2. Przechodząc na dietę roślinną nie chodzi tylko o drobne zmniejszenie emisji, ale o przywrócenie ekosystemu planety do równowagi.
    Nie wspominając o kwestiach etycznych – w porównaniu z tym co się dzieje w przemysłowych hodowlach mięsa, obozy koncentracyjne to pięciogwiazdkowy hotel. Zwierzęta czują ból, strach, tęsknotę i rozpacz tak samo jak ludzie. Jakie mamy prawo by robić im to co robimy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze