poniedziałek, 30 stycznia, 2023
Strona głównaKulturaWojewoda wyrzuca dyrektorkę teatru za "feminizm", choć ta nie zdążyła niczego pokazać

Wojewoda wyrzuca dyrektorkę teatru za „feminizm”, choć ta nie zdążyła niczego pokazać

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł zawiesił Monikę Strzępkę w roli dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie. To o tyle zaskakujące, że ta funkcję objęła dopiero we wrześniu i pod jej dyrekcją nie miała miejsca jeszcze żadna premiera. Radziwiłł uzasadnia swoją decyzję mówiąc o „feminizmie” artystki

Wojewoda Konstanty Radziwiłł odwołał Monikę Strzępkę mimo, że ta nie wystawiła ani jednego spektaklu (fot. Wikimedia)

Serial z wyborem nowego dyrektora Teatru Dramatycznego był na tyle zawiły, że warto go pokrótce zrekonstruować. Dyrektorem był od 2012 roku Tadeusz Słobodzianek, uznany dramatopisarz (nagrodzony nagrodą Nike) i reżyser, który zdecydowanie chciał rządzić teatrem dalej. Na swoje nieszczęście plany o kolejnej kadencji pogrzebał sam atakując w mediach społecznościowych lokal gastronomiczny, który znajduje się na parterze teatru i pisząc o tym, że potrafił kiedyś zjeść miliard kołdunów. Było to na tyle dziwne, że mogło rodzić wątpliwości, czy ktoś o takiej kondycji umysłowej dalej nadaje się do sprawowania władzy i zarządzania dużym budżetem.

Na placu boju pozostali więc Michał Zadara i właśnie Monika Strzępka. Oboje można już dziś spokojnie nazwać najważniejszymi twórcami polskiego teatru. Ten pierwszy orbituje raczej w stronę wielkich form i klasyki (we Wrocławiu wystawił „Dziady” bez żadnych skrótów, ostatnio zrobił ten Księgi Jakubowe w warszawskim narodowym). Ta druga, ogólnopolską rozpoznawalność wypracowała sobie przez lata tworząc wraz ze swoim partnerem Pawłem Demirskim teatr polityczny, który komentował tak polską historię („Bitwa warszawska”, „Niech żyje wojna!!!”, „W imię Jakuba S.”), jak i bieżące wydarzenia („K”. – średnio udany spektakl o Jarosławie Kaczyńskim, „Tęczowa Trybuna 2012”). Jednocześnie ze studentami łódzkiej PWST potrafiła zrobić Wesele i to takie, o którym pamiętałem przez lata. Za jej najlepszy spektakl – pewnie nie będę w tym odosobniony – uznałbym Triumf Woli, wybitne dzieło o poszukiwaniu optymizmu w życiu przypominającym „cysternę pełną dziegciu”.

Monika Strzępka jest już klasykiem polskiego teatru

Mowa więc o jednej z najciekawszych i najbardziej uzdolnionych reżyserek polskiego teatru. Mimo tego jej wygrana w konkursie na dyrektora Teatru Dramatycznego było pewnym zaskoczeniem. Należało się spodziewać, że miasto wybierze dużo bardziej przewidywalnego Zadarę, a sama Strzępka zastanawiała się podczas konkursu czy na pewno spełnia wymogi formalne (chodziło o doświadczenie na stanowisku kierowniczym, ostatecznie uznano, że reżyserowanie jest kierowaniem zespołem).

„W imię Jakuba S.” – jeden z najważniejszych spektakli Moniki Strzępki mówił o chłopskich korzeniach większości Polaków

Program, który artystka przedstawiła dla Dramatycznego odcinał się od jej poprzedniej działalności. Owszem, Strzępka zapowiadała, że dalej interesuje ją teatr polityczny, ale tym razem już feministyczny, a nie zajmujący się „polityką historyczną”. Dla stałych widzów tego teatru to rewolucja totalna. Do tej pory przyzwyczajony był do spektakli „przewidywalnych”. Dość powiedzieć, że zwieńczeniem kadencji Słobodzianka było wystawienie „Amadeusza” – spektakl toczka w toczkę przypominający film Milosa Formana – w którym widzowie mieli okazję zobaczyć orkiestrę grającą na żywo. Koszty produkcji tego dzieła były horrendalne i nowa dyrektorka musiała je zdjąć z afisza aby nie zrujnować budżetu teatru (teoria mówiąca, że Słobodzianek zrealizował jej ten spektakl ze złośliwości, może mieć w sobie więcej niż ziarno prawdy).

Po co chodzić do teatru?

Jak mawiał Tadeusz Kantor „do teatru nie wchodzi się bezkarnie”. Jeśli ktoś chce spokoju, braku zaskoczeń i generalnie stagnacji może obejrzeć tvnowską komedię albo iść do innych teatrów stolicy mających komediowo-mieszczański repertuar. W tym sensie, w ogóle nie mam problemu z tym, że teatr Strzępki nie utrzymałby takiej frekwencji jak teatr Słobodzianka.

Jednak tego czy na feministyczno-rewolucyjny repertuar byliby chętni na razie się nie dowiemy. Decyzją wojewody Radziwiłła Strzępka została odwołana. Argumentacja takiego ruchu jest słabiutka. Jak czytamy w uzasadnieniu: „analiza twórczości Moniki Strzępki prowadzi zaś do wniosku, że autorka stroni od dzieł klasycznych, a jeśli nawet tytuł i inspirację czerpie z dzieł literatury klasycznej, to czyni to tylko po to, aby ukazać ich karykaturę. Takie prądy antykultury w twórczości Moniki Strzępki w oczywisty sposób pozostają w sprzeczności z linią programową i artystyczną Teatru Dramatycznego w Warszawie oraz jego dotychczasowym dorobkiem”. Radziwiłłowi nie podoba się też Maria Peszek, która miała skomponować hymn teatru.

To, że Radziwiłł żadnego spektaklu Strzępki nie widział zostawmy na boku, bo to oczywiste. Zastanawiające jest jednak, że to kolejny raz kiedy partyjny dygnitarz próbuje wejść do miejsca, którego nie zna i nie rozumie. Bo czy cokolwiek w biografii Konstantego Radziwiłła – lekarza, polityka i arystokraty – daje mu mandat do kompetentnego wypowiadania się o sztuce?

To zadziwiające z jaką zaciekłością polska prawica walczy z teatrem, który jej przecież nic, a nic nie obchodzi. Uważa go po prostu za coś na tyle nobliwego i istotnego, żeby rościć sobie prawo do zabierania głosu. To jednak wyobrażenie szkolne. Przypomina sytuację, w której poprosilibyśmy ośmiolatka aby narysował teatr, a ten na kartce umieściłby ludzi w perukach lub antyczne maski.

O tym, że prawicy teatr nie interesuje mówi też afera z „Dziadami” Mai Kleczewskiej w krakowskim Teatrze Słowackiego. Gdyby kurator Nowak albo któryś z wojewodów wiedzieli jakie spektakle wystawia się w stojącym nieopodal NARODOWYM teatrze Starym, to zeszliby na zawał ze skutkiem natychmiastowym. Życie zawdzięczają tylko temu, że po prostu nigdy tam nie bywają.

Nie jestem pewien czy zostałbym wielkim miłośnikiem nowej linii Teatru Dramatycznego, ale to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że facet nie wybrany przez nikogo (Radziwiłłowi nie udało się uzyskać senackiej reelekcji, mimo że startował z lubiącego PiS „obwarzanka warszawskiego”) rości sobie prawo do podważania decyzji demokratycznie wybranego samorządu oraz meblowania życia warszawiakom. Okazuje się być przy tym człowiekiem nie potrafiącym uznać czyjejś wielkości, tylko dlatego, że ta osoba reprezentuje inne poglądy niż on.

PS. Monika Strzępka wyreżyserowała w 2016 roku serial Artyści (produkcja TVP). Przedstawiał on losy młodego reżysera, który zostaje dyrektorem warszawskiego Teatru Popularnego (w tej roli wystąpił… Teatr Dramatyczny) na skutek ustawki. Magistrat ma nadzieję, że niedoświadczony dyrektor zniszczy instytucję do reszty, co pozwoli na jej późniejszą prywatyzację. Polityczna wymowa serialu uderzała więc w lokalną Platformę, która teraz nie dość, że przyłożyła rękę do wybrania Strzępki, to jeszcze będzie jej bronić przed zakusami pisowskiego wojewody.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

2 KOMENTARZE

  1. Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł złamał w ten sposób obowiązujące prawo? Bo jeżeli Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł złamał prawo to mam nadzieję że usłyszy zarzuty prokuratorskie i będzie mu grozić np: 25 lat więzienia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze