piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaSzkołaŚmierć 16-letniego Filipa z Obornik. O tym, jak w polskich szkołach nic...

Śmierć 16-letniego Filipa z Obornik. O tym, jak w polskich szkołach nic się nie zmienia

Kiedy 16-letni Filip z Obornik zaginął, jego rodzina liczyła, że chłopiec żyje. Po kilku dniach straszna prawda jednak ujrzała światło dzienne. Filip popełnił samobójstwo, ponieważ prześladowano go w szkole. Jak donoszą niektóre portale, nie była to prawdopodobnie jego pierwsza próba targnięcia się na własne życie, a problem nękania uczniów przez kilkuosobową grupę sygnalizowano już wcześniej. Co z tym zrobiły szkoła i kuratorium? Nic.

Zespół Szkół im. gen. Tadeusza Kutrzeby w Obornikach. Szkoła jak wszystkie w Polsce.

Jeśli potrzebujesz wsparcia, 800 70 2222 to całodobowy, dostępny 7 dni w tygodniu telefon Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie emocjonalnym, a na tej stronie internetowej pod mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie. Z kolei 116 111 to telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę czynny całą dobę przez 7 dni w tygodniu, także w dni ustawowo wolne od pracy.


Najgorsze w tym rozegranym pod koniec października dramacie jest chyba to, że Filip nie stanowił jedynej ofiary. Z zeznań niektórych rodziców wynika, że znacznie więcej uczniów było nękanych na terenie Zespołu Szkół im. gen. Tadeusza Kutrzeby w Obornikach, ale placówka pomimo zapewnień, że zajmie się sprawą, absolutnie nic nie zrobiła. Nie zgłosiła nawet tego na policję. Czytając wiele artykułów na ten temat, człowiek zaczyna mieć wrażenie, iż bardziej liczy się dobry wizerunek szkoły aniżeli realne rozwiązanie problemu. I choć prokuratura zajmuje się tym przypadkiem, istnieje niestety duże prawdopodobieństwo, że główna wina zostanie zrzucona na problemy psychiczne chłopaka. Już zresztą pojawiają się sugestie, iż powód stanowił zawód miłosny.

Chyba najbardziej niesmaczne wydaje się jednak oświadczenie wydane przez dyrektorkę Małgorzatę Cyranek. Parafrazując dokonane przez nią wypociny, prosi ona o danie możliwości rodzinie chłopca godnego przeżywania żałoby po nim. A zaraz potem dodaje, że trzeba być powściągliwym i nie pisać w mediach społecznościowych takich „niesprawiedliwych opinii” na temat ich placówki. Może nawet lepiej, że zostało to ujęte właśnie w taki sposób, bo łatwo dostrzec wówczas priorytety wyznawane przez panią dyrektor.

Cieszę się, że powołano specjalną grupę aktywistów, którzy wyciskają z siebie siódme poty, aby dojść do prawdy. Życzę im, aby to się udało, choć jestem dość sceptycznie nastawiony – głównie ze względu na niekompetencję włodarzy szkoły jak i systemu szkolnictwa jako takiego. W tym miejscu jednakże, choć oczywiście życie stracił młody człowiek i jest to wielka tragedia, chciałbym nadmienić, że to jedna z zapewne niestety wielu takich sytuacji. Bo widzicie, według mnie od kilkudziesięciu lat nic w tej materii w polskich szkołach się nie zmienia.

Oświadczenie zamieszczone na stronie ZS w Obornikach. Na Facebooku szkoły próżno go znaleźć.

Przypadki z mojej szkoły

Opowiem Wam teraz trochę o moich czasach szkolnych, głównie o nauce w szkole podstawowej. Była to placówka typowo wiejska, do której chodziły w dużej mierze osoby zamieszkujące obszar lokalny. Środowisko szkolne prezentowało się jako stosunkowo niewielkie, ponieważ klas nie dzielono na A, B czy C. Funkcjonowała jedna klasa pierwsza, jedna klasa druga i tak aż do szóstej, chociaż kiedy zaczynałem swoją edukację, to przez jakiś czas były tam także klasy siódme i ósme. W każdym razie, choć do szkoły tej uczęszczało wiele dzieci, na pewno ich liczba jawiła się jako mniejsza w stosunku do takich przeciętnych placówek w centrum miasta. I w teorii mogłoby się wydawać, że czynnik ten pomoże w utrzymaniu dyscypliny i zapewnieniu bezpieczeństwa. Problem polegał jednak na tym, że wcale nie.

Kiedyś miałem problem z takim jednym Matim (imię celowo zmienione). Co prawda nie tylko ja, lecz zainteresowanie moją osobą zdawało się wchodzić w krąg jego codziennych praktyk. Stosował wobec mnie głównie przemoc fizyczną, rzadziej psychiczną. Trwało to wiele miesięcy, lecz pomimo faktu, że moi rodzice poszli z tą sprawą do dyrektorki, tak naprawdę nic się nie zmieniło. Pani dyrektor bezradnie rozłożyła ręce i zadała retoryczne pytanie „Ale co ona może zrobić?”. Wychowawczyni natomiast w ramach „rozwiązania problemu” pozwoliła mi przy całej klasie uderzyć Matiego w twarz. Dałem mu soczystego plaskacza i sprawiło mi to niebywałą satysfakcję, lecz tylko na moment. Uderzenie nie załatwiło sprawy. Nie spowodowało, że przestał mnie nękać, a wręcz przeciwnie – tylko go rozjuszyło.

Uznałem, iż skoro znam taką sytuację z pierwszej, bo swojej, ręki, to może mi posłużyć ona za dobitny przykład tego, jak niekompetentni potrafią być pracownicy szkoły. Dyrektorka, która swój urząd wedle mojej wiedzy piastowała aż do 2022 roku (a do zerówki poszedłem w 1999), nie miała pojęcia o podstawowych zasadach, które powinny być przez nią przestrzegane. Nie była na tyle dokształcona, by zauważyć, że już od 1991 roku funkcjonowała ustawa nakazująca jej zapewnienie bezpieczeństwa w placówce, którą zarządzała. Z kolei wychowawczyni również nie popisała się pedagogicznym obyciem, uznając jednorazowe uderzenie za zwolnienie jej z obowiązku zajęcia się tą sprawą, wezwania rodziców tego ucznia i zastosowania wobec Matiego czegoś więcej niż uwaga w dzienniczku.

Sprawa znalazła swoje rozwiązanie dopiero, kiedy moi rodzice poszli ze mną na komisariat policji. Nagle okazało się, że wystarczy dostarczyć wezwanie na komendę Matiemu, aby jego rodzice przyszli błagać, byśmy nie posuwali swych działań dalej. I od tej pory miałem spokój. Dało się? Owszem. Ale to było szczęście w nieszczęściu, bo szkoła w żaden sposób się do tego nie przyczyniła. Mało tego – uznała, że Mati ma specjalne potrzeby edukacyjne i musi uczęszczać na zajęcia prowadzone w odrębnej sali.

Nie każde jednak dziecko może rozwiązać swój problem w taki sposób, zwłaszcza jeśli oprócz braku wsparcia ze strony szkoły dodatkowo pojawia się znikome zainteresowanie rodziców. Niektórzy z nich nadal niestety uważają, że to normalne i że to takie przepychanki „dla śmiechu”. Coś, co musi mieć miejsce w okresie dorastania. A dziecko raczej samo nie pójdzie na policję, gdyż będzie przekonane, że skoro zadawany mu ból jest ignorowany przez dorosłych, to tak powinno po prostu być.

Strona szkoły opublikowała też nekrolog Filipa – tydzień po zdarzeniu.

Przemoc w szkole. „Nie obchodzi mnie, kto zaczął”

Z wielu historii szkolnych, zarówno moich jak i innych osób, mogę wyodrębnić pewne praktyki, które pozornie wydają się czymś stereotypowym i żywcem wyjętym z memów albo demotywatorów. A jednak nie do końca, bo miały miejsce naprawdę i w dużej mierze bazują na dwóch czynnikach. Po pierwsze, na chęci odbębnienia swojej pracy, byle tylko wrócić do domu. Po drugie, na starych, utartych jeszcze w latach 90. i wcześniejszych schematach wychowania, gdzie dziecko można było bić pasem albo kablem od prodiża.

Jednym z takich elementów szkodliwego zachowania bazującego na starej mentalności jest zrównanie ofiary ze sprawcą. „Nie obchodzi mnie, kto zaczął. Macie podać sobie ręce albo obydwoje dostaniecie uwagę”. Podejście to pokazuje, że nauczyciel nie chce się angażować w proces zapewnienia uczniowi właściwych warunków do nauki i utrzymania zdrowia. Wyodrębnione zostają tu dwa światy, gdzie jeden z nich składa się z ważnych spraw osoby dorosłej, które musi ona wypełnić w ramach swojego zawodu; drugi zaś to mało interesujący świat dzieci uczęszczających do szkoły. Ich problemy mają być rozwiązywane pomiędzy nimi. Najlepiej w sumie, aby w ogóle nie zawracały pedagogowi dupy.

Inna sprawa to zamiatanie takich sytuacji pod dywan. Właśnie tak, jak zrobiła to szkoła w Obornikach. Ludzie z zewnątrz muszą postrzegać tę placówkę jako prestiżowe i spokojne miejsce. Udostępnia się zatem te części wizerunku odpowiedzialne za jej dobry PR, natomiast ukrywa się wszystkie brudy i matactwa. Na facebookowym profilu placówki wyłączono możliwość komentowania. Zauważcie, że w analizowanym apelu dyrektorki nie pojawiło się ani jedno słowo przeprosin. Nie ma tam też żadnej wzmianki o tym, że naruszono pewne standardy i odpowiednie osoby powinny ponieść za to konsekwencje. Według mnie trudno nawet, aby ta grupka chuliganów została pociągnięta do odpowiedzialności, gdyż nikt ich nie wyda.

Czasami zdarza się także, że nauczyciele, owszem, reagują, lecz wyłącznie, aby w miarę spokojnie spędzić swój dzień roboczy. Bijatyka na korytarzu czy boisku może zaburzyć spokój. Wydaje się, że cel zażegnania tej bójki nie ma znaczenia, bo ostatecznie sprawca traci możliwość dalszego znęcania się, ale tu też jest haczyk. Może bowiem dojść do sytuacji, o której wspomniałem wcześniej, gdzie sprawca zostanie zrównany z ofiarą. Ponadto takie podejście podkreśli też, że przemoc nie może mieć miejsca w szkole, lecz jeżeli ma miejsce poza jej terenem, to nie stanowi to zmartwienia nauczyciela.

I w końcu ostatnia kwestia – przemoc ukryta. Może ona posiadać charakter psychiczny, fizyczny czy ekonomiczny. Charakteryzuje się działaniami pozornie mogącymi uchodzić za normalne. Ot, choćby powiedzenie sobie „cześć” na korytarzu. Lecz jeśli słowo to pada z ust oprawcy do swojej ofiary przy zachowaniu wymuszonej uprzejmości, to już nie można mówić o zwykłym przywitaniu. To zasugerowanie złych zamiarów i pokazanie, kto tutaj rządzi. Szesnastoletniemu Filipowi jego prześladowcy mieli grupowo śpiewać „Sto lat”, kiedy nie miał urodzin. Wydaje mi się, że wielu wychowawców w ogóle nie dostrzega takich zjawisk. Albo i nie chce ich zauważyć.

Przemoc w szkole. Zawieszenie ucznia a obowiązek szkolny

W Polsce nie istnieje niestety coś takiego jak zawieszenie w prawach ucznia, choć paradokumentalne seriale pokroju Szkoły próbują to nam nieudolnie wmówić. Oczywiście nauczycielka może zabronić komuś na przykład wyjścia z klasą do kina za jego przewinienie, ale to nadal nie stanowi zawieszenia. Nie można zabronić osobie poniżej 18 roku życia chodzenia do szkoły, ponieważ ustawowo posiada ona taki obowiązek. U mnie w szkole panowała nawet tendencja do przepuszczania na siłę tych uczniów, którzy już dwukrotnie nie zdali. Myślę, że to częsta praktyka, której celem jest jak najszybsze pozbycie się problemu. Tylko nie tak ogólnie, aby społeczeństwo zyskało na socjalizacji takiej jednostki, a wyłącznie dla samej placówki.

Czytaj także:

Nie twierdzę, że pojawienie się w ustawodawstwie możliwości zawieszenia w prawach ucznia spowoduje rozwiązanie wszelkich problemów ze szkolną przemocą, jednak na pewno stanowiłoby to jakiś punkt zwrotny. Może nawet posunęłoby tę sprawę dalej i zmniejszyłoby lekceważący stosunek nauczycieli do sytuacji maltretowanych uczniów, którzy byli „za spokojni”.

Póki co w Polsce – głównie za sprawą nie aż tak powszechnego dostępu do broni – nie dochodziło do licznych masowych strzelanin na wzór tej z Columbine (w całej historii Polski były tylko dwa takie incydenty). Ale od niewidzialnej dla innych ofiary bardzo łatwo jest przejść do rangi oprawcy. To długotrwały proces, kiedy wszystko, co najgorsze, nie może już dalej kumulować się w młodej osobie i musi znaleźć ujście. I warto wtedy zastanowić się, czy w przypadkach, kiedy taki człowiek odbierze życie komuś albo i sobie, można z góry ocenić go jako tchórza albo potwora. Bo ktoś przecież musiał go ukształtować.

Polecamy:

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. Dobra wypowiedź i diagnoza. Na tle głupot opowiadanych przez starych dziadów i baby, które nie potrafią wysłuchać ofiar a mają gęby pełne mądrości to jedyny głos rozsądku od wielu lat. Niestety tej smród ciągnie się za nami od lat. Główną przyczyną są właśnie pedagodzy, którzy chcą mieć święty spokój. Ale tylko niektórzy. Są ludzie z powołaniem i to im się niestety obrywa rykoszetem za zaniedbania i s**anie na swoje obowiązki i zwyczajne sumienie tych pseudo-nauczycieli. Dodam, że jednym z kryteriów zatrudniania w zawodzie nauczyciela powinny być jakieś testy na dojrzałość emocjonalną i poziom zainteresowania dzieckiem, które jest podmiotem, a nie przedmiotem nauczania. O moich własnych doświadczeniach z osobnikami podającymi się za nauczycieli nie mam siły pisać. Moja wychowawczyni zignorowała ucznia, któremu srawca sprzedał liścia za nic dosłownie pod swoim nosem i na pustym korytarzu. Ten uczeń odszedł ze szkoły, a ona sama rozpowiadała jedyną słuszną wersję, że po prostu zmienia szkołę bo coś tam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze