sobota, 26 listopada, 2022
Strona głównaLifestyleOpozycja olewa głosowanie i daje PiS więcej władzy. Poznajcie nowy projekt rządu

Opozycja olewa głosowanie i daje PiS więcej władzy. Poznajcie nowy projekt rządu

Polski Instytut Rodziny i Demografii to kolejna wstydliwa porażka opozycji. Kilka tygodni po tym, jak posłowie spoza PiS mogli przegłosować rządzących w kwestii podnoszenia akcyzy, pojawiła się szansa zablokować utworzenie "polskiego Barnevernetu". Do odrzucenia ustawy zabrakło dwóch głosów, podczas gdy na głosowaniu nieobecnych była aż 8 posłów Koalicji Obywatelskiej.

PiS powołał Polski Instytut Rodziny i Demografii. Czy kolejny organ państwowy to recepta na poprawieni dzietności? (fot. Pixabay)

Filiks Magdalena, Gajewska Kinga, Haidar Riad, Hartwich Iwona, Lasek Maciej, Miszalski Aleksander, Piechota Sławomir, Śledzińska-Katarasińska Iwona. Wystarczyłoby, że chociaż dwie z wyżej wymienionych osób przyjdą w czwartek do pracy i oddadzą głos tak, jak pozostali koledzy, by projekt PiS upadł. Dlaczego tak się nie stało?

PiS wygrywa głosowanie. Zabrakło dwóch posłów opozycji

Maciej Lasek, pytany o powody swojej nieobecności na trwającym posiedzeniu przyznał, że jest w samoizolacji, a marszałek Elżbieta Witek nie zezwala od kilku miesięcy na głosowanie zdalne. Czy również w pozostałych przypadkach zawinił koronawirus? Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec pytany przez TrueStory o powody absencji posłów powiedział: „zgaduję, że w większości kwarantanna”.

PiS znów był bliski potężnej wpadki już 29 października, ale i wtedy z odsieczą przyszła mu gapowatość (?) opozycji. Kto siedziałby w Sejmie w piątek przed długim weekendem? Za podniesieniem akcyzy głosowało tylko 217 posłów PiS. Jednak dzięki temu, że od głosu wstrzymało się dziewięcioro posłów Lewicy (wszyscy parlamentarzyści z koła Razem oraz trzy posłanki SLD), a 13 ich kolegów z opozycji nie pojawiło się w Sejmie (reszta głosowała przeciw rządowemu projektowi), ustawa, zamiast do kosza, trafiła do Senatu.

500 plus nie daje rady. PiS tworzy polski Barnevernet

Polski Instytut Rodziny i Demografii to według wtajemniczonych nagroda pocieszenia dla Bartłomieja Wróblewskiego za brak skutecznej nominacji na wymarzony przez niego urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Poseł PiS był jednym z wnioskodawców zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce, więc powierzenie mu urzędu, który ma wspierać polskie rodziny, oznacza ostry zwrot w stronę konserwatyzmu.

Czy za ostry nawet dla niektórych posłów PiS? Tak można interpretować aż 19 członków partii rządzącej, którzy w czwartek wstrzymali się od głosu, gdy ważyły się losy powstania Instytutu. Jego prezes będzie jak prokurator, ponieważ zyska prawo wszczynania postępowań w sprawach cywilnych dotyczących rodzin (w szczególności dotyczących wykonywania władzy rodzicielskiej) oraz będzie uczestniczyć w toczących się postępowaniach właśnie na prawach prokuratora.

Brzmi trochę jak osławiony norweski Barnevernet, który zabiera rodzinom dzieci, jeśli postępowanie sądowe wykaże nieprawidłowości. Nieprawidłowości w rozumieniu założycieli Instytutu i Konstytucji (jak zastrzegają założyciele).

Rodzina i dzietność to oczywiście niezbędne warunki do tego, by państwo funkcjonowało w odpowiedni sposób. I nie od dziś mówi się o działaniach, które mogą pomóc nakłonić Polaków do płodzenia dzieci. Jednak projekt ustawy zakładający utworzenie Instytutu ogłoszono kilka dni po tragedii w Pszczynie, gdzie trzydziestoletnia kobieta zmarła na sepsę, bo lekarze czekali aż w jej łonie najpierw umrze płód.

Dzietność w Polsce dramatycznie spada, a flagowy program partii rządzącej 500 plus nie przyniósł oczekiwanych efektów. Kilka miesięcy temu opublikowano projekt Strategii Demograficznej 2040, w ramach którego drogą do większej dzietności w naszym kraju miałoby być zmniejszenie liczby rozwodów, wydłużenie czasu trwania małżeństwa, nakłanianie Polek do rodzenia dzieci i ograniczenie liczby cesarskich cięć (sic!). Nie brzmi to jak dobry pomysł na zwiększenie dzietności Polaków. Co mogłoby nim być?

Wara od Konwencji Stambulskiej

Może to być np. niewypowiadanie Konwencji Stambulskiej, a wniosek dotyczący właśnie takiej aktywności został skierowany do pracy w komisjach przez znaczącą część posłów koalicji rządzącej. Przypomnijmy, że Konwencja dotyczy ochrony przed przemocą w rodzinie, jednak koalicja widzi w niej przede wszystkim „ideologię gender”. Według danych Fundacji Centrum Praw Kobiet każdego tygodnia w Polsce z powodu przemocy domowej giną trzy Polki. Co 7 dni umierają trzy matki, które pozostawiają w osamotnieniu osierocone dzieci. Rocznie śmiertelnych ofiar agresji w rodzinie jest około pół tysiąca. 

To nie gender bije. Może rządzący właśnie tak rozumieją popularne powiedzenie, że w rodzinie siła. Siła pięści.

Nikt nie napomknął też nic o migracji i tym, jakie profity może przynieść Polsce otworzenie się na gości z zagranicy, którzy chcą osiedlić się w naszym kraju i zakładać tu rodziny. Najwyraźniej nie o takie rodziny chodzi rządzącym, bo obecnie grodzą nasz kraj drutem kolczastym, a rodziny – razem z małymi dziećmi, na których tak bardzo zależy politykom – umierają z zimna w lasach.

Podobnie jak kolejny ważny fundament dobrej dzietności, czyli sensowna edukacja seksualna, dostęp antykoncepcji (by ciąża była wtedy, kiedy naprawdę jej chcemy, a nie wtedy, kiedy się trafi) i dostęp do aborcji. Także po to, by matki – jak Izabela z Pszczyny – które mają dzieci i chcą mieć ich więcej, nie umierały w męczarniach.

Polska prawica be like

W poszukiwaniu tradycyjnej rodziny

Być może otwarcie się na inne definicje rodziny mogłoby być pomocne dla nowo powstałego Instytutu. Na przykład te jednopłciowe, które także mogą być wartościowym fundamentem społeczeństwa, wychowywać i obywatelsko kształcić swoje potomstwo – by we wspomnianym 2040 r. Polska była pełna młodych, otwartych ludzi.

Czytaj więcej:

Z pewnością szalejąca inflacja i nadchodzący nieubłaganie wzrost rat kredytów nie są czynnikiem, który zachęcałby młodych ludzi do zakładania rodziny. Ciekawe czy Instytut będzie miał tu coś do powiedzenia.

Wygląda jednak na to, że prezes nowego tworu w funkcji prokuratora będzie walczył o jedyny słuszny model rodziny – czyli taki, jakim widzą go nasi rządzący. A jeśli odbiega on od wyśrubowanych standardów rządowych ekspertów ds. jedynej słusznej rodziny, to za drut kolczasty z nimi. Nazwać nie ludźmi, lecz ideologią, potraktować prezesem-prokuratorem lub czekać, aż serce przestanie bić.

Polecamy:

To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze