środa, 17 kwietnia, 2024
Strona głównaPolitykaMoskwa reaguje na defiladę w Warszawie. Deklaruje brak strachu

Moskwa reaguje na defiladę w Warszawie. Deklaruje brak strachu

Komentarze po warszawskiej defiladzie w Rosji są oczywiście agresywne. Dyrektor Muzeum Wojsk Obrony Powietrznej i pułkownik w stanie spoczynku Jurij Knutow twierdzi, że Polska w ten sposób chce wywierać presję na Rosję i Białoruś.

putin

Militarne znaczenie Polski w Europie

Wspomniany generał zadeklarował, że nikt w Rosji nie boi się tego, co Polska zaprezentowała podczas defilady. Tymczasem CNN przedstawił wizję naszego kraju jako jednego z najważniejszych w wymiarze militarnym w Europie. Na portalu internetowym amerykańskiej telewizji podkreślano też, że było to największe tego typu wydarzenie od kilku dekad.

Nowoczesny sprzęt w Warszawie

Zauważono, że Polacy pokazali światu najnowocześniejsze urządzenia ze swojego arsenału – to amerykańskie czołgi M1A1 Abrams, południowokoreańskie czołgi K2 i samobieżne haubice K9, wyrzutnie rakiet HIMARS, samobieżne haubice Krab, amerykański system rakietowy Patriot.

Generalnie defiladę przeprowadzono z rozmachem, prezentując zebranym w Warszawie ludziom z całego kraju ponad 200 pojazdów wojskowych i blisko sto statków powietrznych.

Zapowiadana reakcja Moskwy

Tymczasem przywołany już wyżej były wojskowy z Rosji jest zdania, że Polska chciała zademonstrować swoje możliwości, by pokazać coś Rosji i Białorusi. Dodał, że to miał być element presji wywieranej na te kraje, które można postrzegać teraz jako agresorów. Knutow też zapowiedział, że defilada w Warszawie nie pozostanie bez reakcji w Moskwie. Jego zdaniem to, co się działo w Polsce, nie może przejść bez echa, a Rosjanie nie mogą również nad tym przejść do porządku dziennego ot tak.

Bliskie relacje Rosji i Białorusi

W swojej dość agresywnej retoryce uwypuklał też to, jak bliskie są relacje Rosji i Białorusi. Zaznaczył, że trzeba mieć na uwadze istnienie państwa związkowego spajającego oba narody, co zobowiązuje prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina do tego, aby chronić terytorium Białorusi tak jakby było częścią Rosji.

Rzekomy atak Polski na Białoruś

Chociaż to może wydawać się absurdalne, zasugerował, że gdyby Polacy zdecydowali się na agresję militarną na Białoruś, to taki wyimaginowany atak zostanie odparty i według tego rosyjskiego fantasty nie znaczenia, czy Polacy wykorzystaliby w takich okolicznościach nawet nowoczesny sprzęt, Rosjanie i tak bowiem sobie poradzą.

Rosyjska propaganda powiela teraz białoruską narrację, która dotąd wskazywała na zagrożenie ze strony Polski jeśli chodzi właśnie o rzekome potencjalne i agresywne działania zbrojne polskiej armii na terytorium Białorusi. Dodajmy, że wcześniej z kolei w rosyjskiej propagandzie mówiło się dużo o tym, że Polska będzie chciała zająć tereny zachodniej Ukrainy, by mieć istotne zdobycze terytorialne i zyskać pod tym względem dużo kosztem właśnie kraju, który odpiera rosyjską agresję. To absurdy, coś zadziwiającego nawet jak na standardy kremlowskie.

Portugalski wojskowy o demonstracji siły

Ciekawy głos dociera z Portugalii, gdzie generał brygady w stanie spoczynku Jose Armaut Moreira stwierdził, że defilada w Warszawie stanowi demonstrację siły Polski, która została sprowokowana przez Rosję oraz Białoruś.

Były portugalski wojskowy miał na względzie to, że Polska może mieć obawy w związku z agresywną polityką Federacji Rosyjskiej. Podkreślił, że Moskwa od ponad roku prowadzi wojnę z Ukrainą, dodał, iż ostatnio ściągała na terytorium Białorusi najemników z Grupy Wagnera.

Trzeba uważać na działania w ramach wojny hybrydowe

Portugalczyk zwracał uwagę na to, co jest bardzo istotne. Chodzi o rosyjskie działania destabilizujące prowadzone w ramach tzw. wojny hybrydowej, które obejmują także Litwę i Łotwę. Jeśli chodzi o Polskę, najdobitniejszym przykładem tychże z pewnością jest kryzys migracyjny, a zatem sprowadzanie na granicę migrantów z innych kontynentów, by wywierać naciski na polskie władze.

Wczoraj można było się też natknąć w sieci na bezlitosne dla Rosji analogie. Otóż przypomnijmy, że przejazd sprzętu wojskowego na Placu Czerwonym podczas tegorocznej parady zwycięstwa w maju trwał niecałe dziesięć minut. Mówiło się wówczas również o „najmniejszej w historii defiladzie, ponieważ wszystko wyjechało na front”.

Po tej majowej paradzie niezależni komentatorzy zwracali uwagę na brak pojazdów gąsienicowych, był jedynie czołg T-34, znany sprzed wielu dekad, już z czasów tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (rosyjskie określenie II wojny światowej, wedle tego pojęcia Związek Radziecki walczył po stronie aliantów, lata 1941-45). Zabrakło też wyrzutni rakietowych Iskander, Buk, czołgów Armata. Nie doszło do pokazów siły rosyjskiego lotnictwa.

Rozbawienie mogło budzić to, że kolumnę pieszą parady tworzyli w dużej mierze kadeci i studenci uczelni wojskowych zamiast żołnierzy. Rosyjskie ministerstwo obrony nie chwaliło się niczym, a przy okazji wcześniejszych parad zawsze miało to miejsce. To bardzo wymowne. Może Rosjanie trochę się wstydzili tego, że zabrakło im wtedy rozmachu.

Jakby nie patrzeć, porównując warszawską defiladę do tego, co działo się w Moskwie, trzeba przyznać, że w stolicy Polski było efektownie.

Czytaj także:

Znacząca pomoc z Niemiec dla Ukrainy – rakiety Taurus

Rosja potrząsa nuklearną szabelką

Po wybuchu na Krymie pali się… trawa. Kolejny atak na półwysep




ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze