czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPolitykaGórski Karabach czy Arcach? O co walczą Azerbejdżan i Armenia

Górski Karabach czy Arcach? O co walczą Azerbejdżan i Armenia

W Górskim Karabachu, zwanym też Arcachem, znów niespokojnie - azerskie wojska ostrzelały z dronów pozycje Republiki Arcachu, nieuznawanego przez społeczność międzynarodową państwa lokalnych Ormian. Tłumaczymy, o co chodzi w tym trwającym już ponad sto lat sporze Armenii i Azerbejdżanu i zastanawiamy się, czy można go rozwiązać. To będzie jednak ciężkie, zważywszy na to, że elementarny spór między narodami zaczyna się od nazwy spornej krainy.

Symbole Republiki Arcachu. Monument „Jesteśmy naszymi górami”, znany też jako „Dziad i Baba”, stojący nad Stepanakertem, i flaga, będąca klonem flagi Armenii.

Górski Karabach vel Arcach. Kłopotliwa historia regionu

Republika Arcachu, albo też Republika Górskiego Karabachu (zgodnie z konstytucją kraju obie nazwy są równorzędne, chociaż Ormianie używają głównie tego pierwszego) to nieuznawane na arenie międzynarodowej górskie państewko ze stolicą w Stepanakercie, składające się z kilku kaukaskich dolin. Położone jest na terytorium formalnie należącym do Azerbejdżanu, stanowi de facto marionetkę Armenii i zamieszkane jest niemal wyłącznie przez Ormian.

Na terenach tego regionu przez setki lat Ormianie mieszali się z różnymi ludami pochodzenia perskiego i tureckiego. Po upadku carskiej Rosji w 1917 r., gdy sformowały się państwo armeńskie i azerskie, natychmiast rozpoczęły one boje o te ziemie, ale pogodzili je bolszewicy, podbijając jedno i drugie.

W ramach ZSRR w 1923 r. sformowany został Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny ze stolicą w Stepanakercie, obejmujący tereny zamieszkane przez Ormian, ale położony został w ramach Azerbejdżańskiej SRR. Ten stan rzeczy utrzymał się podczas trwania sowieckiego kolosa, a etniczne waśnie pozostawały zakopane do lat 80.

Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny, powołany w 1923 r., na dzisiejszych granicach państwowych (Fot. Wikimedia)

Arcach się rodzi, Armenia triumfuje

Jednak gdy ZSRR zaczął się rozlatywać, w 1988 r. doszło najpierw do serii pogromów ludności ormiańskiej, później azerskiej, aż w końcu Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny ogłosił niepodległość jako Republika Górskiego Karabachu. Finalnie w trwającej do 1994 r. wojnie Armenia pokonała Azerbejdżan i przejęła kontrolę nad częścią jego terytorium, obejmującą nie tylko tereny nowej republiki, ale też szereg miejscowości azerskich.

Ormianie nazywali dodatkowo podbite tereny „pasem bezpieczeństwa” albo „terenami wyzwolonymi”. W rzeczywistości tereny te zapewniały przewagę taktyczną Armenii. Większość Azerów (ok. 700 tysięcy) zostało z tego regionu wysiedlonych przez nowe władze, zaś w drugą stronę – do Armenii i Arcachu – ruszyły setki tysięcy azerskich Ormian. Granica między oboma państwami została zamknięta, a stosunki dyplomatyczne zamrożone.

Na powyższą mapę zostało nałożone terytorium kontrolowane przez Republikę Arcachu pomiędzy 1994 r. a 2020 r. Tereny wokół Republiki nazwano „pasem bezpieczeństwa” i wysiedlono z nich wszystkich Azerów (Fot. Wikimedia)

Azerbejdżan wygrywa, Arcach traci połowę terytorium

W 2020 r. oba kraje stoczyły o region wojnę zakończoną strategicznym sukcesem Azerbejdżanu, wspieranego militarnie przez Turcję. Konflikt zakończył się traktatem pokojowym, na mocy którego przekazano Azerbejdżanowi kontrolę nad sporą częścią Arcachu i nad tym terytorium, które nie wchodziło w skład Nagorno-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego utworzonego przez Sowietów w 1923 r.

Ponieważ Arcach stałby się w ten sposób enklawą na terenie państwa azerskiego, wytyczono neutralny teren tzw. korytarza laczińskiego, który miał umożliwić dojazd do Arcachu z Armenii i który miał być zarządzany przez rosyjskie siły stabilizacyjne. Brzmi ciężko, ale na szczęście wszystko pomagają wyjaśnić mapki.

Szczegółowy stan rzeczy po wojnie z 2020 r. Kolor pomarańczowy – tereny kontrolowane przez Republikę Arcachu i Armenię, zielony – przez Azerbejdżan. Pomiędzy nimi zaznaczony na czerwono korytarz lacziński, gdzie stacjonują rosyjskie siły stabilizacyjne (Fot. Wikimedia)

Arcach a Górski Karabach. Nazwy regionu wojenną bronią

Już z powyższego widać, że stosowane określenia spornego regionu dosyć mocno się zlewają i nie do końca pokrywają się z sytuacją polityczną. Arcach to nazwa z antyczną etymologią, sięgającą jeszcze do czasów starożytnego królestwa Urartu, jak również do państwa armeńskiego z tradycją sięgającą IV wieku n.e.

Określenie to zostało jednak odkurzone na fali odrodzenia narodowego Ormian w XIX wieku. Górski Karabach (czy też Nagorny Karabach, czasem tłumaczony jako Górny Karabach) to zaś nazwa wprowadzona w czasie dominacji imperium rosyjskiego i odpowiednik nazwy tych ziem w językach tureckim i perskim.

Nie ma bowiem wątpliwości, że nomenklatura stanowi taki sam oręż w konflikcie między oboma państwami, jak czołgi i drony. Do sukcesu azerskiego, a nie ormiańskiego nazewnictwa, walnie przyczynił się chociażby klub sportowy Karabach FK, który grał kilka lat temu w Lidze Mistrzów, a reprezentował go polski piłkarz Jakub Rzeźniczak. Klub funkcjonuje u nas jako Karabach Agdam.

Agdam to miasto-symbol wojny skończonej w 1993 r. Zniszczone przez Ormian, do 2020 r. jego ruiny pozostawały w granicach Republiki Arcachu. Karabach FK od 30 lat gra swoje mecze w Baku, co nie przeszkadzało mu samą swoją nazwą szerzyć azerską propagandę: patrzcie, Karabach jest nasz, tylko chwilowo go nie kontrolujemy.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/44/Agdam_1.jpg/1920px-Agdam_1.jpg
Ruiny miasta Agdam, skąd pochodzi klub Karabach FK.

W Azerbejdżanie część terenu kontrolowanego przez Arcach to zresztą nadal prowincja nazywająca się po prostu Górski Karabach. Kraj ten po wojnie w 2020 r. posunął się jednak dalej: zachodnia część Karabachu odzyskana w wojnie została nazwana „Wschodnim Zangezurem”.

To świadczy oczywiście o tym, że istnieje też jakiś Zachodni Zangezur, ale tak się składa, że w jego miejscu znajduje się tylko armeńska prowincja Sjunik. To otwiera zaś ścieżkę do azerskiego irredentyzmu, którego celem byłoby lądowe połączenie do Nachiczewania, terytorium Azerbejdżanu odciętego terytorialnie przez Armenię.

Na czerwono namalowany Zangezur, albo Dolny Karabach. Azerbejdżan z chęcią kontrolowałby cały ten obszar.

Kaukaski kocioł. Kto ma w tym wszystkim rację?

Od tego wszystkiego nawet wytrawni spece od geopolityki mogą dostać bólu głowy. Problemem jest to, że chociaż obie strony mają swoje racje, samo nazywanie tej prowincji Arcachem czy Górskim Karabachem oznacza właściwie ustawienie się po jednej ze stron. W Republice Arcachu mieszkają od setek lat prawie sami Ormianie i ich prawo do samostanowienia nie ulega wątpliwości.

Z drugiej strony, Azerowie mieszkający na terenach zajętych w 1994 r. jako „pas bezpieczeństwa” zostali wygnani i zastąpieni ormiańskimi osadnikami – czy tych ostatnich też należy tak traktować, jak rdzenną ludność? W toku działań zbrojnych w 2020 r. wielu mieszkańców „pasa” uciekło do Armenii, a Azerbejdżan już zapowiedział własną akcję osadniczą. Czy tego samego nie zrobiłby w Stepanakercie?

Polecamy:

Wszystko wskazuje obecnie na to, że ze względu na osłabienie pozycji Rosji, która miała rzekomo wycofać część sił stabilizacyjnych z regionu, Azerbejdżan może znów ruszyć na wojnę – parę dni temu kraj wysłał drony typu Bayraktar na arcaskie pozycje. Pytanie tylko, czy celem będzie tylko zniszczenie Republiki Arcachu i odzyskanie części swojego de iure terytorium, czy też podbicie także „Zachodniego Zangezuru”? I czy pozwoli na to wszystko Turcja, która ostatnio zgodziła się na nowe otwarcie w swoich stosunkach z Armenią?

Rząd Armenii może by i chciał odpuścić sobie Arcach, ale obywatele mu na to nie pozwolą. Po podpisaniu traktatu pokojowego w 2020 r. rozgoryczeni Armeńczycy wyszli na ulice i doprowadzili do przedterminowych wyborów, a wojsko próbowało dokonać zamachu stanu. Również Azerbejdżan, chociaż mógłby pogodzić się ze stratą Górskiego Karabachu, chce raczej rozwiązać ten problem raz na zawsze. Dzięki takim postawom region pozostaje beczką prochu, która może w każdej chwili wybuchnąć.

Czytaj także:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze