piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaPolitykaBelgrad patrzy na Kijów. Jeśli Rosjanie wygrają, Serbowie mogą chcieć rewizji granic

Belgrad patrzy na Kijów. Jeśli Rosjanie wygrają, Serbowie mogą chcieć rewizji granic

Belgrad bardzo uważnie przypatruje się postępom Moskwy podczas wojny w Ukrainie. Początkowy hurraoptymizm zastąpił niepokój. Szybkie zdobycie Kijowa mogłoby być sygnałem dla serbskich nacjonalistów, że rewizjonizm ma sens. Tymczasem rząd, który wyłoni się po wyborach 3 kwietnia, będzie musiał się zastanowić, czy nie lepiej postawić na sojusz z Unią Europejską.

Serbia i Rosja. Więcej podobieństw niż różnic (fot. flickr)

Serbia i Białoruś to jedyne państwa w Europie, które nie potępiają inwazji Rosji na Ukrainę, choć w przypadku Białorusi trudno mówić o samodzielnym zdaniu, gdyż jest ona częścią konfliktu. Dodajmy do tego, że krótko po rozpoczęciu wojny w Belgradzie odbył się duży wiec poparcia dla poczynań Moskwy. Politycy, którzy jawnie potępiają agresję,, są w zdecydowanej mniejszości. Większość, nawet jeśli myśli, że Putin postradał zmysły, to nie mówi tego głośno w obawie przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi.

Ostatecznie Serbia naciskana przez opinię międzynarodową jedynie wyraziła poparcie dla integralności granic Ukrainy, ale nie nałożyła żadnych sankcji na Rosję (uzasadniając to obroną swoich interesów ekonomicznych, co akurat nie jest bezzasadne). W dodatku Belgrad nie tylko nie zamknął nieba dla rosyjskich samolotów, ale podwoił liczbę połączeń z do Moskwy.

A jeszcze dziesięć lat temu Serbia chciała być częścią zjednoczonej Europy

Rządząca Serbska Partia Postępowa, która sprawuje władzę od dekady, do swoich pierwszych wyborów szła pod hasłem rychłego wstąpienia w szeregi Unii Europejskiej. Twarzą tej europejskiej przemiany Serbii, obok Aleksandara Vučića (aktualnego prezydenta) była Ana Brnabić (aktualna premier). Brnabić otwarcie przyznaje się do swojego homoseksualizmu, od lat jest w związku lekarką Milicą Durdić, a od 2019 roku para ma dziecko. Jest to o tyle zaskakujące, że gdy polityk obejmowała urząd, to ponad połowa Serbów uważała homoseksualizm za chorobę, a małżeństwo w Serbii jest związkiem kobiety i mężczyzny.

W pierwszych latach urzędowania Brnabić mówiła, że Niemcy są dla niej wzorem nowoczesnego państwa, a jeśli przyjdzie jej wybrać między Moskwą a Brukselą, to bez mrugnięcia okiem wybierze tę drugą opcję. Serbia patrzyła wówczas na Chorwację, która dopiero co wkroczyła do Unii, a kraj zalewały inwestycje finansowane z zachodnich pieniędzy. Zdawało się, że Belgrad pogodzi się ze swoimi okrojonymi granicami i trwale zacznie się okcydentalizować. Nic bardziej mylnego.

W momencie kryzysu migracyjnego w 2015 roku, gdy rządzący Serbią widzieli, że Unia nie daje sobie rady z kolejnymi falami uchodźców z Bliskiego Wschodu, odżyła potrzeba prowadzenia polityki niezaangażowania, wzorowanej na titowskiej Jugosławii i dość popularnej w tej części Europy (podobny model stosują Węgry). W nowej wersji Belgrad nazwał to podejście polityką czterech filarów, a więc jest w niej miejsce tak dla współpracy z UE i USA, jak i z Rosją i Chinami.

Historyczna przyjaźń serbsko-rosyjska

Przyjaźń serbsko-rosyjska zdaje się być trwale wpisana w serbskie DNA, a raczej w serbską geografię. W XIX-wieku Rosjanie wspierali Serbów, aby ci osłabiali panoszące się na Bałkanach Imperium Osmańskie, a w XX wieku pomagali serbskim partyzantom w walce z Niemcami i chorwackimi ustaszami. Komunizm był w Jugosławii budowany przez lokalną partyzantkę, bez rosyjskiego bata nad głową. Zresztą można powiedzieć, że przez wieki oba państwa utrzymywały przyjacielskie stosunki ze względu na dystans dzielący Belgrad od swojego „większego brata”.

Ana Brnabić z parnterką (fot. Reddit)

Gdy w 1999 roku NATO podjęło decyzję o zbombardowaniu Belgradu, Rosja nie zareagowała jak mocarstwo z rozległą strefą wpływów. Jednak gdy rządy Putina umocniły się na dobre, zaczęła odbudowywać swoją pozycję na Bałkanach. Znakomitą okazją była secesja Kosowa w 2008 roku, po której Serbia straciła dostęp do istotnych złóż węgla. Rosja nie uznała powstania nowego państwa i włączyła się do gry o prywatyzację koncernu NIS, kontrolującego serbską energetykę.

W efekcie NIS trafił do Gazpromnieftu, a Serbia – otrzymawszy co prawda trochę gotówki – całkowicie uzależniła się energetycznie od Rosji. Po latach uznano, że tamta umowa miała szereg niekorzystnych zapisów. Powołano nawet grupę śledczą mającą przyjrzeć się szczegółom transakcji. Czasu jednak nie dało się cofnąć, a Moskwa próbowała łagodzić nastroje ekipy Vucicia i Brnabić np. dając im w prezencie używany sprzęt wojskowy.

Serbowie przeglądają się w rosyjskiej historii

Serbów przyciąga też do Rosjan wspólnota doświadczeń. Konkretnie chodzi o upadek Związku Radzieckiego i rozpad Jugosławii. Oba narody traktują dziś te wydarzenia w kategoriach upokorzenia. Gdyby więc Rosjanie zdobyli przewagę w Ukrainie i trwale odłączyli od niej kolejne hektary, to Serbom mogłoby przyjść do głowy, że oni też mogą zrewidować swoje granice i np. wejść do Kosowa. Palenie flag NATO i UE na ulicach Belgradu i niemal ślepe poparcie dla Rosji w społeczeństwie jest tego zapowiedzią.

Belgrad po bombardowaniu w 1999 roku (fot. Wikimedia)

Nie pomaga fakt, że większość serbskich mediów należy do rządu. W pierwszych dniach inwazji tamtejsza telewizja i gazety po prostu kopiowały komunikaty rosyjskiej propagandy. Z każdym kolejnym dniem bez sukcesów rosyjskich wojsk było to jednak coraz trudniejsze. W Serbii na szczęście Internet jeszcze działa, a media które zbyt długo pompowałyby rosyjski balonik po prostu uległyby kompromitacji.

Zmianie uległa także retoryka rządu, który w obliczu wyborów parlamentarnych (3 kwietnia) przyjął pozycję wyczekującą. Jeśli rząd Brnabić się utrzyma – a jest to wysoce prawdopodobne – będzie musiał na nowo ułożyć swoje stosunki z Rosją. Istnieje bowiem szansa, że ta jako państwo zrujnowane sankcjami gospodarczymi nie będzie już dla Serbii tak ciekawym partnerem. Wciąż pozostanie jednak wątek uzależnienia energetycznego. Bez pomocy Europy Zachodniej Serbia nie ma najmniejszej szansy na odcięcie się od rosyjskich surowców.

A jak wiemy, w tym temacie Europa musi najpierw pomóc sobie sama.

Zobacz też:

To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze