poniedziałek, 27 maja, 2024
Strona głównaPolitykaDobry sułtan Erdogan. Turcja ociepla stosunki z Grecją i Armenią

Dobry sułtan Erdogan. Turcja ociepla stosunki z Grecją i Armenią

Wydaje się, że Recep Tayyip Erdogan postanowił grać dobrego sułtana i wybrał współpracę z sąsiadami, z którymi wcześniej nie było mu po drodze. W tle znajduje się upadająca wiarygodność Rosji i możliwe wielomiliardowe zyski ze sprzedaży azerskiego gazu Europie.

Erdogan stawia na dyplomację

Po tym, gdy Władimir Putin wybrał finalnie ścieżkę odbudowy imperium rosyjskiego na drodze militarnej, jego turecki odpowiednik, Recep Tayyip Erdogan, postanowił wybrać zupełnie przeciwną drogę. Prezydent kraju zobaczył, co dzieje się w Rosji w obliczu sanckcji Zachodu i zamiast eskalować konflikt ze swoimi znienawidzonymi sąsiadami – Grecją i Armenią – zdecydował się na dyplomację i naprawę stosunków.  

Gdy w toku I wojny światowej w bólach upadał sułtanat, a rodził się nacjonalistyczny ruch młodoturecki, okazało się, że na ziemiach uważanych za jądro Turcji zamieszkiwało nadspodziewanie wielu Greków i Ormian, którzy zaczęli zgłaszać swoje pretensje. Turkowie odpowiedzieli w jedyny sposób, jaki wówczas rozumieli – poprzez ludobójstwo dokonane na obu grupach. Od tego czasu ich relacje z oboma chrześcijańskimi sąsiadami pozostawały, delikatnie rzecz mówiąc, chłodne.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/84/ParisPeace-Venizelos-Map.png
Żądania terytorialne Grecji wobec Turcji w 1919 r. Wojnę, którą rozpętali o te ziemie, ostatecznie przegrali (Fot. Wikimedia)

Grecja i Turcja. Razem w NATO, a poza nim przeciwko sobie

Istnienie jakichkolwiek relacji między Grecją a Turcją zostało wymuszone przez uczestnictwo obu krajów w NATO od 1952 r. Oba państwa graniczyły lądowo z krajami bloku wschodniego i oba widziały w nim zagrożenie. Rosji zdarzało się wcześniej nie kryć swoich ambicji odzyskania z rąk Turków Konstantynopola w imieniu kościoła prawosławnego i opanowania cieśnin czarnomorskich, a także mocno paternalistycznego stosunku wobec Grecji. Ateny i Ankara miały już wtedy za sobą jednak długą historię wojen, wzajemnej przemocy i nieufności.

Obecnie po pięciu latach został wznowiony program rozmów mający na celu załatwienie dzielących kraje spraw na Morzu Egejskim. A chodzi tu o wiele tematów, chociażby o rozgraniczenie wód wewnętrznych i stref ekonomicznych na morzach, a także przestrzeni powietrznej, oraz o politykę względem migrantów i uchodźców. W tych kwestiach regularnie dochodziło do konfrontacji morskich czy powietrznych, które groziły nawet przerodzeniem się w starcia zbrojne.

Premier Grecji Kyriakos Mitsotakis powiedział po spotkaniu z Erdoganem, że pomimo dzielących ich różnic, oba kraje mają obecnie ważną rolę we wzmocnieniu europejskiej architektury bezpieczeństwa, dlatego należy zacząć w końcu współpracować. Podkreślił jednak, że spory obu krajów mają znaczny kaliber i trudno będzie je ot tak rozwiązać. Oba kraje nie są mimo wszystko skazane na nienawiść – dość, że w imperium osmańskim kultura grecka była ważną składową, a sami Grecy (tzw. fanarioci) byli cenieni na sułtańskim dworze i w imperialnej administracji.

https://www.reuters.com/resizer/U_1dSBbHwVkw-jWmEHo1e2u50c0=/1200x0/filters:quality(80)/cloudfront-us-east-2.images.arcpublishing.com/reuters/5GYR6XR4WZJNZC2Q5VI44JIZI4.jpg
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i premier Grecji Kyriakos Mitsotakis w Stambule 13 marca (Fot. Presidential Press Office)

Armenia i Turcja. Kończy się gorąca nienawiść?

Normalizacja zdecydowanie większego kalibru następuje jednak w relacjach Turcji z Armenią. Wprawdzie rozmowy między stronami ruszyły jeszcze pod koniec 2021 r., ale po inwazji Rosji na Ukrainę znacząco przyspieszyły. Dotychczas Ankara i Erywań nie utrzymywały ze sobą żadnych stosunków, a wspólne granice pozostawały zamknięte. Kraje nie mają u siebie placówek dyplomatycznych, ale wyznaczyły byłego ambasadora Turcji w USA Serdara Kilica i wiceprzewodniczącego armeńskiego parlamentu Rubena Rubiniana jako przedstawicieli do rozmów.

A jest o czym rozmawiać. Niepodległa od 1991 r. Armenia uważała zawsze Turcję, a także jej podopiecznych z Azerbejdżanu, za egzystencjalne zagrożenie dla swojego istnienia. Główną osią sporu była historia. Imperium tureckie w 1915 r. dokonało Rzezi Ormian, ludobójstwa, w którym życie straciło ok. 1,5 mln ludzi. Turkowie od lat negują zorganizowanie tej operacji, wskazując, że z uwagi na trudne warunki wojenne, choroby i zamieszki mogło zginąć co najwyżej 200-300 tys. Dla Armenii sytuacja była taka, jak gdyby niepodległy Izrael dzielił granicę z państwem niemieckim negującym zajście Shoah.

https://www.reuters.com/resizer/A0bUfSXgD6VT-Nqw58sqvr6Q7vw=/1200x0/filters:quality(80)/cloudfront-us-east-2.images.arcpublishing.com/reuters/FIRLFE7MBNL35GJCHVLM25G2BU.jpg
Minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan i jego turecki odpowiednik Mevlut Cavusoglu podają sobie ręcej po raz pierwszy w historii (Fot. Turkish Foreign Ministry)

Armenia ma dość bycia wasalem Kremla?

15 marca minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan podał, że jego kraj jest gotów do nawiązania relacji dyplomatycznych i otwarcia granicy. Nie doszło tu do przełomu w polityce historycznej – w Turcji za mówienie otwarcie o Rzezi Ormian można nadal trafić do sądu z paragrafu o „obrażaniu tureckości”. To raczej względy pragmatyczne – Armenia dotąd ściśle współpracowała z Rosją. Kreml nie zainteresował się jednak zbytnio pomocą dla bratniego narodu, gdy w 2020 r. Ormianie toczyli wojnę z Azerbejdżanem o Arcach.

Ci drudzy byli z kolei w stanie wygrać dzięki wydatnemu wojskowemu wsparciu od Turcji – swoje zrobiły tu słynne już drony Bayraktar. Obecnie zaś w Erywaniu mogą widzieć, że na Rosję nie ma co liczyć i że to Moskwa, nie Ankara, może być większym zagrożeniem dla niepodległości Armenii. Dodajmy, że Rosja ma na terenie Armenii bazę wojskową w Giumri, gdzie stacjonuje ok. 3000 żołnierzy, a jeszcze rok temu dążono do zwiększenia kontyngentu. Kto wie, czy obecnie Ormianie nie myślą raczej, jak się ich pozbyć.

Trans-Anatolian gas pipeline.png
Mapka poglądowa budowanego gazociągu transanatolijskiego. Grecja i Armenia bardziej zyskają podpinając się pod niego, niż się obrażając na Turków (Fot. Wikimedia)

Turcja, Grecja i Armenia. Nie musimy się lubić, by ubijać interes

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik – pieniądze. Erdogan doskonale zdaje sobie sprawę, że wkrótce może dojść do całkowitego zatrzymania importu gazu z Rosji do Europy, a tak się składa, że rurociągi dostarczają go już z Azerbejdżanu do Erzurum na wschodzie kraju. Z tego samego źródła transportowana jest też azerska ropa. Turcy od 2018 r. budują gazociąg z Erzurum na Bałkany, którego jeden z wariantów miałby dalej biec przez Grecję dalej w stronę Włoch. Ateny mogłyby na tej rurze wiele zarobić.

Czytaj także:

Wspomniane instalacje gazowe i naftowe omijają Armenię w całości, ale normalizacja stosunków mogłaby pozwolić Erywaniowi na podpięcie się pod turecko-azerski projekt, co uniezależniłoby kraj od dostaw surowców z Rosji. Turcja, przejawiająca znów imperialne ambicje, w zamian rozszerzyłaby swoją strefę wpływów na nowy kraj. Zarówno Grecy, jak i Ormianie wydają się pokazywać, że wolą patrzeć w przyszłość, niż w przeszłość, ale dopiero zobaczymy, na jaką skalę uda im się podjąć współpracę z dawnym wrogiem.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze