poniedziałek, 30 stycznia, 2023
Strona głównaPolitykaChiny kończą pandemię. W styczniu znikną ostatnie obostrzenia

Chiny kończą pandemię. W styczniu znikną ostatnie obostrzenia

Chiny niemal z dnia na dzień zmieniły swoją niezwykle restrykcyjną politykę "zero covid" w niemal zupełny brak obostrzeń. To odpowiedź na wielomiesięczne protesty obywateli i przyduszenie gospodarki, ale jej skutkiem jest rekordowa liczba zakażeń, z którą władze walczą... przestając o nich informować.

Mapa zakażeń Chin ponownie rozbłysła na czerwono (Fot. Unsplash)

Chińskie „zero covid”. Plan wymazowej dyktatury

Jeszcze kilka miesięcy temu Chińczycy przechodzili samych siebie, jeśli chodzi o środki zapobiegawcze przeciwko koronawirusowi. Nie wahali się chociażby przed zamknięciem 25 milionów mieszkańców Szanghaju w totalnym lockdownie. Służby patrolowały dziedzińce budynków i klatki schodowe, a nad miastem latały drony, puszczające z taśmy komunikaty o zakazie opuszczania mieszkań. Bliscy zakażonych mieli być siłowo dyslokowani, a władze robiły problemy rodzicom dzieci pozamykanych w izolatoriach.

Komunistyczna Partia Chin postanowiła wprowadzić politykę „zero covid” jako podstawę nowego, postpandemicznego porządku w kraju. Jej celem miało być całkowite uniemożliwienie rozprzestrzeniania się zjadliwego wirusa. W największych miastach kraju miały powstać tysiące stanowisk do testowania, dzięki którym wszyscy mieszkańcy mieli znaleźć się w zasięgu 15 minut pieszo od wymazu. Bez aktywnego, negatywnego testu zablokowane miało być korzystanie z publicznie dostępnych usług – takich jak komunikacja publiczna. Koszty wdrożenia takiej polityki szacowano na 30 mld dolarów.

Eksperci już wtedy pukali się w czoło i wskazywali, że polityka „zero covid” może paradoksalnie być niebezpieczna. Mało groźny wariant omikron nie krążył w społeczeństwie, co mogło doprowadzić do braku naturalnego uodpornienia się, a procent ludzi zaszczepionych kolejnymi dawkami szczepionki malał. Biorąc pod uwagę to, że ludzkość musi nauczyć się żyć z wirusem, wątpliwe było też to, czy rząd Chin zamierza kontynuować restrykcje w nieskończoność.

„Zero covid” do kosza po protestach i miliony zakażeń

Polityka, co było do przewidzenia, męczyła obywateli i dusiła chińską gospodarkę. Pekin pozostawał jedynym dużym graczem na świecie, który utrzymywał nadal surowe obostrzenia po trzech latach od czasu, gdy przysłowiowy Chińczyk zjadł zupę z nietoperza. Końcówka tego roku przyniosła jednak najpierw masowe protesty, a potem zaskakującą decyzję władz o wrzuceniu polityki „zero covid” do śmietnika. Tak – zniesiono już wszystkie obostrzenia wewnętrzne, a od 8 stycznia nie będzie także kwarantanny dla osób podróżnych przybywających do Chin. Od marca 2020 r. każdy, kto wjeżdżał do kraju, musiał przejść obowiązkową izolację w państwowym ośrodku – trwającą do trzech tygodni.

To przewrót kopernikański w kraju, który dotychczas traktował stosunkowo niegroźny omicron jako śmiertelne zagrożenie. Na zniesienie obostrzeń nałożył się jednak bardzo gwałtowny wzrost zachorowań, którego skali nikt tak naprawdę nie zna. W połowie grudnia rząd raportował ok. 4 tysiące zakażeń i kilkanaście zgonów każdego dnia, jednak obecnie zaprzestał w ogóle publikacji danych. Brytyjska firma Airfinity szacuje, że prawdziwe dane to co najmniej milion zakażeń i 5 tysięcy zgonów dziennie. Chińskie media społecznościowe buzują od informacji o przepełnionych szpitalach i umierających ludziach.

Większość osób cieszy się z likwidacji wiecznego lockdownu, ale niektórzy wskazują, że ogromna liczba zakażeń pozostaje problemem. Mieszkańcy takich miast jak Pekin i Szanghaj, w których zimą panują niskie temperatury, mówią, że kończą im się leki na grypę i przeziębienie, a także, że szukają gdzie się da pomocy medycznej dla chorych krewnych. Obawiają się też, że setki zgonów mogą pozostać niezgłoszone. „Dlaczego nie możemy poczekać, aż ta fala przejdzie, aby otworzyć granice? Pracownicy medyczni są wyczerpani, a starsi ludzie nie przeżyją dwóch infekcji w jednym miesiącu”, można przeczytać w jednym z najwyżej ocenianych komentarzy na Weibo.

„Przez ostatnie trzy lata nie było żadnego przygotowania [do zniesienia obostrzeń], a tu nagle pozwolenie na pójście do pracy podczas choroby – nasze życie jest tak bezwartościowe, jak to mrówek”, pisze inny chiński internauta. „Nigdy nie miałem covidu w ciągu ostatnich kilku lat, gdy mieszkałem za granicą, ale złapałem go kilka dni po powrocie. Wszyscy, których znam, zarażają się i mają gorączkę – więc jeśli możesz przebywać poza krajem, nie wracaj”, pisze jeden z użytkowników na innej popularnej platformie mediów społecznościowych Xiaohongshu (odpowiednik chińskiego Instagrama).

Czytaj także:

W poniedziałek przewodniczący Xi Jinping przedstawił swoje pierwsze uwagi na temat zmian, wzywając przedstawicieli władzy do zrobienia tego, co jest „wykonalne”, aby ratować życia. Media państwowe cytowały go, mówiąc, że kraj stanął w obliczu nowej rzeczywistości z kontrolą pandemii i potrzebował innej, bardziej ukierunkowanej odpowiedzi. Analitycy twierdzą jednak, że zwrot Chin w sprawie sposobu zarządzania pandemią postawił Xi w trudnym położeniu. To stary-nowy władca kraju był motorem napędowym programu „zero Covid”. Teraz to na nim spoczywa cały ciężar odpowiedzialności za zmianę swojej dotychczasowej decyzji.

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze