niedziela, 2 kwietnia, 2023
Strona głównaKulturaFilm"Guillermo del Toro: Pinokio". Baśń o ojcostwie i faszyzmie

„Guillermo del Toro: Pinokio”. Baśń o ojcostwie i faszyzmie

Przerabianie klasycznych historii tak, aby nabrały innego sensu lub dopasowały się do współczesnych czasów i konwencji, nie stanowi zabiegu nowego. Sama baśń, zwłaszcza ta wywodząca się z folkloru, w swojej naturze przeznaczona była do przekazu ustnego, często z pokolenia na pokolenie. I nawet jeśli ktoś postanowił takie opowieści przelać na papier, i tak nie zatrzymywało to ich dalszego obiegu. Pinokio od Netflixa i Guillermo del Toro to zabawna, ale jednocześnie miejscami mroczna opowieść pokazująca oblicze wojny i ojcowską miłość, która miejscami nie jest łatwa.

Fot. mat. prasowe

Guillermo del Toro: Pinokio. Adaptacja czy readaptacja?

Baśń jako historia nie przedstawia jednolitego losu swoich bohaterów. Za przykład niech posłużą dzieła braci Grimm, którzy jako etnologowie zebrali wiele ludowych podań i bajek. Pierwotne ich wersje pod względem występujących tam motywów epatowały brutalnością i otwarcie pokazywały różnego rodzaju wypaczenia. Czerwony Kapturek razem z babcią zostały pożarte przez wilka i koniec – żaden leśniczy czy Superman nie pojawił się znienacka i ich nie uratował. Śpiąca królewna była za to ofiarą gwałtu ze strony księcia. Nic więc dziwnego, że po jakimś czasie wydano baśnie przekształcone w taki sposób, aby bardziej nadawały się dla młodszych odbiorców. Na skutek tego proste opowiastki zyskiwały nowe motywy oraz zakończenia.

W bardziej współczesnych czasach praktyki zmieniania pierwotnej historii zaczął stosować Disney, ale kolos nie poprzestał na baśniach i legendach, a wziął się także za klasyczne utwory, których autorstwo nie stanowiło tajemnicy. Ot, choćby zmodyfikował Dzwonnika z Notre Dame. Kraina Lodu również mocno inspiruje się literacką baśnią Andersena pod tytułem Królowa śniegu, choć poza drobnymi elementami nie ma z pierwowzorem nic wspólnego.

Aluzje do Disneya nie są przypadkowe, bo o ile kiedyś wytwórnia brała większą część swoich animowanych historii z oryginałów znajdujących się w domenie publicznej, tak teraz stawia za cel stworzenie aktorskich i współczesnych wersji tych klasycznych animacji. Wychodzi to Disneyowi bardzo nierówno, wręcz gorzej aniżeli lepiej. Czasami readaptacjom obrywa się za zbyt duże zmiany (Mulan), a czasami za to, że stanowią niemalże kalkę starych produkcji (Król lew).

Guillermo del Toro postanowił pójść w dość specyficznym kierunku, którego efekt jest bardzo intrygujący. Pozostawił pewne znane z książki Carla Collodiego motywy takie jak choćby mówiący świerszcz czy zły lalkarz chcący wzbogacić się na żywej marionetce. Jednak poza tymi motywami zawarł wiele nowych, rezygnując choćby z postaci Kota i Lisa. Wprowadzono za to samego Benito Mussoliniego, który nie grzeszy wzrostem, co oczywiście zostało w pełni umyślnie wykorzystane do wyśmiania jego osoby.

O ile Disney starał się nie zawierać w swych produkcjach pewnej stylistyki czy symboliki, tak w animacji del Toro takie granice nie zostają postawione, co jest według mnie ewidentnym plusem tego dzieła. Disney bardzo mocno stroni od dobitnego ukazywania symboli religijnych czy ideologicznych. Rzecz jasna, nie oznacza to, iż w ogóle ich nie używa, ale stara się ograniczać ich eksponowanie. Najtrudniej chyba było zastosować ten zabieg w Dzwonniku z Notre Dame, ponieważ samo miejsce akcji było ściśle powiązane z miejscem kultu chrześcijańskiego. Mimo to sferę sacrum zmniejszono do minimum, a sam Klaudiusz Frollo nie piastował urzędu typowo kościelnego.

W netflixowej readaptacji Pinokia (i tu już właściwie odpowiedziałem na pytanie w nagłówku) twórcy nie uciekają od nazywania pewnych zjawisk po imieniu. W lokalnej społeczności włoskiego miasteczka jedno z najważniejszych miejsc stanowi kościół. Geppetto jako snycerz obliguje się do stworzenia Jezusa na drewnianym krzyżu, którego umieszcza nad ołtarzem.

Pojawia się także postać burmistrza będącego wielkim fanatykiem idei faszystowskiej, a także – jak wcześniej już opisałem – znany włoski dyktator. I każdego nazywa się tu po imieniu. Nie zastępuje się symboli w taki sposób, aby widz mógł snuć jedynie domysły o kim mowa. Wpisuje się to jak najbardziej w miejscami mroczną konwencję dzieła.

Guillermo del Toro: Pinokio. Faszyzm, śmierć i nauka ojcostwa.

Wspomniałem już kilka razy o faszyzmie, więc pociągnijmy ten temat dalej. Guillermo del Toro w całej swojej karierze reżyserskiej często sięgał po tematykę wojenną, ukazując jej okrucieństwo, ale i czyniąc świadkami niegodziwości dzieci. Jednym z ważniejszych obrazów przez niego nakręconych i wpisujących się w ten standard jest Kręgosłup diabła z 2001 roku, w którym chłopiec o imieniu Carlos razem z innymi wychowankami domu dziecka wciągnięty zostaje w realia hiszpańskiej wojny domowej. W wyniku odizolowania od świata i surowych warunków bytowych chłopcy muszą przeżyć prawdziwe piekło zgotowane im przez dorosłych.

W Labiryncie fauna (2006) akcja osadzona zostaje w 1944 roku, a główna bohaterka, małoletnia Ofelia, bezpośrednio spotyka się z nazistowskim fanatyzmem swojego ojczyma. W filmie tym ponownie dziecko jest zmuszone zetknąć się z surową rzeczywistością, którą fundują mu dorośli i w której wojskowa dyscyplina jest ważniejsza niż dzieciństwo.

I również taki zabieg widzimy w przypadku Pinokia, którego burmistrz zamiast jako chłopca postrzega jako broń mogącą dać faszystom przewagę. Ponadto rządzący miasteczkiem posiada syna, któremu wytyka wszelkie wady, postrzegając go jako słabeusza, co ostatecznie zadziała na jego niekorzyść. Ogarnięci własną niszczycielską ideologią dorośli chcą, aby ich potomstwo niczym kukiełki tańczyło wedle zagranej przez nich muzyki.

Animacja Netflixa pokazuje też oswajanie się ze śmiercią i to na wielu płaszczyznach. Pinokio jako wynik złamania pewnej odwiecznej reguły świata pozamaterialnego nie posiada wyłącznie jednej klepsydry przeliczającej jego piasku życia. Może umierać wiele razy, jednak jego przyjaciele i najbliżsi takiej mocy już nie posiadają. Dla nich ustanie akcji serca to po prostu koniec.

Ciekawym wątkiem autorskim jest wplecenie w prolog historii nazwanej na cześć autora pierwowzoru postaci syna Geppetta. Carlo jest dla snycerza całym światem, lecz ginie na skutek działań wojennych (w tym wypadku podczas I wojny światowej). Jego śmierć powoduje, że z pracowitego i poważanego mieszkańca Geppetto staje się alkoholikiem, na którym nikt nie może polegać.

W tym momencie wkracza wątek ojcowskiej miłości i tego, że nie jest ona wcale prosta. Cały morał pierwotnej opowieści zostaje odwrócony, bo o ile tam Pinokio uczył się, jak wyzbyć się samolubnego myślenia i słuchać rodziców, tak u del Toro to Geppetto postawiony zostaje przed próbą pokochania Pinokia. Geppetto wcale nie modlił się szczerze do spadającej gwiazdy, aby ta spełniła jego życzenie – stworzenie kukiełki podyktowane zostało pijackim upojeniem. I gdy staruszek się obudził, nie był nawet w stanie przypomnieć sobie, że w istocie zażyczył sobie żywego chłopca z drewna.

Czytaj także:

Geppetto stara się obdarzyć Pinokia uczuciem miłości, ale napotyka na stale powtarzającą się barierę – porównywanie do Carla. Pajacyk śpi w jego łóżeczku, otrzymuje jego podręcznik i ma pomagać mu w wykonaniu kościelnego krzyża tak, jak czynił to pierworodny syn. Problem polega na tym, że Pinokio nie jest i nigdy nie stanie się Carlem. Późniejsza podróż Geppetta, by odzyskać syna, podyktowana jest nie wybaczeniem mu win, a próbą zrehabilitowania samego siebie.

Na tym etapie myślę, że mogę zakończyć swoją recenzję, choć mógłbym jeszcze dodać, że każda animacja wykonana poklatkowo zawsze będzie mieć u mnie większe względy niż ta w pełni stworzona w technologii trójwymiarowej. Zawiera się w takim stylu coś surrealistycznego. Jednocześnie obecnie rzadko stawia się na taki styl wykonania filmu ze względu na duże koszty produkcji. Gorąco polecam film każdemu, kto chciałby obejrzeć coś, co z pozoru zna, lecz kto spodziewa się zarazem zupełnie nowych doznań, tak wizualnych jak i interpretacyjnych.

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze