czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaPolitykaRazem gotowi na jutro. Polska (jeszcze?) niegotowa na Razem

Razem gotowi na jutro. Polska (jeszcze?) niegotowa na Razem

Przez jednych uważana jest za skrajną, wręcz bolszewicką lewicę, przez innych za zbiór aktywistów, którzy nie odnajdują się w dużej polityce. Partia Razem tymczasem pokazuje po raz kolejny, że mimo poparcia na granicy błędu statystycznego, wnosi do polskiej polityki całkiem sporo.

Partia Razem nie ma wysokiego poparcia, ale obierany przez nią kurs jest często punktem odniesienia dla innych ugrupowań (fot. youtube)

Partia Razem, która istnieje na polskiej scenie politycznej od 2015 roku, chce wykonać kolejny krok w swoim rozwoju. Po powstaniu i zyskaniu statusu „kanapowej” lewicy (czy też „trojańskiego konia Kaczyńskiego” – zepchnięcie pod próg Zjednoczonej Lewicy, co dało PiS bezwzględną większość), poprzez decyzję o wejście w koalicję z Wiosną i SLD i zdobywanie pierwszych sejmowych szlifów, politycy Razem deklarują gotowość do (współ)rządzenia.

Konwencja „Gotowi na jutro” partii Razem

I choć w ustach liderów ugrupowania, którego poparcie wciąż oscyluje w granicach błędu statystycznego, brzmi to buńczucznie, Razem nie powinno być lekceważone. Partia, jako osobny podmiot w koalicji Lewica Razem dysponuje niewielką częścią z 11,5 mln zł subwencji, jaką ten komitet otrzymuje z budżetu państwa w trwającej kadencji Sejmu. Za te pieniądze „Razemki” zorganizowały w Warszawie dwudniową konwencję (sobota-niedziela) pod hasłem „Gotowi na jutro”, na której padły propozycje programowe.

Skrócenie tygodnia pracy z 40 do 35 godzin to najszerzej komentowany postulat, który trafił do mainstreamowych mediów. TVN24 zaprosiło członka zarządu Razem, Bartosza Grucelę, który zapowiedział przygotowanie projektu ustawy na ten temat do końca wakacji. W programie „Tak jest” siedział koło niego Ryszard Petru, który z jednej strony na propozycję się oburzał, a z drugiej twierdził, że „kodeks pracy nie ma nic do tego, jak ludzie pracują. Przecież ludzie pracują, jak chcą”.

I choć były lider Nowoczesnej lubi się przejęzyczyć, to tym razem powiedział dokładnie to, co chciał. Bo on sam pewnie nigdy kodeksem pracy nigdy się nie przejmował: najpierw jako asystent Leszka Balcerowicza chciał pracować dużo, później również, choć już nie musiał. Opowieści o ludziach, którzy muszą rezygnować z życia rodzinnego, by zarobić na czynsz, rachunki i zaspokojenie potrzeb egzystencjonalnych to dla Petru i ludzi jego pokroju bajki o żelaznym wilku.

Razem ma pomysł na rynek pracy i nieruchomości

– Przyszłość to praca mądrze zarządzana, a nie orka od świtu do zmierzchu. Niestety, dzisiaj w Polsce pracujemy niemal najdłużej w Europie, a ludzie, żeby godnie zarobić, biorą nadgodziny. To chory system, który trzeba zreformować. Uważamy, że przyszły rząd powinien skrócić w Polsce czas pracy – mówił na konwencji Adrian Zandberg. Przewodniczący Razem już od miesięcy toczy zresztą dysputy o tym (słynne polemiki z tatą Maty), że kult harówki to coś, z czym trzeba jak najszybciej skończyć.

Liberalne media reagują na te propozycje z grymasem albo politowaniem. We wspomnianym programie w TVN24 na żółtej belce pojawił się napis sugerujący, że Razem chce 4-dniowego tygodnia pracy, a publicyści „Gazety Wyborczej” wypominali posłom, że sami pracują dłużej niż 8 godzin. Faktycznie, hipokryci. Ciekawe, jak zaliczyć politykom Razem godziny spędzone wspólnie ze strajkującymi pracownikami Solarisa?

Co ciekawe, uśmiechy politowania i grymasy niezadowolenia liberałów wynikające z tego, że Razem i reszta lewicy jakoś nie chcą bezwarunkowo złożyć hołdu lennego przed Donaldem Tuskiem i ruszyć przeciwko PiS-owi w świętej wojnie o demokrację i praworządność, na moment ustąpiły wczoraj zmieszaniu. Powód? Tusk w ostatnich godzinach na jednym z przedwyborczych spotkań ponownie mówił do elektoratu językiem Lewicy, że „mieszkanie jest prawem, a nie towarem”. Ultrasi PO są w szoku.

Razem chce wyższych podatków dla gigantów

300 tys. mieszkań socjalnych w ciągu 5 lat – to odpowiedź Razem na klęskę, do której przyznaje się nawet Jarosław Kaczyński – mowa o programie Mieszkanie+. Na konwencji padła też propozycja wprowadzenia podatku katastralnego – który ograniczy zyski osób i podmiotów posiadających więcej niż jedno mieszkanie. By zażegnać kryzys na rynku nieruchomości, politycy Razem chcą też zamrożenia wskaźnika WIBOR, który wpływa na dramatyczny wzrost rat kredytów mieszkaniowych.

Nie tylko banki, deweloperzy, ale i wielkie korporacje miałyby płacić większe podatki w Polsce, którą (współ)rządziłoby Razem. Choć PiS ustami premiera Morawieckiego jak mantrę powtarza, że Polska musi wyjść z pułapki średniego rozwoju, to blokując podatek dla wielkich korporacji pokazuje, że bliżej mu jednak do filozofii „zapierdalania za miskę ryżu”. Razem deklaruje też walkę z monopolami i oligopolami na rynkach podstawowych produktów i usług (paliwa, nieruchomości).

Partia chce walczyć też z wykluczeniem komunikacyjnym – postuluje powstanie przystanku autobusowego w każdej wsi i stały rozkład jazdy z autobusami minimum co 2h. Jeden bilet na cały transport publiczny miałby być dostępny w jednej aplikacji, z tą samą ulgą. Nad wdrożeniem tych reform miałoby czuwać zreaktywowane Ministerstwo Transportu. Więcej połączeń do miast powiatowych, skąd dojedzie się koleją do stolic województw – to wolność w rozumieniu Razem, a nie wymóg posiadania auta.

Razem proponuje nową politykę, Polacy na razie wolą starą

Walka z kryzysem klimatycznym przez miks atomu i energii odnawialnej, stawianie naukę i nowe technologie zamiast na węgiel – to ścieżka, którą Polska powinna obrać już dawno temu, ale wciąż nie jest w stanie. Razem bodaj najgłośniej w Polsce mówi o atomie, co nie jest tak oczywiste w przypadku innych lewicowych ugrupowań w Europie. Ideologiczna lewackość, którą zarzucają inne ugrupowania, w trakcie kongresu sprowadziła się do wciąż budzącego w Polsce kontrowersje prawa do aborcji.

Wciąż, chociaż w innych krajach problem ten (jak i wiele innych) został rozwiązany kilka-kilkanaście lat temu. A Polska dalej tkwi w sporze z roku 2005, który sprowadza się do prostego podziału: Polska Tuska albo Polska Kaczyńskiego. Między innymi na to zwracała uwagę Magda Biejat, która dziwiła się, że przez media i innych polityków jest uznawana za przedstawicielkę młodego pokolenia. – Proszę państwa, ja mam 40 lat i całkiem duże dzieci. Problemem jest to, że w Sejmie dominuje pokolenie dziadków.

Polecamy:

I choć na TrueStory daleko nam do ejdżyzmu, to w tak dynamicznych czasach, jakie mamy teraz, gerontokracji się trochę boimy. Nie lubimy też mediów, które ten ustrój umacniają, karmiąc się wojną między bojówkarzami Kaczora i Donalda. Będziemy się więc starali informować jak najczęściej o merytorycznych propozycjach i działaniach posłów chodzących w brudnych trampkach czy z wiecznie podciągniętymi rękawami koszuli. 

Posłowie Lewicy podobno narzekają, że szef partii Włodzimierz Czarzasty w sprawach programowych za bardzo słucha Adriana Zandberga i Marceliny Zawiszy z Razem. Co by nie mówić o sprawiającym wrażenie dobrotliwego wuja wielbicielu sweterków w serek, politycznego zmysłu przetrwania mogą mu pozazdrościć niemal wszyscy. A skoro Czarzasty słucha Razemków, kto warto, żeby inni też ich posłuchali.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze