piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaPolitykaLewica może dużo, ale powinna zmienić lidera

Lewica może dużo, ale powinna zmienić lidera

Nowa Lewica sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie wyciągnęła wniosków z porażki Roberta Biedronia w wyborach prezydenckich. Polityk wciąż udowadnia, że może i jest świetnym happenerem, ale niekoniecznie liderem.

Michał Wiśniewski. To nawet nie jest on (fot. Instagram/Robert Biedroń)

Zacznę od tego, że jestem tym naiwniakiem, który w sukces Wiosny wierzył. Uważałem, że Kościół Katolicki ma tak fatalną koniunkturę (skandale pedofilskie, film Sekielskich, „Kler”), że na polskiej scenie politycznej znajdzie się miejsce dla antyklerykalnego ugrupowania, które osiągnie jakieś 10 proc. poparcia. Tak jak kilka lat wcześniej zrobił to Palikot. Od początku było jasne, że samodzielna egzystencja takiej formacji będzie trudna i najlepiej zrobi jej sojusz z SLD. Wówczas opozycja mogłaby brać PiS w kleszcze, posiadając zarówno centrową (Platforma i PSL) i lewicową ofertę. To ostatnie zresztą prawie się ziściło.

Ten małomiasteczkowy styl

Czym przekonywał mnie Biedroń? Polityk doskonale rozumiał media społecznościowe. Już w 2014 roku założył swój profil na Instagramie, na którym dzielił się z fanami kulisami sprawowania urzędu prezydenta Słupska. Przyniosło mu to (no dobrze, pompowanie balonika przez „Gazetę Wyborczą” też było nie bez znaczenia) wielu obserwujących i ogólnopolską rozpoznawalność. I to w momencie, gdy Andrzej Duda co najwyżej wrzucał do sieci fotki zrobione przez partyjnego fotografa. W tym czasie Biedroń chodził do telewizji, bawił się z psem, biegał po boisku i gotował z Magdą Gessler – słowem, robił wszystko, co powinien robić szanujący się celebryta.

Drugiego argumentu „za” Biedroniem dostarczał Słupsk. Uważałem, że skoro polityk wygrał tam, to może wygrać wszędzie. Biedroń z powodzeniem mógłby wcielać się w rolę „ulubionego wnuczka”, pod warunkiem, że do starszego elektoratu kierowałby przekaz dotyczący emerytury gwarantowanej i autobusu w każdej gminie. Niestety, tak się nie stało.

Włodzimierz Czarzasty potrzebuje Roberta Biedronia w Nowej Lewicy (fot. Instagram/Robert Biedroń)

Motyl, paw i ratlerek

Z badań IBRiS przeprowadzonych w listopadzie 2019 roku (a więc zanim Lewica wybrała kandydata na prezydenta) wynikało, że to właśnie z tymi trzema zwierzętami Biedroń kojarzy się wyborcom. Gołym okiem widać, że odpowiedzi podszyte są homofobią, ale zastanawiam się, w jakim stopniu na swój niepoważny wizerunek Biedroń zapracował sobie sam.

Podjęta w czerwcu 2019 roku decyzja o wyjeździe polityka do Brukseli na pewno nie pomogła. Początkowo plan był taki, że Biedroń szybko zrzeknie się mandatu i wystartuje w wyborach do Sejmu. Wówczas eurodeputowaną zostałaby prof. Monika Płatek, a nie – jak zakładano w Wiośnie – Joanna Scheuring-Wielgus. Okazało się, że albo partia nie ufa Płatek (to czemu w takim razie wciągała ją na listę?) albo Biedroń nie umie zrezygnować z 6700 euro miesięcznie. Jedno i drugie wyglądało słabo.

Jeszcze gorzej wypadła kampania prezydencka, po której polityk otrzymał oszałamiający wynik 2,22 proc. Wówczas działacze Lewicy mówili, że był to de facto plebiscyt „za lub przeciw” prezydenturze Dudy i w związku z tym jego największy kontrkandydat – Rafał Trzaskowski – zgarniał dodatkową pulę głosów. Ok, ale jeśli to prawda, to dlaczego tak świetnie poszło wtedy Szymonowi Hołowni?

Performer, ale nie lider

Szybko okazało się, że jakiekolwiek rozliczenia mogłyby ugodzić w kongres zjednoczeniowy lewicy. Oczko w głowie Włodzimierza Czarzastego, dzięki któremu ten miłośnik kolorowych swetrów wreszcie zyskałby formację, nad którą miałby pełne panowanie. A zjednoczenie bez Biedronia nie było możliwe. To jednak już się dokonało. Sondaże pokazują, że młodzi mają najbardziej lewicowe poglądy od lat, a cała formacja mogłaby liczyć (zakładając głosy „chłodnych” sympatyków) nawet na 20 proc. poparcia. Co w takim razie nie działa? I czy wizerunek Biedronia zamiast partii pomagać, nie zaczyna czasem jej ciążyć?

Czytaj też:

Na elementarny brak powagi u kandydata zwracali uwagę nie tylko respondenci pytani przez IBRiS ale też starsi działacze SLD, z którymi rozmawiałem na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Ich głosu nie powinno się lekceważyć. W końcu demografia jest w Polsce nieubłagana, a głosy młodych raczej do wyborczej wiktorii nie wystarczą. Biedroniowi wypominało się, że przefarbował sobie włosy na czerwono, czym upodobnił się do Michała Wiśniewskiego; że przed laty wziął udział w programie Killerskie Karaoke, w którym śpiewał piosenkę Britney Spears „Oops I did it again”. (dodajmy, że śpiewając polityk chodził boso po brudnych pieluchach); że gdy wybuchła pandemia koronawirusa żartował, że to dobry moment by polecieć na wycieczkę last minute do Chin, a teraz żartuje z wysokich cen benzyny udając że polewa się nią niczym najdroższymi perfumami. Nawet jeśli to ostatnie prywatnie trochę mnie bawi, to nie sądzę żeby w ten sposób dało się zbudować wizerunek lidera porywającego miliony.

Biedroń w swoich zagrywkach jest bardziej performerem niż liderem. Przykuje uwagę, rozbawi, wywoła dyskusję, ale niekoniecznie skłoni do oddania na siebie głosu. I to chyba największy obecnie problem Lewicy. Partia mająca taką twarz nie potrafi przekonać wyborców, że przeprowadzi ich suchą nogą przez kryzys rozciągający się od epidemii po galopującą inflację. Żarty, które każdego dnia nagrodzilibyśmy burzą oklasków w redakcji TrueStory, niekoniecznie działają w przypadku kogoś, kto jeszcze przed chwilą ubiegał się o najwyższy urząd w państwie.

Polecamy:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze