poniedziałek, 5 grudnia, 2022
Strona głównaPolitykaDoradca prezydenta się zagalopował. Niebezpieczne słowa o unii z Ukrainą

Doradca prezydenta się zagalopował. Niebezpieczne słowa o unii z Ukrainą

Andrzej Zybertowicz uwielbia mówić, być słuchany i bawić się emocjami swojego rozmówcy. I choć pewnie pozwala mu to brylować w gronie znajomych, niekoniecznie sprawdza się w roli prezydenckiego doradcy. Jedno zdanie za dużo wypowiedziane w wywiadzie może wywołać spory zgrzyt w relacjach z Ukrainą.

Wołodymyr Zełenski często rozmawia z Andrzejem Dudą. W trakcie kolejnej rozmowy będzie mógł zapytać: o co chodziło twojemu doradcy (fot. president.pl/youtube)

„Gazeta Pomorska” to jedna z najmocniejszych marek na rynku gazet regionalnych. W przejętej przez Orlen – wzorem orbanowskich Węgier – Polska Press Grupie tytuł zbytnio się nie wyróżnia. Pod informacjami o wyścigach żużlowych, zjeździe Bożen w Bożenkowie i lisie z kartonem na głowie, znajdziemy wywiad z Andrzejem Zybertowiczem. Doradca prezydenta rozmawiał z dziennikarzem „Pomorskiej” we wtorek, ale tekst ukazał się dopiero w sobotę.

Andrzej Zybertowicz o unii polsko-ukraińskiej

Andrzej Zybertowicz czasu na autoryzację miał więc aż nadto, ale nie zdecydował się na wyrzucenie z rozmowy newralgicznego fragmentu. Wśród rozważań o roli Polski w konflikcie między Rosją a Ukrainą i zmianie układu sił w Europie, prezydencki doradca wypowiedział takie, niewinne z pozoru słowa: 

– Zastanawiam się, czy koncepcja jakiejś unii polsko-ukraińskiej albo Rzeczypospolitej wielu narodów nie mogłaby być wspaniałą przygodą dla pokolenia młodych ludzi. To jest wyzwanie o wiele ambitniejsze niż włączenie się Polski do przecież już gotowych organizmów, jakim jest NATO i Unia. Mamy szansę zbudować nową płaszczyznę integracji, wykorzystać to, czego się nauczyliśmy z integracji europejskiej dla integracji wschodnioeuropejskiej, bez tamtych błędów, innymi ścieżkami, uwzględniającą naszą regionalną specyfikę.

Taki ciekawy wywiad, a tak słabo wyeksponowany

Oczywiście, to tylko luźne rozważania, ale warto uświadomić sobie, jak odebrane mogą zostać te słowa jednego z najbliższych doradców prezydenta Polski. W momencie, kiedy dziesiątki Ukraińców codziennie ginie w obronie swojego kraju przed imperializmem Rosji, Zybertowicz dzieli się wizjami niczym z mokrego snu o potędze, śnionego przez młodych polskich konserwatystów. Widać tak spodobało mu się przebywanie w orbicie istotnych światowych procesów, że postanowił pójść o krok dalej.

Ukraina nie chce ingerencji w jej suwerenność

Owszem, sami na TrueStory pisaliśmy o tym, że Polska powinna wykorzystać historyczną szansę i możliwy upadek regionalnego znaczenia Rosji, ale podobne słowa w odniesieniu wyłącznie do Ukrainy, padające z ust prezydenckiego doradcy, to spora niefrasobliwość i nieodpowiedzialność. Białoruska i rosyjska propaganda nie ustają w wysysaniu z brudnego palucha rewelacji o tym, że Polacy chcą zająć część Ukrainy, a tego typy wypowiedzi do dla nich woda na młyn.

Od prezydenckiego doradcy należy też wymagać, by wiedział, jak wrażliwa na punkcie swojej suwerenności i integralności terytorialnej jest Ukraina, szczególnie wobec przedłużającego się konfliktu. W sytuacji, gdy europejskie społeczeństwa, a wraz z nimi i politycy coraz głośniej mówią o ustępstwach na rzecz Putina, by jak najszybciej zakończyć wojnę, Ukraińcy są gotowi ponieść najwyższą ofiarę (a nie tylko droższe paliwo), byleby nie dawać za wygraną.

Jarosław Kaczyński nawet nie ukrywał, że uraził go fakt, że jego pokojowa propozycja dla Ukrainy nie została rozważona

Podobnie rzecz miała się z sugestiami Jarosława Kaczyńskiego, by na terenie Ukrainy zorganizować pokojową misję NATO. Choć szef PiS wraz z premierami Polski, Czech i Słowenii okazał ważne wsparcie, pojawiając się już w marcu w Kijowie, to jego propozycja wywołała konsternację. – Nie do końca ją rozumiem. Tłumaczyłem polskim kolegom, że nie potrzebujemy zamrożonego na lata konfliktu – mówił później o tej propozycji Wołodymyr Zełenski.

To nie czas na dzielenie się ze światem snami o potędze

Podobne zamieszanie w kwietniu wywołał tekst, który upubliczniono na kanałach społecznościowych Visegrad24. Obrazowała go mapa państwa składającego się z połączonej z Ukrainą Polski, ze stolicą we Lwowie. Artykuł sugerował, że czołowi politycy ze wszystkich opcji politycznych (w tym Władysław Kosiniak-Kamysz czy Jarosław Gowin) opowiadają się za unią Polski z Ukrainą. Informacja okazała się wielokrotnym nadużyciem, co udowodnili dziennikarze serwisu konkret24.pl.

Zybertowicza wziął już w obronę – na razie tylko na Twitterze, ale sprawa może zdominować medialny przekaz na początku tygodnia – prorządowy propagandysta. Petros Tovmasyan stwierdził, że Polska i Ukraina dłużej były jednym państwem niż osobno, więc w sumie to obecny stan jest anomalią. To oczywiście bzdura, bo w czasach, kiedy w granicach Rzeczpospolitej znajdowały się tereny obecnej Ukrainy, jej tożsamość narodowa – a co dopiero państwowość – dopiero się kształtowały.

Polecamy:

„Jeśli ktoś poważnie myśli, że rozłam między rządem i opozycją można scalić projektem przekształcenia Kijowa w warszawską Bratysławę (bo można być cholernie pewnym, że odwrotnie nie będzie), to mam mu do sprzedania most” – napisał na Twitterze wykładający na Uniwersytecie SWPS brytyjski naukowiec Ben Stanley. Polska młodzież marzy o wasalizacji Ukrainy, bo to zjednoczy klasę polityczną w kraju? Powtórzmy raz jeszcze: konkluzja godna prezydenckiego doradcy.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze