sobota, 10 grudnia, 2022
Strona głównaSzkołaNowatorstwo stania w miejscu, czyli Przemysław Czarnek i jego pomysły

Nowatorstwo stania w miejscu, czyli Przemysław Czarnek i jego pomysły

Od dłuższego czasu polska edukacja żyje pomysłami Przemysława Czarnka. I choć brakuje im nieraz medialnego rozgłosu, jaki towarzyszy fikołkom i michałkom w wykonaniu Barbary Nowak, to są one bez porównania bardziej istotne. Wiele z jego pomysłów spotyka jednak całkiem podobny los.

Przemysław Czarnek ma wiele pomysłów, ale przeważnie spotyka je ten sam los (fot. Flickr/Twitter)

Zaczyna się od propozycji. To musi być coś radykalnego. Albo przynajmniej coś, co jako radykalne zostanie odebrane. Przyjrzyjmy się pomysłom dotyczącym czasu pracy i wynagrodzenia nauczyciela.

Propozycje mocne i nieprzemyślane

Dorzućmy nauczycielom cztery godziny do pensum? Za mało! Postraszymy ich jeszcze ośmioma godzinami do dyspozycji uczniów i rodziców? Brzmi lepiej. Na drugiej szalce położymy podwyżki. Niech poczują, kto jest panem smutku i nagrody. Jeśli będą się rzucać niczym ryba w sieci, to przypomni się, że przecież normalny etat wynosi czterdzieści godzin, a taki pedagog to osiemnaście i jeszcze ma tyle wolnego — te wakacje i święta. No raj!

Nauczyciele mogliby wyjaśnić, że to nieprawda, że ich etat — zgodnie z przepisami — wynosi czterdzieści godzin, że wakacje nie oznaczają dla nich dwóch miesięcy wypoczynku i tak dalej i tak dalej. Ale kto chciałby słuchać?

Podobnie sprawa ma się z tak zwanym #LexCzarnek. Naprawdę mocna propozycja. Taka, która poruszyła nie tylko nauczycieli. Cóż, można było odnieść wrażenie, że Ministerstwo Edukacji chciało zmienić się w Najwyższą Izbę Edukacyjnej Kontroli albo Szkolne Dzielę i Rządzę:

  • nauczyciel lub dyrektor do zwolnienia, jeśli nie wprowadzi szybciutko zaleceń po kontroli kuratorium; 
  • zajęcia dodatkowe tylko za zgodą kuratora;
  • przekazywanie do ZUS-u wrażliwych danych dotyczących chorób nauczycieli/ek.

Czy są to pomysły możliwe do realizacji? W obecnej sytuacji wątpliwe.

Śledzenie losów projektu

Im bardziej niemożliwe do realizacji, tym większa medialna zadyma im towarzyszy. Przemysław Czarnek dzięki swoim absurdom codziennym stał się niewątpliwie jednym z najbardziej rozpoznawalnym ministrów edukacji. Ze sławą nie idzie jednak w parze społeczne poparcie. No, przynajmniej nie poparcie nauczycieli. Ich zdanie — choć zawodowo zajmują się edukacją — wydaje się nie być brane przez ministra pod uwagę.

Za to codziennie możemy przeczytać o losach ustaw, projektów, wymysłów i wynaturzeń. Czy prezydent podpisze? Czy w senacie przegłosują? Co z losem poprawek? Czy nauczyciele dostaną podwyżki (wszyscy bardziej wierzyli w podwyższenie pensum niż pensji)? I czy będzie kto miał uczyć w szkołach, skoro słyszy się nawet, że zaczyna brakować nie tylko przedmiotowców, ale nawet dyrektorów?

Dyskusja trwa w najlepsze. Trudno się zdecydować, czy nadal chodzi w tym wszystkim o edukację, czy tylko o igrzyska.

Wszystko zostaje po staremu. Niech się cieszą

Nauczyciele drżą, myśląc o ewentualnych zmianach. Drżą głównie z niepewności i irytacji. Zdziwienie wydaje się ich powoli opuszczać. Zastępuje je czasami ciekawość; o jakim szaleństwie usłyszymy dzisiaj?

Dzisiaj usłyszymy o tym, że zostanie mniej więcej tak, jak jest. I powinniśmy się z tego cieszyć. Nauczyciele mają się cieszyć, że nie podniesie się im pensum. To, że jednocześnie nie będzie podwyżek, to inna sprawa. Przecież właśnie dlatego ich nie dostaną, bo środowiska nauczycielskie nie zgodziły się na zmiany. Minister umywa ręce. Poza tym coś tam dostali. W niektórych przypadkach to prawie dwie stówki. Zeżre je inflacja. I nawet nie się nie naje.

Tak to będą widzieć media. Te, które połączą kropki, zrozumieją, dlaczego pojawiają się problemy z kadrą w szkołach. Inne dalej będą wytaczać działa przeciwko… w sumie przeciwko komu? Nauczyciel może zmienić zawód, ale nie każdy rodzic zdecyduje się na edukację domową.

Ani kroku dalej!

Czy podobnie będzie z odrzuceniem #LexCzarnek? Nie zdziwię się. Niektórzy się chętnie podpiszą pod tym sukcesem. Udało się nie dopuścić do nowelizacji. A że przy okazji niczego nie znowelizowano, tylko jest po staremu? Nieważne. W końcu możemy nadal wierzyć, że kiedyś to… Oj, kiedyś to było!

Polecamy:

Coraz częściej przychodzi nam się cieszyć w polskim szkolnictwie z tego, że stoimy w miejscu. Z tego, że tak skutecznie udaje nam się nie cofać. To, że za oknem szkoły widać ciekawszy dla ucznia świat, zdaje się nie do końca martwić zarządzających tym, co już tylko z nazwy jest edukacją. Pociąg odjeżdża, a my cieszymy się, że zostaliśmy na peronie. W końcu mogliśmy pojechać w złą stronę.

Czytaj też:

Michał Domagalski
Pisarz. Autor "Poza sezonem" (nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny) oraz "za lasem/". Publicysta. Sporadycznie nauczyciel.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze