niedziela, 23 czerwca, 2024
Strona głównaPieniądzeKulisy przejęcia Lotosu. "Dla Węgrów to świetny interes"

Kulisy przejęcia Lotosu. „Dla Węgrów to świetny interes”

To już pewne. Węgierski MOL odkupi od Orlenu część stacji Lotosu po fuzji obu firm, a gigant naftowy Saudi Aramco z Arabii Saudyjskiej. Po wpisie Donalda Tuska opinia publiczna skupiła się na wątku węgierskiej firmy, ale zagrożenia energetycznego dla Polski należy szukać gdzie indziej.

Daniel Obajtek i Viktor Orban pewnie nawet się nie znają, ale nie będziemy dawać na zdjęcie główne jakiejś nudnej rafinerii (fot. stocksnap/Flickr/Facebook)

Komisja Europejska postawiła twarde warunki. Przejęcie Lotosu ziści się tylko jeśli gdańska spółka pozbędzie się 30 proc. udziałów w rafinerii oraz 389 stacji, czyli aż 80 proc. całej swojej sieci. Wszystko po to, aby obronić konsumentów przed powstaniem monopolu, który mógłby skutecznie narzucać ceny paliw, nie licząc się z zasobnością portfela klientów. Biorąc jednak pod uwagę liczbę stacji, które Lotos musi oddać w obce ręce, zachodzi obawa, że cała operacja mija się z celem.

Po co Orlenowi Lotos?

Rządzący, mówiąc o fuzji, zasłaniają się synergią obu podmiotów, ale trzeba przyznać, że będzie ona mniejsza po tym, gdy Lotos zostanie solidnie okrojony. Minister Sasin dodaje do tego, że sytuacja, w której kapitał państwowy zarządza dwoma konkurującymi ze sobą spółkami z tego samego obszaru, jest niezdrowa. Dzięki połączeniu dublujących swoje kompetencje kadr, państwo zaoszczędzi. Czy to oznacza zwolnienia? Minister gorąco zaprzecza. Wciąż więc trudno powiedzieć, na czym ma polegać owa oszczędność.

Odpowiedź na pytanie, po co tak naprawdę PiS-owi jest ta fuzja, kryje się na Dalekim Wschodzie. Korea Południowa na całym świecie znana jest ze swojego Samsunga. Dobra kondycja firmy jest podporą państwowej gospodarki, a przy okazji świetnym miernikiem soft-power azjatyckiego państwa. Cały świat dzięki niej wie, że to, co koreańskie to nowoczesne i solidne.

W Polsce z nowymi technologiami jesteśmy na bakier. Na liście stu najbogatszych Polaków zasiada tylko kilku przedstawicieli tej branży. W większości jednak jest ona usiana nazwiskami związanymi z handlem i budowlanką. PiS chciałoby mieć swojego „Samsunga”, ale karty, które trzyma w ręku, pozwalają mu rozgrywać wyłącznie w energetyce.

PiS chce mieć „polskiego Samsunga”

W związku z tym Orlen zje najpierw Lotos, a potem z trudem przełknie PGNiG, tworząc multikoncern energetyczny. Nowy twór będzie mógł sobie pozwolić na kupowanie różnych stacji w Europie Środkowo-Wschodniej, a wizja przesuwania pionka po mapie Europy sprawia, że czerwienieją poliki każdego chłopca, który niegdyś był amatorem zabawy ołowianymi żołnierzykami.

Daniel Obajtek wie, jak grać na emocjach w Prawie i Sprawiedliwości. Zresztą, wcale nie jest tak, że w partii są wyłącznie zwolennicy fuzji. Obok etatowych przeciwników prezesa Orlenu (takich jak Mateusz Morawiecki) stoi Piotr Naimski, autor strategii energetycznej prawicy. Naimski to człowiek, który nie oddałby nawet guzika, a co dopiero 30 proc. Lotosu i rafinerie. Politykę energetyczną traktuje jako suitę w koncercie mocarstw. To zresztą on był orędownikiem budowy Baltic Pipe i pełnego uniezależnienia Polski od gazu płynącego z Rosji.

Aby uspokoić takich malkontentów jak Naimski, duet Sasin-Obajtek wymyślił, że Lotos sprzedadzą m.in. Węgrom. Tym samym pozbędą się problemu z Komisją Europejską i będą mogli dalej rysować swoje mocarstwowe plany. Na razie, głównie w Prawie i Sprawiedliwości. Pensje i premie, jakie firma będzie rozdawać po dokonaniu fuzji, będą tak wysokie, że nikt im tych zasług nie zapomni. Szczególnie, gdy przyjdzie do walki o schedę po Jarosławie Kaczyńskim.  

Co wiemy o Węgrach?

Orlen ujawnił, że stacje benzynowe sprzeda Węgrom z MOL-a, a rafinerie odda Saudom. Gdy plotki na ten temat eksplodowały w mediach, od razu pojawiły się głosy, że współpraca z MOL-em naraża nas na współpracę z Rosjanami.

W samym koncernie nie ma już oficjalnie Rosjan, choć swego czasu posiadali oni pakiet akcji. Weszli w jego posiadanie odkupując go od austriackiego OMV. Węgrzy bronili się wówczas mówiąc, że Surgutnieftiegaz ma nieprzejrzystą strukturę właścicielską. W rezultacie Surgutnieftiegaz nie miał swoich przedstawicieli w zarządzie i prawa głosu na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. W maju 2011 r. rząd węgierski kupił akcje rosyjskiego Surgutnieftiegazu, tym samym państwo węgierskie nabyło 21,2 proc. akcji MOL.

Czy to koniec historii o bohaterskich Madziarach, którzy obronili swoje narodowe interesy? Nie do końca. Węgry są coraz bardziej zależne energetycznie od Rosji. W październiku 2021 roku podpisali z rosyjskim Gazpromem nowy, 15-letni kontrakt na dostawy gazu. Rosjanie będą jedynymi dostawcami tego surowca na Węgry. Do tego dochodzi gigantyczna pożyczka, którą Budapeszt zaciągnął od Moskwy na budowę elektrowni atomowej. Z węgierskich mediów wiemy, że służby specjalne obu państw współpracują ze sobą.

Czy sprzedaż Lotosu Węgrom to zagrożenie?

Czy w takim razie możemy się obawiać, że sprzedaż interesu Węgrom to tak naprawdę okrężna ścieżka do portfela Rosjan? Choćby wpływ Kremla na spółkę MOL – pośredni lub bezpośredni – miał być znaczący, to pamiętajmy, że będzie ona posiadać jedynie stacje benzynowe Lotosu. Dużo większa władza trafia w ręce Saudów.

Polecamy:

To właśnie do nich trafią udziały w rafinerii. Ekspert z branży paliwowej, z którym rozmawialiśmy zdradzał, że zarówno dla Węgrów jak i dla Saudi Aramco, to świetny biznes, bo Lotos przynosi straty.

– Lotos przynosi ostatnio straty: jest klasyczną rafinerią, bez części petrochemicznej czy energetycznej. To zaś oznacza, że obcy nabywcy kupią 30 procent Lotosu i 300 stacji benzynowych w całej Polsce po cenie okazyjnej, odzwierciedlającej słabe wyniki finansowe firmy z Gdańska – słyszymy. Ekspert dodaje także, że Arabowie wcale nie są pewnym partnerem biznesowym. – Po pierwsze nie jest powiedziane, że rosyjskie macki nie sięgają do Saudi Aramco. Nie znamy pełnej struktury właścicielskiej tego podmiotu. Po drugie Rosjanie mogą poprosić o „zakręcanie kurka” podczas jakiś negocjacji z Arabią Saudyjską. Teraz będą mogli wywierać wpływ nie tylko na rurociąg Przyjaźń, lecz także na port naftowy w Gdańsku.

Czy w takim razie rafinerię należało oddać komuś innemu? – Teoretycznie bezpiecznym kupcem byłoby BP lub Skandynawowie, ale to spółki, które nie inwestują już w rafinerie, dobrze wiedzą, że czas paliw kopalnych nieodwracalnie mija – mówi nam na koniec specjalista, który ze względu na powiązania z Lotosem pragnie pozostać anonimowy.

Zobacz też:

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze