poniedziałek, 30 stycznia, 2023
Strona głównaPolitykaKryzys w Izbie Reprezentantów. Wszystko, co musisz wiedzieć

Kryzys w Izbie Reprezentantów. Wszystko, co musisz wiedzieć

We wtorek Izba Reprezentantów zebrała się, by wybrać nowego przewodniczącego i rozpocząć 118. kadencję. Po pięciu godzinach sporów i trzech turach głosowania obrady zakończyły się bez wskazania nowego spikera. Pomimo zebrania większości głosów republikanin Kevin McCarthy nie był w stanie zebrać większości konstytucyjnej, która pozwalałby mu objąć urząd. To pierwsza taka sytuacja od ponad stu lat.

Kevin McCarthy nie został wczoraj przewodniczącym Izby Reprezentantów (fot. Twitter)

Po jesiennych wyborach (tzw. midterms) izba niższa Kongresu trafiła w ręce republikanów. Ponieważ nie mają oni większości w Senacie, ani swoje prezydenta oznacza to raczej znikomy wpływ na legislację. Wszystko co mogliby teraz robić republikanie to więcej medialnego szumu wokół rzekomych przekrętów demokratów. Powoływanie nowych komisji śledczych i nagłaśnianie skandali mogłoby przynieść skutek i pozwolić wygrać wyścig o kolejną prezydenturę. Jak na razie jednak największą przeszkodę ku temu stanowią sami republikanie. Partia jest wewnętrznie tak mocno podzielona, że nie dała rady wybrać nawet przewodniczącego Izby, nie mówiąc o współdziałaniu na innych polach.

Izba Reprezentantów. Co wydarzyło się 3 stycznia?

Kandydatem  na przewodniczącego był Kevin McCarthy, 57-letni republikanin z Kalifornii zasiadający w Izbie od 2007 roku. Choć McCarthy już wcześniej piastował ważne stanowiska, zna polityczne realia i nie jest w partii anonimowy, to po prawej stronie wyrosła mu konkurencja. Co dla „umiarkowanych” republikanów najgorsze nie jest ona nawet liczna, a raczej zawzięta. Podczas gdy demokraci trzymali się razem i głosowali na swojego lidera, Hakeema Jeffriesa, republikańscy dysydenci podzielili swoje głosy. Dziesięciu głosowało na Andy’ego Biggsa, który startował jako przeciwnik McCarthy’ego w wewnętrznym głosowaniu konferencji GOP w listopadzie. Dziewięć rozrzuciło swoje głosy na takich kandydatów jak  Jim Jordan  i  Byron Donalds.

Jak więc widać buntownicy nie są spójni wewnętrznie. To co ich łączy to przede wszystkim przynależność do House Freedom Caucus, konserwatywnego koła, które chciałoby osłabić pozycję spikera, a więcej władzy oddać w ręce szeregowych parlamentarzystów. W ostatnich latach mówcy z obu partii centralizowali coraz więcej władzy w swoich rękach. Oznacza to, że reprezentanci mają mniejszą możliwość wprowadzania poprawek, większość kluczowych ustaw jest negocjowana przez liderów obu partii, a pod głosowanie poddawana jest garstka kompleksowych projektów, takich jak ustawa o wydatkach socjalnych na 2022 rok, którą demokraci nazwali Inflation Reduction Act. Tym samym szeregowi „posłowie” czują się zredukowani do roli maszynek podnoszących ręce zgodnie z wolą swoich liderów.

Co więcej, buntownicy chcieliby aby stanowisko spikera było kadencyjne, a tym samym żeby sami republikanie mogli za jakiś czas uznać, czy dalej chcą McCarty’ego czy potrzebują już kogoś innego. Ten pomysł być może byłby godny rozważenia, gdyby nie fakt, że członkowie House Freedom Caucus chcieliby aby do wotum nieufności dla spikera niepotrzebna była jakakolwiek większość. Wystarczyłoby, żeby jeden „poseł” wstał lewą nogą, aby zarządzić głosowanie i zdestabilizować działanie parlamentu.

Radykalne 2 proc.

Większość republikanów nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Stanowiący absolutną większość w partii zwolennicy McCarthy’ego mówią o terrorze radykalnych 2 proc. Sam McCarthy, mimo że nagle skupił na sobie uwagę mediów z całego świata nie wydaje się przerażony impasem. Jak przyznał po wczorajszych głosowaniach, nie będzie miał problemu jeśli „pójdzie na rekord” w liczbie nieudanych wyborów. Ten padł w 1856 roku, wówczas przewodniczącego Izby nie udało się wybrać podczas 133 głosowań. Gdyby ta sytuacja miała się powtórzyć legislatura w USA byłaby sparaliżowana na całe miesiące, a erozja między umiarkowanymi republikanami, a radykalnym skrzydłem tylko będzie się pogłębiać.

Przypomina to nieco sytuację w Polsce, gdzie kilkunastu ziobrystów szachuje kilkuset posłów PiS. Ciekawe jak Amerykanie poradzą sobie z problemem, którego nie rozwiązał sam Jarosław Kaczyński.

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze