piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaKultura„Gazeta Polska w Sieci”. Płynąć pod prąd głównego nurtu

„Gazeta Polska w Sieci”. Płynąć pod prąd głównego nurtu

„Gazeta Polska w Sieci” to - wbrew pierwszej myśli - nie medialny mariaż chorób Alzheimera i Parkinsona, jakim byłaby wspólna redakcja Tomasza Sakiewicza i braci Karnowskich. To projekt, którego autor ma ambicje i zasoby ku temu, by robić gazetę bez konieczności kompromisu z własnym sumieniem.

Adam Buła, były dziennikarz Polska Press Grupy robi gazetę w pojedynkę (fot. Gazeta Polska w Sieci/Facebook)

„Gazeta Polska w Sieci” to obywatelska, chwilowo jednoosobowa inicjatywa, tworzona w duchu „róbmy swoje”. A ja większość dorosłego życia robiłem porządne media – pisze we wstępniaku Adam Buła, dziennikarz, który przez ostatnie 15 lat pracował w zorlenizowanej niedawno Polska Press Grupie. „Przeciętnie na 2-3 etatach”, aż do zwolnienia za czasów nowej prezes wydawnictwa, Doroty Kani. Buła, jak sam enigmatycznie pisze, należy do „przeklętego plemienia ludzi, którym ta kobieta sporo zawdzięcza”.

„Gazeta Polska w Sieci”. Były dziennikarz Polska Press Grupy robi gazetę w pojedynkę

Kto lubi tego typu branżowe smaczki, ten nie powinien być zawiedziony zawartością gazety. Buła twierdzi, że w ujęciu ilościowym jest najbardziej przeklinanym redaktorem w historii prasy polskiej, a wynika to z ustalonej przez bawarską rodzinę Diekmanów struktury Polska Press Grupy, którą Buła i kilku innych doświadczonych redaktorów „z centrali” wcielali w życie w 21 gazetach regionalnych, wchodzących w skład wydawnictwa („Dziennik Zachodni”, „Głos Wielkopolski” czy „Gazeta Pomorska”).

I jak sam przyznaje, było to „przeoranie” od spodu ich organizacji. „Ale przez następnych kilkanaście lat nie został zwolniony żaden redaktor naczelny przejętych gazet” – dodaje autor, co ma być w domyśle dowodem na brak niepotrzebnych, odgórnych ingerencji. Z drugiej strony jest też dowodem na brak potrzebnych ingerencji i wizji rozwoju, na zabetonowanie ścieżek awansu. W doktrynie medialnego neokolonializmu póki coś jako tako działa (za małe pieniądze), to się tego nie rusza.

„Gazeta Polska w Sieci” liczy sześć stron, więc to ledwie gazetka, ale biorąc pod uwagę, że jest – jak podkreśla autor – dziełem redakcji tymczasowo jednoosobowej, i tak zapewnia sporo materiału do czytania. Zresztą powiedzmy sobie szczerze – kto ma dzisiaj czas i nawyk czytania ciurkiem, od deski do deski, kilkunastu dłuższych artykułów? Znajdziemy w niej sprawozdania i analizy z frontu mamienia Polaków oraz sylwetkę autora pokazaną przez pryzmat redakcji, w których pracował.

„Gazeta Polska w Sieci”. Krytyczny przegląd narracji i branżowe kąski

A trzy dekady w mediach wyrabiają system wczesnego ostrzegania przed partyjnym spinem, odporność na medialne przekazy i techniki manipulacji. „Krytyczny przegląd narracji” – jak brzmi podtytuł pisma – jest faktycznie krytyczny, ale i obiektywny. Przeczytajcie teksty z cyklu „Rejestr wątków” i spróbujcie odgadnąć, jakie są poglądy polityczne autora. Wywalili go niby z tego orlenowskiego biuletynu, ale coś późno… Jakieś typy?

Okładkowy tekst „Lejek prezesa” rozlał się aż na trzy strony, czyli – lekką ręką licząc – pół gazety, a tytułowy lejek, choć nieźle opisany i świetnie zobrazowany – finalnie nie został podpisany. Teksty, których fragmenty są porozrzucane w różnych miejscach gazety (paseczek na jednej stronie, kolumna na drugiej, a ilustracja jeszcze gdzie indziej) to zresztą zamysł, którego chyba nigdy nie zrozumiem i nie zaakceptuję.

Buła używa też kilku skrótów i zwrotów, które mogą być nieznane internaucie, który nie śledzi na bieżąco politycznej nawalanki (PJK, TT). Niektóre tematy mogą też wydawać się nieświeże. Czy w tak dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości wydawanie kilkustronicowej gazety raz w tygodniu ma rację bytu? Dlaczego nie portal? Czy to hobby? CV? Forma terapii? Jak przez 30 lat robiło się gazetę, to pewnie trudno przestać, gdy dalej jest się w stanie to robić.

Łysy z PPG płynie pod prąd głównego nurtu

Po co w ogóle na łamach TrueStory zajmujemy się projektem Buły? Bo cieszy nas, że są redakcje mniejsze od naszej. Poza tym dziennikarze to plotkarze, którzy z reguły uwielbiają obgadywać swoich kolegów. Kto poszedł do PR, kto „przepadł” w delegacji, kto chodzi na pasku polityka A, kto jest uległy politykowi B, kto zbluzgał przełożonego, albo przeleciał żonę szefa. Dziennikarstwo to zatem branża, która lubi zajmować się sama sobą. A my lubimy pisać bez ściemy.

Na TrueStory pisaliśmy o problemach prowadzącej „Stan po Burzy”, o imperium zła Tomasza Lisa i innych prominentnych despotów, którzy zawłaszczyli redakcje na kilka lat przed tym przed tym, kiedy pętla polityczno-ekonomicznych zależności mocno zacisnęła się na szyi ludzi tworzących „piątą kolumnę”. Niesmaczny flirt polityki i mediów zamienił się w gwałt, ku uciesze 3/4 społeczeństwa i ku niezadowoleniu 1/4, która jednak poza narzekaniem nie jest gotowa zrobić niemal nic, by tę sytuację zmienić.

W tym brutalnym świecie w rolę herosów/Don Kichotów próbują wcielać się skromni redaktorzy waszego ulubionego portalu. Ale – jak się okazuje – pod prąd głównego nurtu można również płynąć nie będąc głodnym sukcesu millenialsem. Poza wspomnianymi 15 latami w Polska Press Grupie, Buła drugie tyle spędził w uznanych redakcjach, kiedy dziennikarstwa w dziennikarstwie było nieco więcej. A skoro już o tym mowa, to z dziennikarskiej rzetelności wypada wspomnieć, że z Adamem w tejże PPG pracowałem.

Adam na mnie krzyczał, ale nie chcę się skarżyć

Pamiętam, jak wysłał mnie i kolegę do Sejmu, byśmy relacjonowali zaprzysiężenie obecnego prezydenta. Zrobiliśmy odprawę, każdy niby wiedział, co ma robić. Impreza powoli dobiegała końca, ja robiłem jakieś notatki, ale nie byłem pewien, w którym momencie i w jakiej formie mam wysłać tekst do redakcji. – Pojechałeś do pierdolonego Sejmu relacjonować pierdolone zaprzysiężenie pierdolonego prezydenta – usłyszałem przez telefon od zniecierpliwionego Adama.

Czy to był mobbing? Biorąc pod uwagę klimat, jaki obecnie panuje na rynku pracy, a na rynku medialnym w szczególności – mógłbym odpowiedzieć: oczywiście, że tak. Czy oskarżam Adama Bułę o mobbing? Absolutnie nie. Dzięki temu bodźcowi setki późniejszych zadań wykonałem dbając o to, bym dokładnie wiedział, w jaki sposób mają zostać wykonane.

Polecamy:

Ba, Adam Buła pojawił się już nawet na naszych łamach. /„Żarty żartami, ale jeśli Czarnek zacznie w Polsce budować elektrownie atomową, to ja z dziećmi stąd spierdalam. Polakiem jestem i mam obowiązki polskie, a przetrwanie substancji narodowej jest najważniejsze” – napisał na Twitterze redaktor uważany w pewnych kręgach za legendę dziennikarstwa nie do końca mainstreamowego./ – pisałem niemal równo rok temu w tekście, który pewnie kiedyś usuniemy z TrueStory, jak już będziemy bardziej poważni.

Mowa była głównie o kręgu znajomych autora niniejszego tekstu, a i słowo „legenda” było nieco na wyrost, ale z tym mainstreamem, jak widzicie, trochę jednak trafiłem. Jeśli Buła jest znany gdzieś poza byłymi i obecnymi pracownikami Polska Press Grupy, to może na Twitterze, gdzie lubi błysnąć (a przez te błyski świecił nieraz oczami przed szefem). To typ drania, którego nie sposób nie lubić. Więc choć siadałem do tej recenzji z zamysłem, że ma być ostra, to jednak sentyment jest silniejszy.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze