niedziela, 23 czerwca, 2024
Strona głównaPieniądzeStatysta u Vegi zarabia poniżej płacy minimalnej. Skarga do PIP

Statysta u Vegi zarabia poniżej płacy minimalnej. Skarga do PIP

Patryk Vega to osoba, o której znowu zrobiło się głośno. I to zdecydowanie w negatywnym sensie, ponieważ naraził się on związkowi zawodowemu przez oferowanie statystom pensji poniżej dopuszczalnego progu. Sytuacja ma jednak drugie dno, bo – jak pokazuje jedno ze zdjęć – większość uczestników godzi się na takie warunki.

„Panie, ja to dokładam do tego biznesu, ale robię, bo mam dobre serce” / fot. YouTube

Problemy Patryka Vegi i z Patrykiem Vegą

Cokolwiek mógłbym powiedzieć o osobie Patryka Vegi, musiałbym liczyć się z tym, że zostało to już powiedziane. Mało kto w Polsce nie kojarzy tej postaci. Większość jego filmów można by zaliczyć do kina exploitation, ale największy problem, jaki tak naprawdę mam z tym reżyserem, jest taki, że zakłada on na swoje produkcje fałszywą szatę prawdziwości. To, co ukazuje Vega, w jego mniemaniu ma wartość uświadamiającą, podczas gdy w rzeczywistości jest to zwykły zlepek scen mających śmieszyć albo szokować. I nic ponadto. On jednak szczerze wierzy, że przekazuje morał dla społeczeństwa, i dlatego też nie mogę takiego choćby „Botoksu” czy „Pętli” przyrównać do trylogii „Hostel”. Ponieważ ta ostatnia nastawiona jest na czystą siekę i się z tym nie kryje, nie mydli też widzowi oczu bajeczką o ujawnieniu jakiegoś spisku.

Choć kolejne robione na jedno kopyto filmy Vegi sprzedawały się dobrze, a on sam miał dużą swobodę twórczą, głównie przez wzgląd na posiadanie kilku firm, to z czasem dobra passa zaczęła przemijać. Ludzie nie wytrzymali „Niewidzialnej wojny”, o której pisaliśmy jakiś czas temu. Reżyser dumnie oznajmił, że to dzieło będzie stanowić jego ostatnie (nie w karierze, tylko ostatnie polskie), lecz najwyraźniej się rozmyślił, ponieważ aktualnie rozpoczął on pracę nad widowiskiem „Trinity”. To zaledwie tytuł roboczy.

Zdjęcia do produkcji powstają już od kilku dni we Wrocławiu, a – jeśli wierzyć serwisowi Filmweb – światowa premiera nastąpi w 2024 roku. Akcja filmu ma rozgrywać się w latach 60. XX wieku. Wiele portali donosiło już o pojawieniu się n planie starych samochodów z tamtego okresu. I właściwie tyle, jeżeli chodzi o szczegóły.

Warto zaznaczyć, że mała oglądalność „Niewidzialnej wojny” to nie jedyny problem, z jakim borykał się reżyser. Wspomnieć należy choćby o filmie „Exodus”, czyli anglojęzycznej wersji „Pitbulla”. Wyprodukowanie go wyniosło około 4 milionów złotych, podczas gdy produkcja nie zarobiła nawet miliona.

Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że na swój sposób Patryk Vega nie zalicza się do beztalenci. Serio, potrafi zrobić dobry lub przynajmniej przeciętny film, który przyjemnie się będzie oglądać. Tylko z jakiegoś powodu uznał, że mu się to nie opłaca. A teraz może mieć dodatkowe problemy z powodu związku zawodowego, który złożył na reżysera skargę do Państwowej Inspekcji Pracy.

Nie mogę ci wiele dać…

Związek zawodowy zainteresował się całą sprawą z powodu bardzo niskich wynagrodzeń dla zaangażowanych w projekt statystów. Statystowanie oferowane było za pośrednictwem agencji Edwin Film w mediach społecznościowych. Ogłoszenia jasno informowało, iż za godzinę statysta otrzyma 11 złotych, co stanowi płacę poniżej stawki minimalnej określonej przez kodeks pracy.

Przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa Piotr Szumlewicz, udzielając komentarza Wirtualnym Mediom, powiedział:

To oferta jawnie sprzeczna z Kodeksem pracy. Przypominamy, że minimalna płaca godzinowa wynosi w Polsce 22,80 zł brutto, czyli 18 zł netto. Od Agencji domagaliśmy się więc natychmiastowej modyfikacji stawek. Jednak ponieważ nasz apel pozostał bez echa, we wtorek zmuszeni byliśmy zgłosić skargę do Państwowej Inspekcji Pracy.

Ponadto Związkowa Alternatywa uważa, że przepisy prawa pracy zostały złamane nie raz, a aż dwa razy. Pierwsze naruszenie polegało na zastąpieniu umowy zlecenia umową o dzieło, podczas gdy statystowanie spełnia warunki umowy zlecenia, a nawet pracy etatowej. Drugie naruszenie to wspomniana wcześniej przez przewodniczącego stawka minimalna, niezgodna ze standardową.

Czy zgłoszenie do PIP przyniosło jakiś skutek? Owszem, Agencja Aktorska Edwin Film postanowiła zmodyfikować ogłoszenie w taki sposób, że usunięto informacje o stawkach. W Internecie jednak nic nie ginie.

A teraz kolejne pytanie: czy Vegę można w jakikolwiek sposób usprawiedliwić? Ktoś mógłby powiedzieć, że ostatnimi czasy nie przelewa mu się w branży, lecz argument ten byłby mocno nietrafiony, gdyż reżyser sam jest sobie winien. Twórca wpadł w ślepy zaułek tak samo jak Disney z MCU. Ta kura znosząca złote jaja już dawno przestała się nieść.

Poza tym – tak, jak napisałem na samym początku – Vega jest osobą, która uważa, iż realizuje jakąś misję uświadamiania swoim widzom, jak to są manipulowani przez „tych z góry”. A to oszukuje ich policja, a to rząd, a to znowuż kluby piłkarskie jak i firmy farmaceutyczne. Szkoda tylko, że Vega sam nie dostrzega swoich wad i realnie nie robi nic, aby zapewnić swoim pracownikom choć minimum przyzwoitej gaży. Edwin Film nie stanowi co prawda własności reżysera, ale przecież on sam z nią współpracuje.

Potrzeba wewnętrznego sprzeciwu

Jedna z internautek wrzuciła do swoich mediów społecznościowych zdjęcie z planu. Znajdowało się na nim wielu statystów, co stanowiło podkreślenie tego, ile osób zgadza się na takie warunki. I z własnego doświadczenia muszę przyznać, że jest to dość smutne, ale zarazem nie da się ukryć, że takie osoby ponoszą częściowo winę. I to nie dotyczy wyłącznie niskich płac, ale ogólnie samej kultury pracy, warunków w niej zapewnianych czy zjawiska mobbingu.

Duża część osób godzi się na takie standardy, gdyż woli mieć coś aniżeli nic. Czasem mają one kiepską sytuację finansową, czasem uzasadnią to dzieckiem albo przyzwyczajeniem. A że to wspomniane coś jest byle jakie, już nie odgrywa żadnej roli. Znam kilka przypadków firm, które naruszały kodeks pracy. Choćby kazały zatrudnionemu pracownikowi wykonywać jakieś zadania poza jego uwzględnionymi w grafiku godzinami. Bez wynagrodzenia. I to była stała praktyka, a że przez tę sieć przewinęła się setka ludzi, jestem niemal pewien, że po prostu w ciągu tych kilkunastu lat nie zebrała się jakaś grupa odważnych, którzy jawnie wyraziliby swój sprzeciw. Ludzie uznali taki stan rzeczy za normę, nie zgłębiwszy swoich praw.

Słyszałem także o przypadku osoby, wobec której kierownik stosował mobbing, szydząc z jej niepełnosprawności. Zwolniła się. Polityka tej firmy (a była ona globalna) wymagała, aby wszelkie zastrzeżenia zgłaszać samodzielnie. Nawet więc, jeśli trzech innych pracowników widziało to zdarzenie, to tylko ta pokrzywdzona osoba mogła zareagować. Nie zrobiła tego i trudno ją krytykować, bo mogła doznać psychicznego urazu i po prostu nie mieć na to siły. Ale przez brak reakcji utwierdziła kierownika w przekonaniu, że może on w przyszłości robić podobne rzeczy.

Jako student także zgadzałem się na coś takiego. Nie byłem zaznajomiony z przepisami i nie miałem również porównania. Człowiek niby rozdawał ulotki w miejscach publicznych, a tu mu nagle dorzucali kilkadziesiąt plakatów do rozklejenia. I to jeszcze z sugestią, aby naklejać je na plakaty konkurencji oraz na przystankach, za co groziła mi niemała kara pieniężna. A nie spisałem nawet umowy.

Dlatego bez względu na sytuację życiową trzeba się szanować. Jeżeli raz pozwolicie sobą pomiatać, to świadomość nieuczciwych pracodawców nigdy nie zmieni.

Czytaj także:

Sebastian Jadowski-Szreder
Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. Takie rzeczy są legalne i nie łamią prawa? no bo jak łamią i Vega złamał prawo to mam nadzieję że usłyszy zarzuty prokuratorskie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze