czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaProf. Bralczyk broni "Murzyna". TikTok usuwa jego wypowiedź

Prof. Bralczyk broni „Murzyna”. TikTok usuwa jego wypowiedź

Profesor Jerzy Bralczyk znów ostatnio wypowiedział się przeciwko krytyce słowa "Murzyn", twierdząc, że przecież nigdy nie mieliśmy w Polsce z czarnoskórymi problemu. Fragment jego wykładu został usunięty za rasizm przez algorytmy TikToka, co tylko dolało oliwy do ognia dyskusji na temat tego, jak właściwie wypada kogo określać.

Słowo „Murzyn”. Profesor Bralczyk krytykuje jego przeciwników

Profesor Jerzy Bralczyk, znany językoznawca, wygłosił wykład pt. „Harmonia” na Festiwalu Bomba Megabitowa 2022. Wypowiedział się tam na temat słów, które według niego dzielą Polaków (zamiast usprawniać komunikację, co jest główną funkcję języka). O słowie „Murzyn” rzekł tak: „A to problemy z Murzynem jakie mamy. Mieliśmy problemy z Murzynami kiedyś? To w Ameryce mieli, a u nas nie było. A teraz są. To dobre słowo, czy niedobre słowo…”. Fragmenty wykładu miały znaleźć się na TikToku, skąd algorytm miał je jednak usunąć z uwagi na rasizm – jak doniósł użytkownik Twittera Maciej Kawecki.

Bralczyk nie ukrywa swoich poglądów w kwestii „Murzyna” – podobnie jak inny popularyzator językoznawstwa Jan Miodek, uważa on, że nie ma w tym słowie złego. W swojej wykładowej wypowiedzi profesor zresztą uderzył też w inny konserwatywny dzwon, krytykując… „Feminatywy. No oczywiście, że tak! Kiedyś się mówiło: Polacy!. I wszyscy wiedzieli, to razem. A teraz się mówi „Polki i Polacy”. Od razu się dzieli… tu Polki, a tu Polacy. No, może trzeba by jakieś trzecie słowo wymyślić, przeciwko któremu kobiety by nie protestowały?”, skwitował językoznawca.

Co do samego faktu usunięcia z TikToka – algorytmy wielkich mediów potrafią rozpoznać niewłaściwą treść, ale już nie kontekst, w jakim została umieszczona. Gdyby Bralczyk mówił o tym, że jest kategorycznie przeciwko słowu „Murzyn”, to jego wypowiedź też mogłaby spaść. Podobnie stanie się po wstawieniu na Facebooka grafiki, na której znajduje się widoczna swastyka. Nawet jeśli będzie to w kontekście nauk historycznych, to algorytm i tak może sprezentować nam bana. Wykład profesora i jego reperkusje jednak znów wznieciły żar debaty o tym, czy „Murzyna” powinno się używać, czy nie.

Słowo „kiedyś” powinno zostać podkreślone.

„Sto lat za Murzynami”. Obraźliwe czy nie?

Jeszcze kilka lat temu sam broniłbym używania „Murzyna” jako pojęcia zupełnie neutralnego. Wprawdzie w polskiej, czarnoskórej społeczności pojawiały się od wielu lat głosy, że jej członkowie nie chcą być w ten sposób nazywani (muzyk Mamadou Diouf, polityk Kilion Munyama), ale inni mówili, że nie widzą w tym nic złego (inny polityk John Godson, aktywista Bawer Aondo-Akaa). Od kilku lat jednak stwierdzenie, że „Murzyn” to zwrot obraźliwy, zaczęło zdobywać coraz więcej zwolenników.

Mówią oni przede wszystkim o negatywnych kolokacjach, w które język polski uwikłał to słowo. „Sto lat za Murzynami”, „biały Murzyn” albo „harować jak Murzyn” – w tych frazeologizmach określenie pokrywa się znaczeniowo z niewolnikiem i prymitywem. Podobnie jest z krążącymi po szkołach czy uczelniach, popularnymi do dziś kawałami (np. „Dlaczego Murzyni mają białe dłonie od wewnątrz? Bo praca uszlachetnia!”).

Nie sposób też nie wspomnieć o nieszczęsnym wierszu Juliana Tuwima o Murzynku, który ucieka przed mamą na drzewo. Nieważne, że mały Bambo to „dobry chłopak”, który „pilnie się uczy”. Istotne, że „Bambo” stał się w latach 90. czy 00. popularnym określeniem na czarnoskórych pojawiających się w Polsce po upadku PRL, synonimicznym wręcz z „Murzynem”. Poeta zapewne nie chciał źle, ale po latach nie broni się to dobrze.

Słowo „Murzyn”. Rasiści wychodzą z krypty

Prawdopodobnie większość osób używających do dzisiaj „Murzyna” nie ma złych intencji, jako że pozostają one w przekonaniu, że nie robią nic złego, a są przecież w języku polskim znacznie gorsze, jednoznacznie obraźliwe określenia (jak „czarnuch”). Jednak konteksty w ewoluującym, żywym języku to nie jest para gaci – zmieniają się niezależnie od naszej woli. Następuje zmiana świadomości społecznej i dopiero wtedy, gdy na tapecie znalazły się problemy związane z emancypacją czarnoskórych, okazuje się, jak wielkim problemem, także w Polsce, jest ukryty gdzieś na poziomie podświadomości rasizm.

Gdy jesienią 2008 r. Barack Obama wygrywał wybory i stawał się pierwszym w historii czarnym prezydentem USA, liczba wyszukiwań haseł „nigger” czy „nigger jokes” wzrosła w Google’u dwukrotnie. Obecnie na forach i social mediach dzieje się podobnie, gdy tylko telewizyjna albo kinowa produkcja obsadza czarną osobę w roli, którą wcześniej odgrywała osoba biała. Wystarczy sobie popatrzeć, co wypisywano o czarnej Hermionie ze spektaklu „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”, czarnej Fringilli Vigo z „Wiedźmina” Netflixa, a teraz o czarnej Arielce z nadchodzącej „Małej Syrenki”.

Jeśli piszesz zdanie zaczynające się od „Nie jestem rasistą, ale…” to znaczy, że najprawdopodobniej jesteś rasistą.

Oczywiście to tylko głosy najgłośniej krzyczących. Jednak pokazuje to bez dwóch zdań, że część polskiej publiki po prostu nie chce oglądać czarnych (abstrahując od artystycznego waloru takiego castingu, ale zarzut nie polega na tym, że Arielką została kiepska aktorka). Dzieje się tu jak z popularnym w niektórych kręgach podejściem do gejów – „toleruję ich, ale niech się nie obnoszą”. Ok, może i jesteś czarnoskóry, ale czy musisz się z tym tak obnosić?

Deklaracje o tolerowaniu grupy społecznej X kończą się zresztą w chwili, gdy jej przedstawiciele pojawiają się, razem ze swoją innością, wśród nas. Jeśli to już się stanie, to taki czarny ma być nasz, swojski i polski (jak sympatyczny John Godson), i broń Boże nie wolno mu nas krytykować. Ten mechanizm sprawia, że fani „Wiedźmina” mogą jednocześnie stawiać się po stronie dyskryminowanych w tym uniwersum krasnoludów czy elfów, a potem wylewać pomyje na czarnych aktorów zatrudnionych do odgrywania postaci w tym samym świecie. Przecież nie grozi nam, że koło nas zamieszka hałaśliwa rodzinka niziołków czy gnomów – a gdyby tak było, to sytuacja pewnie zmieniłaby się o 180 stopni.

Słowo „Murzyn”. Polska a kolonializm

Wiele osób podkreśla jednak, że oni sami nie mogą być rasistami, bo Polska nie zna historii rasizmu i relacji biały pan – czarny niewolnik. Może to dlatego, że w epoce nowożytnego kolonializmu to tereny naszego kraju stały się właściwie kolonią – w szczególności w Królestwie Prus. Podejście władz w Berlinie wobec Polaków nie różniło się zbytnio od tego wobec skolonizowanych przez Niemcy mieszkańców dzisiejszego Kamerunu albo Namibii.

Trudno jednak nie pamiętać, że w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, „kraju bez stosów”, cała ludność pochodzenia ruskiego/rusińskiego zawsze była obywatelami nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii. Także II RP miała swoje na sumieniu – pod koniec lat 30. zaczęto wprowadzać ustawodawstwo wprowadzające rozwiązania zbliżone do segregacji rasowej. Nie dotyczyło ono czarnych, bo tych w Polsce nie było, tylko Żydów. A to, że numerus clausus, getto ławkowe czy pierwsze tabliczki w rodzaju „Plaża tylko dla chrześcijan” nie doczekały się kontynuacji, wynikło znów z tego, że II RP została starta z mapy.

Czytaj także:

Rada Języka Polskiego działająca przy PAN stwierdziła finalnie, że słowo „Murzyn” może i było kiedyś neutralne, ale dziś jest „obarczone złymi skojarzeniami” i „archaiczne”. Rada, podobnie jak ze zwrotem „w Ukrainie”, jednak jedynie zaleca nie nazywać tak czarnoskórych. W zamian proponuje – no właśnie – Afrykanina, czarno/ciemnoskórego, albo po prostu czarnego. Oczywiście każde z nich pozostaje obarczone pewnymi problemami, na przykład czarnoskóry urodzony w Polsce nie będzie chciał być Afrykaninem.

Rekomendacja zostaje ponadto ograniczona do komunikacji o charakterze publicznym. W kontaktach prywatnych po prostu dobrze będzie się spytać, jak druga osoba chce być nazywana, a następnie do tego się dostosować. I to uwaga dotycząca wszystkich relacji, nie tylko z czarnoskórymi – bo otyły kolega o ksywie Pączek też pewnie nie chce być tak przezywany. Upieranie się natomiast przy danych określeniach wbrew woli nazwanych tak osób świadczy o braku elementarnej empatii.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze