czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaHistoriaPodręcznik do HiT-u. Wojciech Roszkowski napluł mi w twarz

Podręcznik do HiT-u. Wojciech Roszkowski napluł mi w twarz

Wojciech Roszkowski, autor podręcznika do HiT-u, napluł mi po prostu w twarz. Zresztą nie tylko mnie, ale też każdemu, kto będzie po to coś sięgać. Jako nauczyciela przeraża mnie myśl, że będzie choć jedna klasa, w której będzie on obowiązkowy.

Wojciech Roszkowski wydaje się sympatycznym starszym panem, ale przygotowany przez niego podręcznik „Historia i teraźniejszość” to wyjątkowo szkodliwa rzecz (fot. wikimedia/materiały prasowe)

Podręcznik „Historia i teraźniejszość” stał się gorącym tematem. Nic w tym dziwnego ‒ to sterta klisz i uprzedzeń niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Postanowiłem go przejrzeć, bo istnieje ryzyko, że moi podopieczni będą z niego korzystać. Chcę ich na to przygotować. A przy okazji pokazać przynajmniej odrobinę mądrości, którymi raczy nas autor wspomnianego podręcznika. Ostrzegam: w tekście znajdą się słowa powszechnie uważane za wulgarne.

Podręcznik do HiT-u. Zamierzchła teraźniejszość

Czym jest teraźniejszość? Uzus językowy nakazuje nam sądzić, że jest to czas obecny, ten, który trwa. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt, jeśli chodzi o podręcznik pana Roszkowskiego (nie nazwę go profesorem z szacunku dla tytułu naukowego) ‒ jak u ciężkiej cholery można sądzić, że historia najnowsza po 1979 roku jest teraźniejszością? I nie, nie chodzi mi o to, że historia nigdy nie może być teraźniejsza.

Problem leży gdzie indziej ‒ dla mnie rok 1979 nie jest żadną miarą teraźniejszy, bo jeszcze mnie wtedy na świecie nie było. Co więc pomyślą sobie moi uczniowie, którzy urodzili się w 2007 roku? Przecież dla nich to jest już zamierzchła historia ‒ podobnie jak dla mnie niezwykle odległe wydają się wydarzenia października 1968 roku.

Wojciech Roszkowski to naukowiec, który od lat przekonuje, że cywilizacja zachodnioeuropejska upada i tylko konserwatywna kontrrewolucja jest szansą na jej przetrwanie

Podręcznik do HiT-u. Ideologiczne wyjaśnienie ideologii

Pan Roszkowski próbuje wmówić młodzieży, że słowo „ideologia” jest zawsze nacechowane negatywnie. Wymienia choćby przykłady popularnych współcześnie ideologii politycznych: socjalizm, liberalizm, feminizm, gender (dziwię się, że nie pojawia się słynna ideologia LGBT) i „współczesna chadecja”, która jednak ‒ jak zaznacza autor ‒ nie ma nic wspólnego z chadecją sprzed 40 lat. Pewnie dlatego, że współcześnie chadecja w Europie opowiada się m.in. za jednopłciowymi związkami partnerskimi.

Coś mi nie pasowało, czego innego uczono mnie na filozofii w liceum, a potem na studiach filozoficznych. Żeby problem rozwiązać, sięgnąłem do Słownika Języka Polskiego PWN: „ideologia ‒ system poglądów, idei, pojęć jednostki lub grupy ludzi”. Ideologia nie ogranicza się więc do kwestii politycznych ani nie jest „uproszczoną wersją filozofii na potrzeby różnych programów politycznych”. 

Ideologia to – krótko mówiąc – światopogląd. Można więc mówić o ideologiach politycznych (np. konserwatyzm), ale również o chociażby ideologiach religijnych (np. chrześcijaństwo) czy estetycznych (np. modernizm), a nawet i filozoficznych (platonizm bowiem również jest „systemem poglądów, idei, pojęć jednostki lub grupy ludzi”). Krótko mówiąc: język, którym pan Roszkowski mówi o ideologii, jest (uwaga, uwaga) ideologiczny.

„Historia i teraźniejszość” to dosłownie biały kruk, tak jak wydawnictwo, które go przygotowało. Nauczyciele donoszą, że nakład książki został wyczerpany (fot. materiały promocyjne)

Podręcznik do HiT-u. Klasyk: hodowla dzieci

Hasła o „hodowli dzieci” w kontekście in vitro pojawiają się od czasu do czasu w przestrzeni publicznej. Ale pan Roszkowski przeszedł najśmielsze moje oczekiwania. Pozwolę sobie zacytować cały, dość obszerny fragment:

„Wraz z postępem medycznym i ofensywą ideologii gender wiek XXI przyniósł dalszy rozkład instytucji rodziny. Lansowany obecnie inkluzywny model rodziny zakłada tworzenie dowolnych grup ludzi czasem o tej samej płci, którzy będą przywodzić dzieci na świat w oderwaniu od naturalnego związku mężczyzny i kobiety, najchętniej w laboratorium. Coraz bardziej wyrafinowane metody odrywania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli. Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju »produkcję«? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej. Ileż to razy słyszymy od ludzi wykolejonych: nie byłem kochany w dzieciństwie, nikt mi nic nie dał, więc sam sobie muszę brać”.

To fragment krytykowany nawet przez członków partii rządzącej, której przedstawiciel zatwierdził podręcznik. Nie wyobrażam sobie, żebym miał coś takiego czytać z uczniami, wśród których prawdopodobnie znajdą się również poczęci metodą in vitro. To już nie jest ideologia. To już nie jest polityka. To nawet nie jest transpolityka. To jest po prostu, kurwa, obrzydliwe. Nie umiem tego inaczej skomentować.

I całe szczęście, że (jak nieoficjalnie donosi Onet) ten fragment ma zostać wycofany. Sam Przemysław Czarnek stwierdził, że lepiej, żeby te słowa nie były wykorzystywane jako oręż polityczny przez przedstawicieli opozycji (ohydę tego stwierdzenia emocjonalnie punktował Donald Tusk). Jeśli jednak zdania o hodowli dzieci pozostaną… Cóż, zważywszy na stan polskiej psychiatrii młodzieżowej i psychologów szkolnych (o ile w ogóle są), nie spodziewałbym się zbyt pozytywnych rezultatów.

Podręcznik do HiT-u. Sprzeciw wobec rasizmu to NEOMARKSIZM

Uczniowie klasy I szkoły średniej dowiedzą się o tym, że „mimo propagandy pokojowych metod protestów ze strony większości przywódców ruchu murzyńskiego (podkreślenie własne) z pastorem Martinem Lutherem Kingiem na czele, w maju 1963 roku doszło w Birmingham w stanie Alabama do rozlewu krwi”. Dowiedzą się również, że ruch antyrasistowski łączy się z: neomarksizmem, strajkiem kobiet (jakim cudem?; tego nie wie nikt) i marksistowsko-leninowską dialektyką. 

Później jeszcze zostanie wpisany w długi ciąg rewolucji: od francuskiej, przez bolszewicką i Czerwonych Khmerów, aż po arabską wiosnę. I standardowo: słowo „Murzyn” nie obraża (cóż, Rada Języka Polskiego i w pewnym zakresie Słownik Języka Polskiego mają inne zdanie).

Polecamy:

Czego natomiast nie dowiedzą się uczniowie? O zamachu na Kinga Jr. z 1958 roku, o zabójstwie Medgara Eversa dokonanym przez białego supremacjonistę, o zamachu bombowym na baptystyczny kościół w rzeczonym Birmingham dokonanym przez (uwaga, uwaga) białych supremacjonistów, w wyniku którego zginęły cztery nastoletnie Afroamerykanki. Uczniowie nie usłyszą o czternastoletnim George’u Juniusie Stinney’u skazanym na karę śmierci za zbrodnię, której nie mógł popełnić. Nie usłyszą o tym całym krwawym katalogu represji, który przez wieki stosowano wobec Afroamerykanów w państwie dumnie nazywającym się „krajem wolnych i domem odważnych”.

***

Poruszyłem tylko cztery kwestie. Z ponad pięciuset stron. Boję się, jakie kwiatki możemy tam jeszcze znaleźć.

Czytaj też:

Christian Kobluk
Christian Kobluk - nauczyciel wspomagający w jednej ze szkół podstawowych i asystent społeczny posła Tomasza Aniśki. Uzależniony od powieści i seriali. Z urodzenia i z wyboru wrocławianin.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze