poniedziałek, 15 kwietnia, 2024
Strona głównaTechnologiePrankster postrzelony przez swoją ofiarę. YT nie widzi problemu

Prankster postrzelony przez swoją ofiarę. YT nie widzi problemu

Są na świecie tacy twórcy internetowi, których porażki napawają mnie satysfakcją. Wśród nich znajdują się choćby pranksterzy. Trend na nagrywanie, jak „robi się żarty” innym osobom co prawda trochę się uspokoił, ale nie oznacza to, że nadal kanały z takimi treściami nie publikują filmów. O tym, że nie każdego taka rozrywka śmieszy, przekonał się ostatnio Tanner Cook.

Warto było. Mimo czerwonego paska ocen / fot. New York Post

Po prostu robił sobie żarty

Tanner Cook ma 21 lat i pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jego kanał opiera się na tematyce robienia żartów przypadkowym osobom. Twórcę subskrybuje ponad 40 tysięcy użytkowników, co na dzisiejsze standardy może nie jest aż tak niesamowitym wynikiem, ale na pewno nie można powiedzieć, że to mało.

Youtuber zaprezentował wiele „spektakularnych” numerów takich jak udawanie, że wymiotuje w taksówce, zaczepianie klientów sklepu czy irytowanie obsługi restauracji. Mężczyzna często nie działał sam, a angażował do nagrywania swojego przyjaciela. Nie inaczej było 2 kwietnia, kiedy to Cook zdecydował się zrobić żart mężczyźnie w centrum handlowym w Dulles. 31-latek będący ofiarą dowcipu najwyraźniej nie docenił humoru, ponieważ strzelił youtuberowi w brzuch. Inni klienci placówki mieli zareagować na to wydarzenie ogólną paniką.

Choć wiele źródeł podało informację o tym zdarzeniu, żadne nie wspomniały, na czym dokładnie polegać miał wspomniany prank. Cook trafił do szpitala w stanie krytycznym, jednak po operacji udało się uratować jego życie. Pranskter, przekazując wyjaśnienia mediom, wytłumaczył, iż:

Robiłem sobie po prostu żarty, a temu facetowi się to nie spodobało.

Czy postrzelenie wpłynęło choć w minimalnym stopniu na poglądy Tannera? Czy przeszło mu przez myśl, że być może warto przestać robić takie rzeczy i zająć się tworzeniem filmów, które są o wiele bezpieczniejsze? Otóż nie, Cook wyjaśnił, że robienie pranków stanowi jego życiową pasję i nie zamierza z niej rezygnować.

Czemu nie jest mi go żal?

Nie jestem zwolennikiem tak powszechnego dostępu do broni, jak ustawowo skonstruowane jest to w wielu stanach Ameryki. Nie popieram też tak impulsywnego działania ze strony 31-latka. To, że ktoś mnie wkurza, nie oznacza, że mogę wyjąć pistolet i go postrzelić. Nie ma na to zbytniego usprawiedliwienia. Mimo tych wszystkich elementów, które negatywnie zarysowują postać sprawcy przestępstwa, Tanner Cook nie jest kimś, kogo w najmniejszym stopniu żałuję. Wynika to z faktu, iż jawi się on jako szkodnik i osoba bez większych umiejętności, która buduje swoją karierę na kontrowersji i obrażaniu innych.

Oczywiście w naszej kulturze funkcjonują pewne sytuacje, w których dopuszczamy fakt strojenia sobie z nas żartów. Prima Aprilis to najlepszy tego przykład, gdy raczej nie obrazimy się o to, że jakiś portal zamieścił kompletnie absurdalny artykuł. Kiedy idziemy na stand-up czy tak zwany roast też musimy liczyć się z bardzo dużą możliwością bycia obrażonym przez inną osobę. Tutaj jednak, podobnie jak w boksie, działa zasada „Chcącemu nie dzieje się krzywda”. I tak, jak wspomniałem, spisujemy (niedosłownie) pewnego rodzaju umowę, wiedząc, że narażamy się na taki atak.

Z pranksterami sytuacja prezentuje się odmiennie. Wielu takich żartownisiów jeszcze kilka lat temu było święcie przekonanych, że jeśli dopuszczą się oni głupiej i często niezgodnej z prawem rzeczy, to wystarczy uzasadnić, iż „zrobiło się pranka” i po kłopocie. Nie zastanawiają się oni nad potencjalnymi konsekwencjami swoich czynów: wypadki samochodowe, doprowadzenie starszej osoby do zawału, narażenie kogoś na problemy w pracy czy ogólne zabranie możliwości miłego spędzenia dnia. Wszystko to stanowi konsekwencje, na które ofiary pranka nie wyraziły zgody.

Rzecz jasna, nie wszystkie pranki są szkodliwe i także trzeba o tym pamiętać.

Sam YouTube – oczywiście po czasie, gdyż filmy z prankami dawały serwisowi spore profity – dopiero w 2019 roku wprowadził sankcje zakazujące publikowania żartów narażających inne osoby na utratę zdrowia lub życia. Kiedy w sieci pojawiła się ta informacja, wielu sceptyków przewidziało, że YouTube nie podoła wydaniu właściwej oceny konkretnych materiałów. I rzeczywiście, kontrowersyjne filmy dalej się pojawiały, a wydanie werdyktu co do szkodliwości zależało od subiektywnego podejścia moderatora. YouTube mógł oczywiście uznać, że nowa zasada przyniosła skutki, ale – jak wspomniałem – to był już rok 2019, kiedy pranksterzy zaczęli się wykruszać.

Moja niska wrażliwość na jakiekolwiek krzywdy autorów pranków wynika z długoletnich obserwacji. Warto tu wspomnieć, iż niektóre produkcje, choćby te z kanału Sadam, to czysta ustawka z aktorami. I nimi zajmować się nie będziemy. Chodzi wyłącznie o sytuacje, w których biorą udział nieświadomi przechodnie.

Wiecie, co łączy prostytucję z prankiem? Oba te zjawiska zgrabnie można zastąpić eufemizmami. I w ten sposób powstaje nam wdzięczny sex working i eksperyment społeczny. To już nie jest żart taki jak prank. To znaczy: i tu, i tu udajesz, że wymiotujesz w miejscu publicznym, ale w eksperymencie społecznym dokonujesz tego aktu, ponieważ łakniesz wiedzy na socjologiczne tematy. I to cię ma usprawiedliwić.

Pranksterzy to istoty bezmyślne

A teraz, żeby nie być gołosłownym, odniosę się do kilku rzeczywistych przykładów. Chyba najbardziej ikonicznym pranskterem w Polsce, takim, który zyskał międzynarodową sławę, jest Sylwester Wardęga. A raczej był, ponieważ aktualnie zajmuje się komentowaniem innych twórców. Nie zrozumcie mnie źle – nie twierdzę, że Wardęga nie punktuje dosadnie różnego rodzaju głupich lub szkodliwych wypowiedzi w Internecie, lecz trochę śmiesznie prezentuje się to w kontekście całokształtu jego twórczości. Od psa-pająka do sądu ostatecznego.

Kiedy Wardęga zorganizował w lesie grupę aktorów udających żywe trupy, pewna cześć widzów nieprzychylnie oceniła całokształt pranka. Przede wszystkim główne zarzuty odnosiły się do możliwości zaszkodzenia nieco starszym osobom. Sylwek machnął jednak na to ręką i miał wówczas odeprzeć te argumenty słowami, że przecież nie wiedział, że ktoś wierzy w zombie.

Za żart, w którym udawał Dartha Vadera duszącego staruszka swoją mocą (za którego przebrał się inny youtuber), Wardęga otrzymał wyrok w 2017 roku. Oczywiście jedynie wyśmiał on decyzję sądu, zarzucając, że wszystko, co o nim napisano, stanowi nieprawdę. W swojej wypowiedzi na FB z tamtego okresu nawet słowem nie wspomniał, że być może dla pewnych pasażerów (którzy kupując bilet, mają prawo do komfortowej podróży) rzeczywiście cała sytuacja jawiła się jako nieprzyjemna. Ale cóż, na tych filmach był w stanie zarobić kilkaset tysięcy złotych, a wtedy rozterki moralne nie grają dużej roli.

Inny przypadek do Ravgor. W tym przypadku youtuber zaszkodził wyłącznie sam sobie. Wiele mediów nazwało to zdarzenie wypadkiem, lecz takie określenie nie do końca mnie przekonuje. Bo mówimy tu o sytuacji, kiedy dorosły mężczyzna postanawia nagrać materiał, w którym wrzuca podpaloną petardę do szklanki, a ta rozwala naczynie na małe drobinki i uszkadza mu oko. To trochę tak, jakbym wbił sobie nóż w dłoń i dziwił się, że mnie boli. Zdaję sobie sprawę, że Ravgor przyznał się do sporych problemów psychicznych i w tym momencie naprawdę mu współczuję, ale ta sytuacja moim zdaniem w żaden sposób nie łączy się z tym faktem. Mając depresję, nadal można świadomie ocenić pewne konsekwencje swoich działań, a już na pewno takich.

W 2017 roku niejaka Monalisa Perez skazana została za zastrzelenie swojego narzeczonego, Pedro Ruiza. Mężczyzna zachęcił ją do oddania w jego stronę strzału, podczas gdy on będzie osłaniać się grubą książką. Mówiąc zwięźle, nie udało się, a i sam wyrok dla kobiety uchodzi za wyjątkowo krótki, bo wynoszący zaledwie 180 dni. To chyba jeszcze bardziej podkreśla, jak bezsensowna była to śmierć.

I na koniec chyba najbardziej obrzydliwe persony, znowu na polskim YouTube. Prawdziwa Dynamika Interakcji to kanał, którego twórcy zorganizowali wesele dla bezdomnych, przeznaczając na ten cel 80 tysięcy złotych. Biesiadnikom, z których większość borykała się z uzależnieniem od alkoholu, postawiono na stół ogromne ilości wódki. Nawet jeśli ktoś nie słyszał wcześniej o tej sprawie, może się domyślić, jak prezentował się jej finał.

Mimo dużej krytyki kanał postanowił dalej robić głupie rzeczy. Dwóch przebranych za funkcjonariuszy policji youtuberów udało się do wróżki, aby ta ustaliła, co stało się z rzekomo zamordowaną dziewczyną (która w rzeczywistości była nieświadomą autorką innego kanału, a zatem jej wizerunek wykorzystano bezprawnie). Film ten na swoją premierę musiał trochę poczekać, ponieważ dowcipnisie zostali ujęci za podszywanie się pod służby mundurowe.

I teraz niech mi ktoś wyjaśni – w jaki sposób rzekome restrykcje na YouTube są wprowadzane w życie? Bo zarówno prank z wróżką jak i z weselem bezdomnych dalej hulają sobie na oficjalnym kanale, który je wrzucił. Dlaczego serwis tego nie usunie? Przecież musiało napłynąć do niego naprawdę wiele zgłoszeń. Czyżby pieniądze były ważniejsze?

Czytaj także:

Sebastian Jadowski-Szreder
Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze