czwartek, 23 maja, 2024
Strona głównaTechnologieGoogle pozwane. Powodem tryb incognito

Google pozwane. Powodem tryb incognito

Tryb incognito stanowi funkcję, która w teorii umożliwia przeglądanie zawartości Internetu z zachowaniem prywatności. Strony, które eksplorujemy w ten sposób, nie zapisują się w naszej historii przeglądania. Jak jednak się okazuje, funkcja ta nie do końca działa tak, jak sądzili dotąd niektórzy internauci. Problem trybu incognito jest na tyle duży, że poszkodowani domagają się od Google miliarda dolarów odszkodowania.

To właśnie tym obrazkiem inżynierzy Google śmieszkowali sobie z realnego działania trybu incognito / rys. Simpsonowie

Ogólnie rzecz biorąc, analizowany tryb dostępny w przeglądarce Google Chrome miał pomóc użytkownikom w niepozostawianiu po sobie śladów. I tak, wiem, o czym pewnie większość z was myśli (albo to ja po prostu mam kosmate skojarzenia). Jednak nawet jeżeli postawimy tezę, że głównej mierze internauci korzystają z tego dobrodziejstwa przy oglądaniu filmów pozbawionych fabuły i niepotrzebujących kostiumografa, to nie ulega wątpliwości, iż mają oni do tego pełne prawo.

Poufne, ale jawne. Wycieki Google

Niedawno ujawnione maile pochodzące z 2018 roku wykazały, iż pracownicy Google mieli świadomość, iż tryb incognito wcale nie zapewniał anonimowości, lecz nie informowali o tym użytkowników. W korespondencji pracownicy otwarcie żartowali sobie z tej funkcji, sugerując, aby wycofać nazwę „tryb incognito” i zastąpić jej ikonkę czymś innym, bardziej adekwatnym. Dominowały także przesyłane memy powiązane z tym tematem.

Mimo to należy zaznaczyć, że pracownicy dostrzegali problem, gdyż próbowali wyperswadować konieczność zmian szefom swojej korporacji. Przeprowadzony przez jednego z inżynierów Google test wykazał ponadto, że w przeglądarce Chrome nie istnieją praktyczne żadne zabezpieczenia. Inny z kolei pracownik przyrównał tryb incognito do przebranego w garnitur i cylinder wąsatego Homera Simpsona, sugerując, że tak mniej więcej prezentuje się skuteczność tej technologii.

Według „Mail Online” wspomniana korespondencja może mieć kluczowe znaczenie dla zbiorowego pozwu złożonego przez grupę konsumentów, którzy poczuli się oszukani przez giganta. Autorzy pozwu tłumaczą, że jeśli opcja prywatnego przeglądania została oznaczona logiem szpiega, to w istocie Google nie powinno posiadać dostępu do tych danych. A zatem głównym celem procesu ma być pociągnięcie korporacji do odpowiedzialności za brak przejrzystych zasad w kwestii funkcjonowania analizowanego trybu.

Konsumenci tłumaczą, że wystarczyłoby, aby Google zmieniło sposób informowania o tej funkcji, by klienci mieli większą świadomość tego, jak ona działa. I choć pozew wydaje się słuszny, to firma także posiada mocne argumenty.

Google to nie byle użytkownik

Jednym z silnych czynników, które mogłyby pomóc Google w przekonaniu sądu do swojej racji, jest dotychczasowy opis funkcji incognito. Gdy przejdziemy do tego trybu, łatwo będziemy mogli przeczytać komunikat, iż:

Teraz możesz przeglądać prywatnie, a inne osoby korzystające z tego urządzenia nie zobaczą Twojej aktywności. Pobrane pliki, zakładki i elementy na liście Do przeczytania zostaną jednak zapisane.

Poniżej z kolei przeglądarka informuje nas:

Twoja aktywność może być nadal widoczna dla: stron internetowych, które odwiedzasz; Twojego pracodawcy lub Twojej szkoły; dostawcy usług internetowych.

A tak prezentuje się wejście w tryb incognito w praktyce / rys. Google Chrome

Możemy zatem dojść do wniosku, że bezpośrednio po przejściu do trybu incognito jesteśmy informowani o wyjątkach. Znając osobę, która kiedyś odbywała staż w firmie świadczącej usługi telekomunikacyjne, wiem, że pracownicy rzeczywiście mogą śledzić historię przeglądanych stron u każdego swojego klienta. Nie mogą oczywiście w żaden sposób tego wykorzystać przeciwko niemu w sposób legalny, jednak powinni zareagować w momencie, gdy aktywność jakiegoś internauty wzbudzi ich podejrzenie. Chodzi np. o eksplorację stron pedofilskich. W praktyce bywa jednak różnie.

Mimo to wydaje mi się, że główny problem polega na tym, iż firma Google na przytoczonej liście nie zostaje uwzględniona, co rzeczywiście może stanowić duże niedopowiedzenie. Gigant odniósł się do zarzutów, zaznaczając, że sposób, w jaki działa tryb, został jasno określony, zaś osoby wnoszące pozew błędnie opisują jego oświadczenia w niniejszej sprawie.

Po części uważam, że pozew jest słuszny pod względem zatajenia informacji o gromadzeniu danych przez Google, bo takiej wzmianki rzeczywiście nie zawarto. Jest to jednak mimo wszystko dość oczywiste, że korzystając z produktu jakiegoś przedsiębiorstwa, pośrednio przekazujemy mu swoje dane.

Czytaj także:

Sebastian Jadowski-Szreder
Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze