poniedziałek, 27 maja, 2024
Strona głównaKulturaFilmOscary 2023 - recenzja filmu „Tár”

Oscary 2023 – recenzja filmu „Tár”

Film „Tár” w reżyserii i spod scenariusza Todda Fielda zdobywa międzynarodowe uznanie krytyków i publiczności, brylując na branżowych salonach kończącego się sezonu kinowego. Dzieło zdobywa kolejne nominacje i nagrody – m.in. za zdjęcia, scenariusz i fenomenalne aktorstwo Cate Blanchett. W serwisie Rotten Tomatoes krytycy przyznali filmowi aż 91% pozytywnych ocen. W tym kontekście wielkich oczekiwań, po ponad dwuipółgodzinnym seansie, czuję przede wszystkim rozczarowanie.

„Tár” – rozważania o przywilejach artysty

„Tár” to film z niebagatelnym potencjałem. Jego główną bohaterkę, Lydię Tár (w tej roli Cate Blanchett), poznajemy jako znaną na całym świecie artystkę, stojącą na szczycie nie tylko własnej kariery, ale też całej branży muzycznej. Również w życiu prywatnym zdaje się osiągnąć spełnienie – po spotkaniach autorskich i podróżach służbowych wraca do domu, gdzie czeka na nią kochająca partnerka z córką. Jednak Field, rzucając na ekran kolejne wątki, powoli dekonstruuje pozycję artystki, która ostatecznie okazuje się być chwiejna jak domek z kart.

Już od pierwszych minut historia zmusza nas do refleksji na temat przywilejów artysty, ruchów me too oraz tendencji cancel culture. Trudno pozbyć się skojarzeń z Romanem Polańskim oraz rozważań na temat oddzielenia człowieka od dzieł, które tworzy. Sama Lydia Tár w jednym ze swoich monologów dowodzi, że odrzucanie spuścizny muzycznej Bacha tylko dlatego, że prywatnie niekoniecznie był wzorem do naśladowania, to głupota nieprzystająca profesjonalistom.

„Tár” to symfonia o geniuszu i wybitności. Co więc w niej nie zagrało?

Zdaje się, że ten film powstał dla Cate Blanchett – to ona dyryguje, prowadzi, daje popis swojego kunsztu i geniuszu. Problem w tym, że bez aktorki przestaje być pełnoprawnym dziełem. Nawet przemyślana, artystyczna reżyseria i zdjęcia nie mogą przysłonić tożsamościowego problemu filmu, który w kolejnych aktach zachowuje się tak, jakby sam nie wiedział, czym chce być i dokąd zmierza.

Wątki rzucane są nam niejako na oślep, zaczynają się i kończą w przypadkowych momentach, bez fabularnego rozwinięcia ani zakończenia. Obserwujemy na ekranie coś, co nazwałabym chaotycznym zapisem wycinków z życia głównej bohaterki. Nie wiem tylko, czy taki był rzeczywisty zamysł reżysera, czy mamy raczej do czynienia z niedopracowaniem scenariusza lub wypadkiem przy pracy.

Wierzę, że filmy, które swoje historie opowiadają w pierwszej kolejności audiowizualnie, a dopiero w drugiej fabularnie, mogą być wartościowymi dziełami kultury. Zachęcam do przeprowadzenia prostego eksperymentu: kiedy przypominamy sobie „Bladerunner 2049”, jako pierwsze nasuwają nam się wspomnienia krążące wokół obrazu, ścieżki dźwiękowej czy… fabuły?

Problem w tym, że – wbrew oczekiwaniom (w końcu „Tár” to film o muzyce) – muzyki tam niewiele. Wiele się o niej mówi, i to za pomocą wykluczającego, profesjonalnego języka muzyków i akademików. Sama w sobie nie jest jednak istotną częścią filmu.

Cate Blanchett na drodze po trzeciego Oscara

Film został nominowany do Oscara w 6 kategoriach, choć odnoszę wrażenie, że realną szansę na zdobycie statuetki ma jedynie Cate Blanchett. Byłaby to trzecia nagroda Akademii w jej dorobku (Blanchett zdobyła już Oscary za swoje role w filach „Aviator” oraz „Blue Jasmine”).

Czy jednak sam „Tár” to film warty obejrzenia? Myślę, że tak – intrygujące zdjęcia, ciekawie poprowadzona kamera oraz wątki społeczne i muzyczne sprawiają, że z czystym sumieniem określam go jako („tylko” i „aż”) dobry. Być może jednak przed seansem warto obniżyć nieco swoje oczekiwania.

Paulina Małańczuk
Paulina Małańczuk
Czujna (nie mylić z czuła) obserwatorka kultury.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze