sobota, 10 grudnia, 2022
Strona głównaSzkołaFestiwal narzekania na tornistry. Po co nam podręczniki w dobie internetu?

Festiwal narzekania na tornistry. Po co nam podręczniki w dobie internetu?

Wrzesień za pasem, więc coroczny festiwal narzekania na przepełnione tornistry można uznać za rozpoczęty. W związku z tym, że głównymi winowajcami obciążeń dziecięcych kręgosłupów są podręczniki, w ramach tegorocznego festiwalu zastanówmy się, po co w ogóle są one (w 3. dekadzie XXI wieku) uczniom potrzebne.

Czy jest sens targać podręczniki codziennie z domu do szkoły i ze szkoły do domu? (fot. flickr.com)

Podręcznik powinien zawierać zakres materiału niezbędny do omówienia wskazanego w podstawie programowej minimum. Nie trzeba nic poza nim, by ten materiał zrealizować. tyle teoria. W praktyce wydawnictwa nie poprzestają na podręcznikach dotacyjnych – czyli tych, do których szkołom podstawowym dopłaca MEiN. Do języka polskiego mamy dodatkowo ćwiczeniówki do gramatyki, słowniczki, podręczniki do ćwiczenia ortografii oraz zeszyty lekturowe. Nauczyciele często proponują, żeby rodzice dokupili te zbędne kilogramy.

Podręcznik w centrum szkolnego wszechświata. Teoria bibliocentryczna

Wszystko to jednak naddatek. Niestety zdarza się, że nauczyciele każą zakupić któryś z tych dodatkowych materiałów. Skoro zaś kazali coś kupić, to głupio byłoby, gdyby uczeń nie wykorzystał? Poza tym ma się poczucie, że im książek więcej, tym lepiej. Pewnie jakieś inne powody się znajdą, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że często w polskich szkołach dominuje przeświadczenie, że dużo zrobionych ćwiczeń, to lepiej zrobione ćwiczenia. Dyskusyjne? Conajmniej. Bezpodstawne? Jeszcze bardziej.

Podręcznik jest tak naprawdę tylko pomocą. Wszelkie zawarte w nim treści można omówić bez niego. Skoro już go mamy, to dlaczego by nie ograniczyć korzystania z niego do minimum? W przypadku języka polskiego mógłby być zbiorem tekstów. Można wówczas do środka wrzucić krótsze utwory przewidziane w podstawie programowej. Do tego dołączyć ciekawe artykuły związane z tematyką lektur lub eseje o nich. I to właściwie byłoby tyle. Czy jednak takie podręczniki mają wzięcie u nauczycieli?

Bardzo dobre podręczniki z serii „To lubię” zniknęły z rynku (fot. materiały prasowe)

Z różnych rozmów wnioskuję, że nauczyciele nie są przekonani do takich podręczników, ponieważ nie zawierają poleceń. Ćwiczeń i słowniczka pojęć. Pamiętacie podręczniki „To lubię”? Właściwie wyglądały one — ogólnie ujmując — właśnie w ten sposób. Zbiór tekstów i ilustracji — bez wskazań, co z nimi robić. Autorzy sugerowali, że wszystko zależy od klasy. Stawiano na podmiotowość ucznia. To jego refleksja o tekście była najważniejsza. Podręczniki „To lubię” zniknęły jednak z rynku.

Podręcznik nie jest potrzebny. Szczególnie w dobie internetu

Czy podręcznik w ogóle jest potrzebny? To pytanie szczególnie zasadne w przypadku klas, które mają dostęp do sal z interaktywną tablicą. Czy szkół, gdzie uczniowie mogą korzystać z telefonów komórkowych z dostępem do sieci. Wartościowych materiałów dostępnych online jest mnóstwo. Na Wolnych Lekturach (które serdecznie polecam) znajdziemy wiele tekstów wskazanych w podstawie, czasami nawet w świetnym opracowaniu audio. 

Zagadnienia językowe można w większości omówić bez podręcznika. Może takie podejście pozwoli na postawę uczniów zbliżoną do naukowego poszukiwania pewnych prawidłowości w języku? Może uda się pokazać, że nauka nie jest wobec języka nadrzędna, a służy temu, by zjawiska obecne w języku opisywać. W sieci znajdziemy także sporo dobrych tekstów o literaturze. Dla przykładu eseje Wyki z serii „Rzecz wyobraźni” udostępnione zostały na Wikiźródłach.

Na Wolnych Lekturach znajdziemy wiele tekstów wskazanych w podstawie, czasami nawet w świetnym opracowaniu audio 

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że sporo „ćwiczeń” proponowanych przez najróżniejsze wydawnictwa nie jest przygotowywane przez praktyków. To często dość schematyczne, a nawet skostniałe, polecenia. Uczniowie robią je tylko po to, żeby je „odhaczyć”. Rzadko wyciągają wnioski. Lubię pokazywać na zajęciach wyciągnięte z lamusa przykłady, gwary młodzieżowej, którą zdaniem autorów niektórych podręczników posługują się uczniowie. Mamy się z czego śmiać przez całą lekcję.

Podręczniki a kręgosłupy

Czy uda się zrezygnować z podręczników? Pewnie nie. Podręcznik mógłby być drogowskazem dla nauczyciela i ucznia, gdyby był esencją tego, co trzeba wiedzieć, a nie nadętą do niebotycznych rozmiarów kobyłą. Czy nie dałoby się zrezygnować ze zbędnych upiększeń i wydawać je na lżejszym (i tańszym) papierze? Zerknijcie w chwili wolnej, jak drukuje się się dzisiejsze podręczniki i ile tam zbędnych treści. Halo, wydawnictwa! Zrobicie coś z tym, czy potrzebna jest jakaś forma nacisku?

Polecamy:

Idąc krok dalej, zastanówmy się, czy jest sens targać podręczniki codziennie z domu do szkoły i ze szkoły do domu. Tutaj pomocne może okazać się zmniejszenie ilości zadań domowych. A gdyby tak w ogóle z nich zrezygnować? Może zacznijmy uczyć (się) w szkole, do w końcu tego służy. A w domu zajmijmy się sprawami domowymi. Wtedy tornister będzie z pewnością lżejszy.

Czytaj też:

Michał Domagalski
Pisarz. Autor "Poza sezonem" (nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny) oraz "za lasem/". Publicysta. Sporadycznie nauczyciel.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. „By Michał Domagalski 28 września 2022”
    „Wrzesień za pasem, więc coroczny festiwal narzekania na przepełnione tornistry można uznać za rozpoczęty.”

    za pasem
    Definicja
    tak, że niedługo nastąpi to, o czym mowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze