piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaLifestyleElon Musk zniszczy Twittera? Nie można tego wykluczyć

Elon Musk zniszczy Twittera? Nie można tego wykluczyć

Czy Twittera należy położyć do grobu, czy też portal wyznaczy nową drogę dla mediów społecznościowych? Póki co wiele wskazuje na to, że zachowujący się jak słoń w składzie porcelany Elon Musk zraża do siebie kolejne grupy użytkowników i reklamodawców. Katastrofa nie jest nieunikniona, ale nie można jej wykluczyć.

Czy Elon Musk zostanie grabarzem Twittera? Być może

Redaktor Janek Rojewski napisał kilka dni temu tekst o tytule „Elon Musk zniszczy Twittera? Wstrzymajmy się z takimi opiniami”, w którym pisze o tym, że nowy styl zarządzania portalem może oznaczać również nową jakość w świecie social mediów. Ja bym się jednak nie wstrzymywał, bo ekscentryczny miliarder równie dobrze może posłać korporację na dno.

Porządki Muska w Twitterze. (Planowane) zwolnienia i cięcie kosztów

Już w pierwszym dniu swojej władzy nad portalem Musk wywalił dotychczasowego prezesa i kilku dyrektorów. W ciągu kolejnych dni wypowiedzenie miało otrzymać ok. 3700 osób. Do zwolnień doszło w sposób dość bezpardonowy – nie oszczędzano kobiet w 8. miesiącu ciąży, pracownikom z dnia na dzień odebrano karty dostępowe do biur czy dostęp do firmowych skrzynek (co ciekawe, do części z nich później pisano, czy jednak by nie wrócili, bo brakuje rąk do pracy). Pozostałym nakazano błyskawiczne wprowadzenie nowych funkcji z modelem subskrypcyjnym na czele, co, jak się okazało, skutkowało tym, że tydzień pracy rozciągnął się do ponad 80 godzin, a wielu pracowników zaczęło nocować w śpiworach w biurach. Musk w tym samym czasie nakazał zmniejszenie wydatków na infrastrukturę o miliard (!) dolarów w skali rocznej.

Ktoś powie – jasne, przychodzi nowy inwestor i skupia się na optymalizacji finansowej firmy. Nie znam szczegółów ksiąg finansowych Twittera, ale korporacja podobno traciła pieniądze, a w dodatku doszły problemy z lokalizacją jej siedziby. Znajduje się ona w centrum San Francisco z powodu ogromnych ulg podatkowych, które swego czasu zaproponowało firmie miasto, zwanych nawet „Twitter tax break”. Nie tak dawno temu okazało się jednak, że napływ firm technologicznych drastycznie zwiększył lokalne nierówności, a to z kolei doprowadziło do wielkiego kryzysu na rynku mieszkaniowym. Wielu pracowników innych branż niż big tech po prostu przestało mieć z czego opłacić rosnące czynsze, a w mieście zaczęły powstawać „osiedla” bezdomnych.

San Francisco zareagowało likwidacją ulg, a także wprowadzeniem nowych przepisów, które zmuszają największe korporacje do przekazywania opłat na fundusz walki z bezdomnością. Z tego powodu można było właściwie przewidzieć, że Twitter zwolni ludzi z załogi swojej siedziby (ponad 2500 osób w jednym biurze) i przeniesie to zatrudnienie gdzie indziej. Nie doszło do tego z uwagi najpierw na pandemię, a potem na sytuację przejściową związaną ze zmianą struktury właścicielskiej.

Musk w Twitterze. Ile pieniędzy da subskrypcja?

Aby uzyskać rentowność, trzeba jednak zarabiać. Do istniejących już kosztów utrzymania firmy dojdą ponadto odsetki od kredytów, które miliarder musiał zaciągnąć na poczet nowej inwestycji. Dlatego też Elon Musk postanowił do tradycyjnych zysków od reklamodawców dołożyć nowinkę – niejasny wcześniej system „weryfikacji” wpływowych użytkowników został już zastąpiony modelem subskrypcyjnym. Wcześniej niektórzy otrzymywali niebieski znaczek koło swojego nicka po osiągnięciu określonej liczby obserwujących albo po wykazaniu, że konto faktycznie prowadzi znany polityk/dziennikarz/influencer. Musk postanowił, że od teraz każdy będzie mógł sobie wykupić ten znaczek za cenę 8 dolarów miesięcznie, a pod „oficjalnymi” kontami znajdzie się po prostu stosowna wzmianka. W efekcie: do starego znaczka dodano nowy znaczek informujący o tym, o czym informował wcześniej ten poprzedni.

Brzmi dobrze na papierze, ale tak nie jest w rzeczywistości. Od początku Musk zapowiedział, że konta płatne będą mieć przewagę nad bezpłatnymi, jeśli chodzi o pozycjonowanie ich wpisów przez algorytmy. Stoi to w jawnej sprzeczności z wpisami miliardera o tym, że chciałby, by Twitter stał się „najbardziej trafnym źródłem informacji o świecie”. Doszło do tego do kolejnej kuriozalnej sytuacji – po serii wpisów Muska o tym, że „żarty znów stały się legalne na Twitterze” i innych o wolności słowa, cała masa „zweryfikowanych” użytkowników zaczęła się pod niego podszywać, a viralem stały się żartobliwe wpisy fikcyjnych Musków o piciu własnej uryny i innych tego typu.

Nowy właściciel zareagował… decyzją o tym, że konta podszywające się pod inne osoby bez informacji o „parodii” będą bezterminowo zawieszane. Pomińmy już to, że z uprzywilejowania „subskrypcyjnych” kont przez algorytm najbardziej ucieszą się sekcje dezinformacji w rosyjskich, chińskich czy irańskich służbach specjalnych.

Żart o piciu sików nie rozbawił prawdziwego Elona Muska – zdecydował on, ich autorzy będą banowani.

Musk na Twitterze. Reklamodawcy dziękują za współpracę

Szybko okazało się też, że wpływy z reklamy nagle zmalały. Musk oczywiście zrzucił winę na „aktywistów, którzy wywierają presję na reklamodawców” i napisał, że chcą oni zniszczyć amerykańską wolność słowa. Być może jednak raczej chodzi o to, że na portalu pojawiła się bezprecedensowa wcześniej ilość obraźliwego spamu, podchwycona przez różnych trolli na wieść o „zniesieniu cenzury”.

Efekt tego, że subskrypcja zastąpiła wcześniejszą „weryfikację” kont, jest też taki, że absolutnie każdy może obecnie założyć sobie konto naszej firmy, zapłacić 8 dolarów, a następnie umieszczać tam masę obraźliwych treści. Zwolnienia z tak wielu różnych działów firmy naraz sprawiają też, że Twitter nie wyrabia z moderacją. Wszystko to wzięte do kupy razem z dynamicznymi zmianami, które dzieją się w Twitterze, powodują, że medium po prostu może przestać być atrakcyjne dla reklamodawców, którzy preferują zachowywanie status quo i unikanie kontrowersji jak ognia.

Czytaj także:

To, że najbogatszy człowiek na świecie zarządza swoją nową zabawką jak szesnastolatek swoją paczką przydupasów, nie oznacza jeszcze, że kolejne kuriozalne newsy ze świata Twittera to już orkiestra grająca na Titanicu. Niemniej jednak może okazać się, że to, co ma sens w futurystycznych projektach jak SpaceX czy Tesla, gdzie inwestorzy po prostu pokładają wiarę w to, że za ileś lat te technologie podbiją świat, może nie zadziałać w Twitterze. Tu Musk nie wymyśla nic nowego – ani model subskrypcyjny, ani opcja pisania dłuższych wpisów (słyszeliście o blogach?), ani obietnica rozluźnienia paska wolności słowa (4chan ma się dobrze) nie gwarantuje jakiegoś przewrotu kopernikańskiego w świecie social mediów.

Również gwałtowna redukcja we wszystkich zespołach może doprowadzić do fatalnej w skutkach awarii. Elon nie ukrywa zresztą, że działa metodą prób i błędów, a Twitter będzie w najbliższym czasie wprowadzał „dużo głupich rzeczy”. Problem z tą metodą polega na tym, że nie wiadomo, dokąd ona doprowadzi. A chociażby takie przypadki jak Tumblr czy MySpace pokazują, że internetowi giganci mogą okazać się kolosami na glinianych nogach.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze