czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPracaDziennikarskie #MeToo. Kolejne głosy o mobbingu w mediach

Dziennikarskie #MeToo. Kolejne głosy o mobbingu w mediach

Tomaszu Lisie, będziesz twarzą mobbingu w polskich mediach. Stefanie Michniku… Ty już wiesz, co (fot. Twitter)

Zwolnienie Tomasza Lisa było dla branży dziennikarskiej niczym kamyk, który uruchomił całą lawinę oskarżeń. Niemal wszyscy pracujący w mediach wiedzieli, że w innych redakcjach mobbing kwitnie w najlepsze, a i molestowanie nie należy do rzadkości. Może połowa, może 1/3 dziennikarskiej braci to osoby, które doświadczały tego zjawiska na własnej skórze. Kiedyś słyszały „że tak trzeba”, że mobbujący „ma trudny charakter, ale to świetny fachowiec”, teraz dociera do nich, że zrobiono im krzywdę.

Tomasz Lis mógł nie wylecieć za „zwykły” mobbing

Poza tekstami o zwolnieniu Tomasza Lisa przytaczaliśmy facebookowy wpis Wojciecha Staszewskiego (kiedyś „Gazeta Wyborcza”). Dziennikarz opisał napięte relacje między nim a Renatą kim, w reakcji na postawę redaktorki „Newsweeka” Renaty Kim, która przyznała się do składania skarg na byłego przełożonego. Ktoś inny w sieci poskarżył się na Staszewskiego. Czy całe środowisko dostało mobbingowego rozwolnienia, wywołującą uśmiech zażenowania wśród ciężko pracujących przedstawicieli innych branż?

Żeby zrozumieć, o co dziennikarzom chodzi, trzeba wrócić do poprzedniego akapitu i skonfrontować go z liczbami. Mobbing, czyli krótko mówiąc psychiczne znęcanie się przełożonego nad pracownikiem, nie podlega pod kodeks karny ani cywilny. Sprawami zajmuje się sąd pracy, a osoba, która czuje się mobbingowna, musi udowodnić, że tak było. Naprzeciw siebie ma cały dział prawny wydawnictwa, wsparty działem HR, dysponującym obszerną dokumentacją.

#MeToo Rafała Kalukina

Wsparcie? Nawet mobbingowani koledzy nie zeznają na jego korzyść, bo sami zostaliby zwolnieni. W efekcie pracownicy wygrywają pewnie kilka spraw na tysiąc i nikt do sądu nie idzie, nawet jeśli mobbing trwa latami i niszczy życia dziesiątkom ludzi. Tomasz Lis nie był czarną owcą, w stadzie (choć faktyczny powód jego zwolnienia to ponoć nie ‚zwykły’ mobbing). Jest pewnie medialnym nadmobberem, ale podobnych mu panów (i panie) życia i śmierci można znaleźć niemal w każdej redakcji. Dowody?

Mobbing w „Gazecie Wyborczej”. Były dziennikarz oskarża

W piątek swoją historią podzielił się Łukasz Długowski, pracujący dla „Gazety Wyborczej” i „Dużego Formatu”. „Mój epizod był krótki: kiedy po raz kolejny próbowałem uregulować mój stosunek pracy (w Wyborczej oczywiście na śmieciówce) usłyszałem, że nie, bo za miesiąc znowu przyjdę z depresją. I nagle moje teksty stały się słabe, chociaż przez wiele lat szły z automatu i równolegle, bez problemu szły w DF i WO. Więc zacząłem zmieniać zawód” – czytamy na Facebooku byłego już dziennikarza.

Długowski wprost napisał, że osoba, która go mobbowała, wkrótce została wobec kolejnego oskarżenia „przeniesiona do innej parafii”. „To była Aleksandra Klich (…) obecna naczelna Wysokich Obcasów”. Członkini działającej przy Agorze inicjatywy pracowniczej, która ma chronić personel przed mobbingiem i molestowaniem. Błędne koło się zamyka. „Wiele środowisk pracy ma charakter ’mobbujący’. I nie mobbuje jedna osoba, a wiele, a ’kultura pracy’ w danym miejscu stwarza ku temu warunki”.

Jacek Żakowski z TOK FM (w rozmowie z „Pressem”), który z nadmobberami polskich mediów jest na „Ty”, najpierw wzbraniał się przed potępieniem Tomasza Lisa, później stwierdził, że nagonka jest gorsza niż mobbing, by teraz obwinić… gapiów. Czyli kolegów mobbowanego (którzy przecież często sami są mobbowani). No, tłukł tych chamów, tłukł! Ale jak tu nie tłuc, skoro stoi ich cały rząd, a żaden nawet nie piśnie? Więcej zrozumienia zachodzących tu mechanizmów wykazuje Ewa Siedlecka z „Polityki”.

Ewa Siedlecka pisze o mobbingowym #MeToo

Doświadczona redaktorka pisze na swoim blogu, że mobbowani zwykle nie chcą się przyznać przed samymi sobą do bycia ofiarą. „(…) nie wie, gdzie postawić granicę, na jakie zachowanie nie powinna się już zgodzić. W dodatku w Polsce o mobbingu mówimy od niedawna. To 20-, 30-latkowie wiedzą, jak się go rozpoznaje, i że mają prawo go zgłaszać (…) Tak jak kobiety molestowane seksualnie przez szefów dopiero dzięki akcji #MeToo zobaczyły, gdzie trzeba było postawić granicę, tak teraz widzą to mobbingowani”.

Dziennikarka apeluje o jasne i dostępne procedury zgłaszania mobbingu. Tyle że w RASP procedury istniały, a i tak w więcej niż jednej redakcji gnojono ludzi na potęgę. Podobnie w Wirtualnej Polsce i innych dużych (i nie tylko redakcjach). Co teraz robi RASP? Zamiast posypać głowę popiołem, pozywa jednego z dziennikarzy, który ujawnił lisowskie patologie. Sam Lis też grozi mu procesem. W międzyczasie RASP prowadzi dochodzenie dyscyplinarne ws. red. Agnieszki Burzyńskiej, związanej z politykiem.

Axel pojawia się też – choć nie wprost – w tekście Katarzyny Skrzydłowskiej-Kalukin opublikowanym w „Kulturze Liberalnej”. Dziennikarka przytacza przykłady patologicznych zachowań redaktorów i szefów działów, takie jak drukowanie tekstu, chodzenie z nim po redakcji i mówienie wszem i wobec, że to bardzo dobry tekst, tyle że do podtarcia tyłka. Autorzy musieli poprawiać teksty do rana, „bo tak”, albo modyfikować te artykuły, które przeszły już redakcyjne sito, bo naczelny miał taki kaprys.

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin oskarża zagraniczne wydawnictwo

Usypianie nad drukarką z przemęczenia, karne ściągnie zespołu, by przygotował dodatkowe wydanie gazety, traumy porannych kolegiów, gdzie wszyscy słyszą, że są do dupy, że ich dziennikarze nic nie umieją, że „nie ma, k***a, z czego zrobić gazety”. „Jesteś za miękka, dlatego nie masz sukcesów (…) Chcesz być miły dla ludzi, ale oni nie chcą być mili dla ciebie, jeśli nie weźmiesz ich za twarz, wejdą ci na głowę. Albo ty, albo oni” – czytamy.

„Dziennikarza bardzo łatwo przekonać, że jest nic niewart. Wystarczy regularnie odrzucać tematy, ktуre proponuje, w nieskończoność odsyłać tekst do poprawki, powiedzieć, że się nie nadaje, że nie umie pisać albo zdobyć informacji, a on uwierzy. Tak działa prosty mechanizm psychologiczny w pracy, w której jest się wystawionym na ciągłą ocenę” – pisze Skrzydłowska-Kalukin. I zadaje pytanie, konstatując, że zagranicznej centrali tego konkretnego wydawnictwa jakoś można traktować dziennikarzy jak ludzi:

Polecamy:

„Skąd więc u nas wzięło się to poniżanie, stres, eksploatowanie ludzi? Bo w Polsce tak można. Tu nie obowiązywały standardy centrali, polskie filie zagranicznych korporacji były jak kolonie, można było eksploatować ludzi i skupiać się na zyskach. Tak było i zdaje się, że tak bywa nadal”. Do pracy w Polsce zsyłano tych zachodnich menedżerów, którzy nie potrafili zarządzać ludźmi i nie mieli szans na awans w centrali. To oni byli katalizatorem patologii, które dopiero teraz wychodzą na jaw.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze