piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaHistoriaDlaczego Putin pociąga PiS? „Zachód groźniejszy niż Wschód”

Dlaczego Putin pociąga PiS? „Zachód groźniejszy niż Wschód”

Europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski stwierdził, że choć to paradoksalne, zagrożenie dla polskiej suwerenności ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu. To nie pierwszy raz, kiedy konserwatywni politycy mówią między wierszami, że wolą „ruski mir” niż zachodni liberalizm i demokrację.

Władimir Putin i rządzona przez niego Rosja to największe zagrożenie dla współczesnego świata, ale zarówno w PiS, jak i w Watykanie mają inne zdanie na ten temat (fot. Wikimedia/Flickr)

– To paradoksalne, oczywiście Rosja jest brutalna, może wypowiedzieć nam wojnę, ale w sensie duchowym czy psychologicznym, Polacy wiedzą, jak z takim niebezpieczeństwem się obejść. Putin nas nie dzieli tylko łączy – mówił Krasnodębski, który obok Ryszarda Legutki jest uważany za czołowego myśliciela PiS, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i relacje z Unią Europejską. W myśleniu, że Polska suwerenność jest zagrożona ze strony Zachodu nie jest on – delikatnie mówiąc – odosobniony.

Zdzisław Krasnodębski odkrywa karty

Jarosław Kaczyński – sam prezes PiS – podobną opinię wygłosił 10 listopada 2021 roku podczas przemówienia na placu Piłsudskiego w Warszawie. Wielu komentatorów wzięło to wręcz za wstęp do przygotowań związanych z polexitem. Wydawałoby się, że tego typu retoryka pójdzie w odstawkę w obliczu ataku Rosji na Ukrainę, wojny, która zrzuca maski i każe odłożyć niuansowanie na bok. Raz jeszcze okazało się, że mamy dwa obozy i szaleństwem wydawałoby się sugerować, że oba są zagrożeniem.

Zdzisław Krasnodębski w programie „W punkt” w Telewizji Republika przekonywał jednak, że rosyjskie zagrożenie jest dla mniejsze niż ze strony Zachodu. Ma to wynikać z tego, że znamy historię i widzimy, co dzieje się teraz na Ukrainie. Europoseł podkreśla, że Moskwa to zagrożenie militarne i przede wszystkim spodziewane. Wiemy więc jak się bronić oraz że w ogóle mamy się bronić. A szeroko (nie)rozumiany Zachód ma na nas nastawać na nas duchowo i psychologicznie.

Zdzisław Krasnodębski cytuje słowa Woltera o wolności poglądów, po czym sam nie daje ich wygłaszać

Retoryka części prawicy opiera się na przekonaniu, że Unia Europejska próbuje nam zaszczepić obcy system wartości. System oparty o prawa jednostki, wolności obywatelskie, tolerancję, prawa człowieka, demokrację. To prawda, że w Europie takie wartości są promowane. Konserwatyści i eurosceptycy widzą zamiast tego terror politycznej poprawności, deprawację społeczeństwa, zanik tradycyjnych wartości, utratę suwerenności na rzecz brukselskich biurokratów.

Polska chciała na Zachód. Umów należy dotrzymywać 

Prawdą jest, że instytucje europejskie wymagają od nas przestrzegania zasad praworządności i demokracji. Zasad, na przestrzeganie których my się zgodziliśmy. Najpierw wstępując do Rady Europy, a potem do Unii Europejskiej. Swoją drogą, z perspektywy czasu trudno oprzeć się wrażeniu, że w 2004 roku wskoczyliśmy do odjeżdżającego pociągu. Nie wiadomo, czy później by nas do niej przyjęto i czy rząd PiS, w ogóle by o to zabiegał. A Polska poza UE to też prezent dla Putina.

Zdzisław Krasnodębski uważa Rosję za mniejsze zagrożenie dla naszej suwerenności, ponieważ „wiemy jak z takim niebezpieczeństwem się obejść”. Niewykluczone, że po prostu politykom PiS, pomimo wielokrotnie deklarowanej niechęci do Rosji i obwinianiu jej o katastrofę smoleńską, bliższe są wartości „ruskiego miru” niż zachodnie. Autorytaryzm, centralizacja władzy, przejmowanie mediów, sądów, klerykalizm, szczucie na mniejszości. Brzmi znajomo, prawda?

Zdziwieni?

Nie można oczywiście powiedzieć, że nasz rząd jest prorosyjski. Kłóciłoby się to przecież z obecnym wspieraniem Ukrainy w wojnie z Rosją. To, co zrobił Krasnodębski, to co najwyżej symetryzm. Rusofilią wykazują się za to zagraniczni przyjaciele naszej włazy: Marine Le Pen, Viktor Orban, Mateo Salvini oraz pewna organizacja chrześcijańskich fundamentalistów, o których nie wolno mówić, że są powiązani z brazylijską sektą finansowaną przez Kreml…

Rosja innych pociąga bardziej

Rosja od dawna wspiera skrajnie prawicowe ugrupowania europejskie. Ich działalność wpisuje się w rosyjską rację stanu. Sieją zamęt, promują nacjonalizm, tworzą podziały. Pod ich wpływem Europejczycy zwracają się przeciwko sobie, skupiają się na narodowych interesach kosztem ogólnoeuropejskiej solidarności. A Putin siedzi w bunkrze i zaciera ręce, bowiem Europa im bardziej podzielona, tym słabsza, a im słabsza, tym bardziej podatna na rosyjskie wpływy.

Polecamy:

O rusofilię nie bez racji bywa też posądzany uchodzący za lewicowca papież Franciszek. To jednak zupełnie inny przypadek. Jorge Mario Bergoglio to Argentyńczyk wyrosły w niechęci do USA. Tego USA, które odpowiada za wspieranie prawicowych dyktatur na kontynencie południowoamerykańskim. Tego samego, które teraz wspiera Ukrainę. Rosja natomiast w tamtym rejonie świata niesłusznie uchodzi za kontynuatorkę ZSRR, który wspierał tamtejsze lewicowe ruchy oporu. Skutek podobny, ale motywy zupełnie inne. 

Niewykluczone również, że papieżowi po prostu za  bardzo zależy na utrzymaniu za wszelką cenę przyjaznych relacji z moskiewskim patriarchą Cyrylem. Szkoda, że stosunek do Rosji to jedyna kwestia, w jakiej skrajna prawica zgadza się z Franciszkiem.

Czytaj też:

Krzysztof Całus
Doktor nauk humanistycznych. Politolog, filozof, historyk. Na TrueStory porusza głównie tematy z pogranicza polityki i „obyczajówki”. Pasjonat Ameryki Łacińskiej. Autor dysertacji pt. „Kuba i rewolucja kubańska w prasie polskiej 1958-2016”.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze