czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPolitykaZepsute serce Unii. Jaka przyszłość czeka Europę i jej mieszkańców?

Zepsute serce Unii. Jaka przyszłość czeka Europę i jej mieszkańców?

Na jednej z ulic w Brukseli można natknąć się na mural głoszący: „Przyszłość to Europa”. Czy kontynent określany mianem „starego” może coś jeszcze dać swoim mieszkańcom? Nie trzeba nawet sięgać poza Brukselę, by uświadomić sobie, że Europa ma trudności nawet z rozwiązaniem podstawowych problemów.

Bezdomni mają swoje pomniki w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli, ale nikt realnie nie zajmuje się ich losem (fot. Flickr/Pinterest)

Bruksela jest niewątpliwie miastem kolorowym i różnorodnym; jednocześnie — jak na metropolię przystało — głośnym i zakorkowanym. Krążąc po jej brudnych ulicach, czułem się z jednej strony przytłoczony, a z drugiej zaciekawiony eklektycznym stylem, w jakim wznoszone jest to miasto, przypominającym mi nieco architekturę Warszawy. I tak — był potężny, majestatyczny gmach parlamentu federalnego, trochę dalej szklane wieżowce, a jeszcze dalej — niemalże komunistyczne, wielkopłytowe bloki.

Bruksela. Setki ludzi bez dachu nad głową

Siedzibę władz unijnych widać było już z daleka. Prezentowała się równie majestatycznie, co Pałac Narodów, a przy tym była dalece nowocześniejsza. Niektórzy mogliby się nawet zachwycić, przystanąć i rzec pompatycznie: „oto jesteśmy tu, skąd bije źródło Zjednoczonej Europy!”. Tych jednak bardzo szybko spotkałaby przykra niespodzianka: w cieniu majestatu Unii Europejskiej, pod szklano-metalowymi skrzydłami Wspólnoty spali bezdomni na rozłożonych kartonach lub na brudnych, zużytych materacach.

Potem natykałem się kolejnych obok kaplicy Zmartwychwstania Pańskiego (będącej swego rodzaju „kaplicą sejmową” dla instytucji unijnych). I przy Manneken Pis, przyuważyłem „obozowisko” na skwerku, gdzie stały dwa namioty. Nigdzie problem bezdomności nie uderzył mnie właśnie tak jak w Brukseli. Wiadomo, że w wielu innych miastach europejskich (i nie tylko) jest podobnie, ale czy to nie mówi czegoś o  problem, a o Europie? Tej Europie, której na imię: Przyszłość?

Czy to nie niezwykły (w negatywnym sensie) paradoks, że to właśnie w miejscu, które stanowi polityczne serce Europy, problem nierówności ekonomicznych ma tak widoczny charakter? Już w 2019 roku przedstawiciel Nieuw-Vlaamse Alliantie, największej flamandzkiej partii, alarmował o dramatycznym wzroście liczby bezdomnych w Brukseli — w latach 2009-2019 był on aż siedmiokrotny. Jednocześnie polityka dotycząca bezdomności została oceniona jako „coraz bardziej chaotyczna”.

Europa bezradna czy raczej bez ikry?

Skoro nierówności ekonomiczne mają charakter globalny, to takie też musi być rozwiązanie tego problemu. A od czego jest Unia Europejska, jeśli nie od tego, by koordynować działania poszczególnych państw w kwestiach ponadnarodowych? Tymczasem Wspólnota skupiona na „podnoszeniu standardów”, „przedsiębiorczości”, „innowacyjności” zapomina o innych istotnych problemach, z którymi mierzą się państwa członkowskie, a właściwie ich obywatele. Nie samą bowiem innowacyjnością żyje człowiek.

Gospodarczy liberałowie mogą się w tym momencie obruszyć i rozpocząć serię z CKMu: „socjalizm!”, „rozdawnictwo!”, „olaboga, komunizm!”. Bzdura. W socjalizm w trzeciej dekadzie XXI wieku musi funkcjonować w symbiozie z kapitalizmem, a nie w kontrze do niego, jak w poprzednim stuleciu.

Czemu bowiem w ramach Unii nie mógłby powstać celowany fundusz mający na celu wspieranie firm, które budować będą przytułki lub będą zatrudniać osoby w kryzysie bezdomności? Czemu — korzystając z wolnorynkowych narzędzi, na których, bądź co bądź, UE się opiera — nie można by umożliwić wyjścia z tego impasu, jakim jest bezdomność, ludziom gotowym zmienić swoje życie?

Wśród bezdomnych w Brukseli nie brakuje Polaków

Instytucje unijne wolą jednak ograniczyć się do „wyrażania zaniepokojenia” i stawiania pomników „uciśnionym”. To nawet nie jest żart czy ironia: w 2014 roku do gmachu Parlamentu Europejskiego wstawiono rzeźby przedstawiające osoby w kryzysie bezdomności. Jestem ciekaw, ile kosztowały; innymi słowy: ile pieniędzy przeznaczono na kawał metalu zamiast na (tak, wiem, szalony pomysł) pomoc bezdomnym.

A bezdomność jest tylko jednym z przykładów większego problemu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Unia — zamiast być faktycznie Wspólnotą współpracujących państw, koordynatorem ogólnoeuropejskich działań — staje się (ponownie!) forum współpracy ekonomicznej. Tu nie chodzi o żadną uwierającą „jednolitość” cz  „niepotrzebną biurokrację”. Chodzi o rzeczywisty wspólny front w istotnych kwestiach społecznych, które dotyczą całej Europy. Chodzi o to, by Unia nie była tylko „wyimaginowaną wspólnotą”, a realnym związkiem państw, którym przyświecają te same ideały.

Polecamy:

Jeśli „przyszłość to Europa”, to mamy powody do niepokoju. Europa dziś jedynie udaje, że chodzi w niej o coś więcej niż sprzyjanie ponadpaństwowym mechanizmom wolnego rynku. Pęknięcia między poszczególnymi krajami są coraz głębsze; obojętność na Brukselę — coraz częstsza; wycofanie unijnych instytucji — coraz większe.

Cóż, póki Unia trwa, wszystko może się zmienić. Ale nie sądzę, by mogła długo jeszcze pociągnąć w tym dziwnym stanie zawieszenia. Raczej prędzej niż później trzeba będzie obrać jedną z dróg — ściślejsza integracja lub luźna współpraca gospodarcza. I ta decyzja będzie krytycznym momentem w historii Europy.

Czytaj też:

Niniejszy materiał został opublikowany w ramach otwartego naboru dla autorów tekstów, na który zapraszamy wszystkich zainteresowanych.

Christian Kobluk
Christian Kobluk - nauczyciel wspomagający w jednej ze szkół podstawowych i asystent społeczny posła Tomasza Aniśki. Uzależniony od powieści i seriali. Z urodzenia i z wyboru wrocławianin.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. Myślę że jest to ciekawy artykuł ale dotyczy dużo szerszego problemu i sprowadza się do tego że rzeczywiście brakuje Europie chyba teraz ikry. Bezdomność w porównaniu z resztą świata chyba nie jest takim znowu tematem . Może większym problemem jest to że jesteśmy otoczeni prze kraje które nie są bogate ani demokratyczne a sami starzejmy się i tetryczejemy. Próba zamknięcia si w twierdzy nic nie da. Trzeba aktywnie zmieniać świat który nas otacza. Nie zrobią tego jednak zza biurka biurokraci tylko wizjonerzy, przedsiębiorcy, filozofowie, czasem może nawet awanturnicy poszukujący życiowych wyzwań.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze