czwartek, 13 czerwca, 2024
Strona głównaPolitykaŁotwa. Wyburzanie sowieckich pomników to przejaw braku wyobraźni

Łotwa. Wyburzanie sowieckich pomników to przejaw braku wyobraźni

Tydzień temu w Rydze rozpoczął się demontaż pomnika Zwycięstwa sławiącego triumf Armii Czerwonej nad III Rzeszą. Pomnik zostanie zutylizowany, co stanowi pójście na skróty i jest przejawem braku wyobraźni. Domyślam się co się wydarzy w komentarzach pod tym wpisem. Z góry dziękuję tym, którzy zadadzą sobie trud przeczytania całego tekstu.

Pomnik Zwycięstwa w Rydze (fot. Wikimedia)

Rygę odwiedziłem w trakcie wycieczki wiodącej przez wszystkie państwa bałtyckie, latem 2019 roku. Architektura miasta stanowiła dla mnie ciekawy miks między swoim średniowiecznym, niemieckim dziedzictwem oraz sowieckim monumentalizmem. Z dwudniowego pobytu w stolicy Łotwy najlepiej zapamiętałem mały i pękaty odpowiednik naszego Pałacu Kultury, bibliotekę postawioną z okazji stulecia państwa (budynek stanowił niezły kontrast wobec polskich obchodów tej samej rocznicy) oraz położony za miastem skansen. Nic jednak nie mogło się równać z okazałym, sowieckim pomnikiem Zwycięstwa widocznym chyba z każdego punktu w mieście.

Opis monumentu powinniśmy zacząć od tego, że w zasadzie nie był to jeden pomnik, a cała ich seria. Obok dziesięciometrowej figury Matki Ojczyzny znajdowała się siedmiometrowy żołnierz. Za nimi postawiono płytkie baseny wypełnione wodą oraz trybuny do organizacji oficjalnych świąt (te ostatnie zostały usunięte już dawno). Nad wszystkim górowała czerwona gwiazda zawieszona na wysokości siedemdziesięciu dziewięciu metrów. Możemy to porównać ze świebodzińskim Jezusem, którego figura ma „zaledwie” trzydzieści sześć metrów i nawet jeśli doliczymy do niej 16 metrowy nasyp, to ten przy ryskim monumencie wypadałaby blado. Radziecki pomnik przypominał raczej słynny waszyngtoński biały obelisk, który nie tylko góruje nad miastem, ale właściwie organizuje całe życie wokół niego.

Skala sowieckiego monumentalizmu sprawiła, że długo musiałem zbierać szczękę z podłogi. Choć moje uczucia były naiwne i nie uwzględniały poglądów mieszkańców miasta, to cieszyłem się, że mimo upływu lat mogłem jeszcze zobaczyć ten powidok słusznie minionej epoki. Oczywiście, Łotysze zwlekali z rozbiórką pomnika przez lata nie ze względu na nostalgię do ZSRR, a raczej uwzględniając gniew Moskwy, swoje nie najlepsze położenie geopolityczne i fakt, że kraj dalej zamieszkiwany jest przez liczną mniejszość rosyjską. O tym, że ta jest dumna ze swojego pochodzenia wie każdy, kto odwiedził Dyneburg. Miasto położone we wschodniej części kraju, w którym dogadanie się z autochtonami bez znajomości rosyjskiego staje się w zasadzie niemożliwe. W 2012 roku rosyjska mniejszość próbowała ustanowić swój język drugim oficjalnym językiem w kraju. I choć przegrała z kretesem to samo referendum pokazywało jej ambicje.

Z kolei Łotysze – tak jak każdy naród, który znalazł się pod sowiecką okupacją – podkreślają, że rządy Moskwy dążyły do stopniowego wyplenienia ich kultury, a być może nawet do zagłady całego narodu. Dość powiedzieć, że w wyniku okupacji Łotwy jedna czwarta jej mieszkańców zginęła deportowana w głąb ZSRR lub bezpowrotnie wyjechała na Zachód.

Pomnik w Rydze. Sytuacja po wybuchu wojny

Inwazja Rosji na Ukrainę tylko podgrzała emocje wokół pomnika. Mniejszość rosyjska jak co roku zamierzała udać się pod monument w maju, by uczcić „zwycięstwo nad faszyzmem”. Podobnie jak w Polsce (u nas rosyjski ambasador został oblany czerwoną farbą) i w Rydze nie obyło się bez incydentów. Władze miasta chcąc nie dopuścić do skandalu już w kwietniu ogrodziły pomnik ze względu na jego „zły stan techniczny”, a potem zaprezentowały w jego pobliżu zdjęcia przedstawiające rosyjskie bestialstwo na Ukrainie.

Dlaczego więc w obliczu wszystkich powyższych faktów dalej uważam, że burzenie monumentu to droga na skróty? Argument mówiący, że nie należy czegoś robić, aby nie „drażnić niedźwiedzia” nigdy do mnie nie przemawiał (mało kto tak działa Rosjanom na nerwy jak Litwini), a po agresji na Ukrainę stracił rację bytu. Jest dla mnie oczywistością, że o tym jak wygląda miasto powinny decydować demokratycznie wybrane władze w porozumieniu z mieszkańcami. A jednak, wciąż czuję ukucie zachwytu nad sowieckim monumentalizmem. Nad świadectwem epoki, który trudno byłoby mi gdzieś indziej zobaczyć.

W tej sytuacji proponowałbym nie tyle demontaż (pomnik został przemielony na gruz) co raczej twórcze przerobienie, przeniesienie lub postawienie w jego miejscu nowego pomnika podobnych rozmiarów. Łotwa zyskałaby dużo rozgłosu gdyby wykorzystując aferę pomnikową zaprezentowała się jako państwo kreatywne i rozpisała konkurs architektoniczny pozwalający lokalnym twórcom dowolnie przerobić pomnik. Efekty mogłyby być zdumiewające i z pewnością o akcji mówiłby cały świat.

Inną opcją byłoby przeniesienie pomnika na odludzie. Tak zrobili Litwini, którzy utworzyli Park Grutas stanowiący ciekawy skansen złożony z usuwanych sowieckich pomników. Obecnie w parku znajduje się osiemdziesiąt eksponatów „wystawionych” na liczącym ponad 20ha terenie. To niewątpliwa atrakcja turystyczna regionu.  

Opcja trzecia obejmowałaby zburzenie, ale tylko z założeniem, że w miejscu powstanie równie imponujący pomnik. Wówczas Łotwa – niezależnie do jakiego wydarzenia z historii chciałaby nawiązać – podkreślałaby swoje zwycięstwo nad Rosją i dawała znać, że wcale nie jest ubogim krewnym, ale państwem, które ma wspaniałą przeszłość i bardzo duże ambicje.

Zobacz też:

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze