poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPolitykaDlaczego nie płaczę po Elżbiecie II?

Dlaczego nie płaczę po Elżbiecie II?

Elżbieta II nie żyje. Wielka Brytania tonie w żałobie, ale potem będzie musiała się zastanowić co dalej z rodziną królewską. Bo choć procedury dokładnie przewidują co stanie się po śmierci Elżbiety, to warto spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że jej polityczny wpływ na życie Zjednoczonego Królestwa był żaden

Elżbieta II Zombie (fot. Midjourney AI)

Monarchia brytyjska znika na naszych oczach. Ostatni „prawdziwy” dwór królewski marnieje z roku na rok, uginając się pod ciężarem kolejnych skandali. Śmierć królowej Elżbiety oznacza, że w pałacu Buckingham dojdzie do wymiany pokoleń, z tym że jedno z nich być może zostanie przeskoczone. Po śmierci Elżbiety, królem został jej syn Karol, ale spekuluje się, że ten abdykuje i odda władzę w ręce Wiliama. Jeśli tak się stanie, nie będzie to monarchia taka jak dawniej.  Konflikt pomiędzy księciem Harrym a królową Elżbietą pokazał, że młodzi chcą zmian i nie czują się dobrze w sztywnym protokole. Zresztą już zapowiedziano, że po śmierci królowej pałac Buckingham zostanie zamieniony na muzeum.

Elżbieta II panowała ale nie rządziła

Okazji do podsumowania dorobku panowania Elżbiety było bez liku, głównie dostarczały ich kolejne jubileusze. Pisząc niniejszy tekst powinienem więc śmiało otworzyć archiwalne wydania gazet i przygotować się czytając o tym jak podsumowano 50-lecie panowania Elżbiety, a potem 60 i 70-lecie. Tyle, że takie teksty w zasadzie nie powstawały. Można wręcz odnieść wrażenie, że zarówno przez Brytyjczyków jak i przez obserwujących życie monarchii dziennikarzy, ani Elżbieta ani nikt z jej rodziny nie był traktowany jak polityk. To sytuacja kuriozalna, równie dobrze moglibyśmy spróbować wyobrazić sobie papieża nie będącego kapłanem, żołnierza mającego zakaz strzelania z karabinu lub aktora porno pozbawionego erekcji. A jednak, właśnie taki system wymyślili sobie Brytyjczycy.

Dla Irlandczyków monarchia brytyjska przez wieki była głównie źródłem cierpień i upokorzeń (fot. Twitter)

Obecna sytuacja to spadek po XVII wieku, gdy król walczył o władzę z parlamentem. W 1649 roku mogło się nawet wydawać, że to Wielka Brytania będzie pionierem walki o republikanizm na starym kontynencie. Jednak już dziesięć lat po ścięciu Karola I Stuarta do władzy wrócił jego imiennik. Od tej pory zakres władzy monarszej był stopniowo ograniczany, aż ta zanikła prawie zupełnie i ograniczyła się do funkcji reprezentatywnych i spajania Imperium Brytyjskiego osobą władcy (dopóty, dopóki jakiekolwiek Imperium istniało). Dziś książę Karol – syn Elżbiety i teoretycznie jej następca – wzbudza kontrowersje nawet gdy skrytykuje rząd w prywatnej rozmowie, a przecieki z jego wypowiedzi wypłyną do mediów. I choć zdawać by się mogło, że w osobie Karola Wielka Brytania w końcu doczeka się władcy z jakimikolwiek ambicjami, to ten uspokaja media tłumacząc, że jako król będzie miał za zadanie jednoczyć, a nie dzielić i nie pozwoli sobie na tyle, na ile pozwala sobie będąc następcą tronu (czyli prawie na nic).

System, w którym głowa państwa nie sprawuje władzy Elżbieta doprowadziła do perfekcji, stając się żywą figurą wojskową, która odpowiedzialna była za przecinanie wstęg jak kraj długi i szeroki. Jednocześnie jednak jej urok sprawiał, że dużej części opinii publicznej taka forma aktywności bardzo się podobała. Na całym świecie słychać dziś słowa o „klasie” Elżbiety, przy czym „klasa” to w tym wypadku eufemizm na „milczenie”. Zgodnie z powiedzeniem mówiącym, że nie myli się ten, co nic nie robi, Elżbieta nie myliła się nigdy.

Elżbieta II Ciepła kluska

Co innego jej dzieci i rodzina. Pozbawiona realnego wpływu na rzeczywistość monarchia zaczęła gnuśnieć i tonąć w zalewie skandalów obyczajowych. Prosta prawda mówiąca, że obrzydliwie bogaci, znudzeni i pozbawieni odpowiedzialności ludzie w końcu zaczną prowadzić hulaszczy tryb życia tym razem jakby zszokowała świat. Tytuły do kolejnych wydań tabloidów dostarczali Diana, Andrzej i Meghan. W międzyczasie książę William wraz z żoną ośmieszali miejscową ludność na Tuvalu (dosłownie podróżowali po wyspie za pomocą lektyki), a pieniądze zarobione przez rodzinę były skutecznie wysyłane do rajów podatkowych, by nie płacić wysokich danin w Londynie.

Tak, nie przesłyszeliście się. Dziś rodzina królewska nie panuje nawet nad swoim majątkiem. Zamiast niej władzę nad posiadłościami i kasą ma specjalnie założona w tym celu firma Crown Estate. Jej menadżerowie uznali, że rozsądniej będzie płacić podatki na antypodach niż oddawać rodzimej skarbówce. Zabawne, biorąc pod uwagę, że twarz Elżbiety znajduje się na banknotach. Jednak nawet skandal takich rozmiarów nie obszedł ani jej, ani zapatrzonych w niej fanbojów.

Piszę to wszystko jako przeciwnik monarchii, tyranii i jakiejkolwiek dyktatury. Pomysł mówiący, że ktokolwiek powinien sprawować władzę nie ze względu na swoje zdolności, charyzmę i intelekt, a raczej dlatego, że po prostu jest czyimś dzieckiem wydaje mi się obrzydliwy. Przy całej swojej niechęci powinienem jednak pamiętać, że monarchia to ustrój stary jak świat. W państwach na całym kontynencie do władzy dochodzili tak władcy słabi i pyszałkowaci jak i ambitni i wyznaczający cele dla kolejnych pokoleń.

Obecny system, w którym król jest tylko królem malowanym jest – biorąc pod uwagę historię świata – zaledwie trzystuletnią nowalijką. Nowością, która nie powinna dłużej utrzymać ciężaru własnej groteski. Monarchia na wyspach nie zostanie więc obalona siłą, a raczej zapadnie się pod ciężarem własnej głupoty. Dziś bowiem zarówno królowa jak i otaczające ją miniony to tylko grupa celebrytów rozpaczliwie walcząca o uwagę z gwiazdami muzyki pop i instagramerami. Do odrzucenia rządów korony dojrzewają kolejne narody. Po Barbadosie w kolejce do usunięcia króla ustawiają się Jamajka i Australia. I może to powinno być najlepszą recenzją „rządów” Elżbiety. Gdy obejmowała tron, nad jej Imperium słońce faktycznie nie zachodziło. Gdy kończyła urzędowanie jej „władza” była uboższa o piętnaście różnych terytoriów. Nie mam wątpliwości, że jej przodkowie uznaliby to za pełną katastrofę.

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze