piątek, 12 kwietnia, 2024
Strona głównaLifestyleWojna na Ukrainie. To (nie) jest dobry moment, by zarabiać

Wojna na Ukrainie. To (nie) jest dobry moment, by zarabiać

Nicholas Cage jako Jurij Orłow znany jako Wiktor But w filmie „Pan życia i śmierci” (na tle zniszczonego Charkowa). Fot/materiały prasowe/twitter

Lista światowych marek, które zawiesiły lub poważnie ograniczyły swoją działalność w Rosji (ale też często w Białorusi), rośnie z każdym dniem. Na ten moment usług wyborcom Putina nie chce świadczyć przeszło największych 70 firm z niemal wszystkich branż. Trudno wyobrażać sobie, by przykładowy McDonalds karmił, a Adidas ubierał Rosjan w momencie, kiedy ich bliscy i znajomi w mundurach mordują Ukraińców.

Wojna na Ukrainie. Sankcje, bojkot i te sprawy

Choć byłoby naiwnością wierzyć, że podobne decyzje zapadają w oparciu o imperatyw moralny (nie chodzi o to, że nie wypada sprzedawać w Rosji, tylko o to, że jest to aktualnie skrajnie źle widziane), faktem jest, że Rosjanie są stopniowo odcinani od kolejnych dóbr. Po wyłączeniu ich kraju z systemu bankowego SWIFT i licznych systemów informatycznych, izolacja się pogłębia.

Wartość rubla widowiskowo spadła, a cios w gospodarkę i konsumentów ma być na tyle mocny, by na Kremlu jak najszybciej przyszła refleksja, że dalsze prowadzenie wojny z Ukrainą może się okazać dla Rosji finansowym samobójstwem. Kto wie, czy „zagłodzenie” i podburzenie Rosjan, czy to przez konfiskatę jachtu w Monte Carlo, czy przez zablokowanie iPhone’a, nie zakończy wojny szybciej niż zbrojna pomoc Ukrainie.

Sankcje handlowe działają też w drugą stronę, co mamy okazję obserwować w Polsce. Od pierwszych dni agresji putinistów na Ukrainę w sieci krąży lista rosyjskich produktów, wraz z namowami do ich bojkotu. Towary rodem z Rosji, ale także kolaborującej z najeźdźcami Białorusi, ściągają w pośpiechu ze swoich półek nie tylko największe polskie dyskonty. Nierobienie interesów z Rosjanami to obecnie wręcz racja stanu.

Maspex repolonizuje rosyjski alkohol, a Orlen ropę

Przekonała się o tym Coca-Cola, która jest w mediach społecznościowych traktowana w ostatnich godzinach co najmniej jak napój ze krwi szatana, tylko dlatego, że firma nie zdementowała komunikatu TASS. Rosyjska agencja d̶e̶z̶informacyjna w czwartek przekazała, że koncern nie ma w planach zamknięcia produkcji w tym kraju. Gdy sieci ruszyła lawina nawoływań do bojkotu napoju i „przejście na Pepsi”, Coca-Cola w końcu poinformowała, że wycofuje się z Rosji.

Gdyby nie fakt, że oba koncerny pielęgnują delikatną wspólny, światowy duopol, można byłoby pomyśleć, że obecna kampania przeciw Coca-Coli to świetna robota ludzi zatrudnionych przez Pepsi

Okazyjne zakupy towarów, surowców czy akwizycje rosyjskich firm mogą budzić obecnie kontrowersje. Shell jest krytykowany za zakup milionów baryłek rosyjskiej ropy po okazyjnej cenie (29 dolarów poniżej ceny rynkowej) oraz deklarację, że mimo wojny dalej będzie ją kupował. Choć polski premier Mateusz Morawiecki nawołuje do bojkotu surowca z tego źródła, 700 tys. baryłek od Uralsa na początku marca kupił też Orlen. Polska wciąż importuje też rosyjski węgiel.

Z mieszanymi uczuciami odebrano też informację o przejęciu przez wadowicki koncern Maspex rosyjskiej firmy CEDC International, do której należą marki wódek Żubrówka, Soplica, Bols czy Absolwent, którą ogłoszono… dzień po ataku Rosji na Ukrainę. Zamiast cieszyć się z „repolonizacji” znanych brandów, właściciel Krzysztof Pawiński musi tłumaczyć w mediach, że deal był dopięty już wcześniej, a w piątek nastąpiło jedynie przejęcie operacyjnej kontroli nad spółką.

Uwaga na charity washing

Przy tej okazji nie sposób nie zwrócić uwagi na polskie firmy, które próbują „zmonetyzować” zainteresowanie tematem wojny u naszych granic. Kubki, ubrania, wstążki, rzepy, przypinki i inne gadżety z flagami i symbolami związanymi z Ukrainą, a także te szkalujące Rosję i Władimira Putina, to obecnie nie tylko świetny pomysł na biznes dla wielu cwaniaczków, którzy będą zarabiać krocie na chłamie sprowadzanym z Chin.

Śliczne to, ale i tak nic nie przebije sklepu z ciuchami, oferującego sukienki i żakiety dla Ukrainy (20 proc. zysku)

Jeszcze większy sprzeciw powinny budzić firmy, które nakręcają sprzedaż wysokomarżowych produktów, opierając kampanię komunikacyjną na marnych groszach przekazywanych od sprzedanej sztuki na rzecz PAH czy innego Czerwonego Krzyża. Trudno winić za to wymienione organizacje, dla których liczy się dosłownie każdy grosz, ale warto zadać sobie pytanie, jakie zyski z tego charity washingu powędruje do kieszeni pazernych januszy biznesu.

Jak rozpoznać firmy, które takie pomocowe akcje sprzedażowe robią z głową i uczciwie? To te, które CAŁY zysk ze sprzedaży wybranego produktu czy usługi przekazują na organizacje pomocowe. Do odwołania. Albo na czasowo, ale na cały asortyment. Przykłady można mnożyć, ale nie chodzi o robienie komuś reklamy czy antyreklamy. Ogarnięci pozytywnym szałem pomocy i chęcią uczestnictwa w wspólnocie pamiętajmy jednak, że niektórzy chętnie na tym zarobią.

Maciej Deja
Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze