czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaKulturaFilmWiedźmin. Sezon 2. na 35. urodziny Geralta

Wiedźmin. Sezon 2. na 35. urodziny Geralta

Henry Cavill po dwuletniej przerwie znów mruczy i napina mięśnie, doprowadzając żeńską część widowni do ekstazy. Wystarczy odpalić Netfliksa, by poznać dalsze losy serialowej ekranizacji prozy Andrzeja Sapkowskiego. Tak się składa, że drugi sezon „Wiedźmina” debiutuje równe 35 lat po „narodzinach” Geralta.

Tę opowieść znają wszyscy, dla których „Wiedźmin” nie kończy się na grach komputerowych i serialu Netfliksa. – Dlaczego nie napiszesz czegoś takiego? – zapytał 14-letni Krzysztof, zagorzały czytelnik magazynu „Fantastyka”. – Nie ma problemu, napiszę – odpowiedział jego ojciec, trudniący się głównie handlem futrami 38-latek z Łodzi. Pod koniec 1986 roku na adres redakcji „Fantastyki” przysłał opowiadanie, które zaczynało się od słów:

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej”.

„Wiedźmin” trzecim opowiadaniem grudnia 1986. Później było lepiej

„Wiedźmin” zajął wtedy trzecie miejsce w konkursie na opowiadanie fantastyczne, ale przyczynił się do bodaj największego sukcesu polskiego dzieła w historii popkultury. A Andrzej Sapkowski do stworzenia postaci, która dla pokolenia millenialsów i młodszych na całym świecie jest równie rozpoznawalna, co Superman czy postaci z uniwersum Marvela. 

Żyjący w fikcyjnym świecie zabójca potworów szybko doczekał się kolejnych opowiadań – zbiór liczący pięć historii ukazał się w 1990 roku nakładem wydawnictwa Reporter. Kolejne tomy wydano w latach 1992 i 1993, a już rok później Sapkowski zadebiutował z książką „Krew Elfów”, będącą pierwszą częścią tzw. sagi wiedźmińskiej.

Opowiadania i kolejne cztery tomy (wydawane do 1999 roku) przyniosły Sapkowskiemu ogromną popularność w Polsce i w krajach ościennych. Na jej fali niesławny producent filmowy Lew Rywin zdecydował się na ekranizację losów „Geralta”. Smok narysowany w paintcie, Marian Paździoch w obsadzie i Daniel Olbrychski jako król elfów sprawiły, że mimo pokaźnego budżetu (niemal 19 mln zł), „Wiedźmin” jako postać był na dobrej drodze do śmierci naturalnej.

„Wiedźmin” Resurrection. Geralt wygrywa z pikselami

Geralt z Rivii narodził się ponownie w roku 2007, gdy studio CD Projekt zakończyło trwające od pięciu lat pracę nad grą komputerową w uniwersum „Wiedźmina”. Sukces przerósł oczekiwania chyba nawet samych twórców – recenzje były entuzjastyczne, a już w rok od debiutu na całym świecie sprzedano ponad milion egzemplarzy gry.

Wielki sukces komercyjny odniosła też kontynuacja. „Wiedźmin 2: Zabójcy królów” osiągnął jeszcze wyższe oceny recenzentów, a milion egzemplarzy sprzedano w nieco ponad pół roku (łącznie sprzedaż przekroczyła 8 milionów egzemplarzy). Jeden z nich trafił nawet do Baracka Obamy jako prezent od ówczesnego premiera Donalda Tuska (choć „Washington Post” uznał go później za najgorszy z niemal 300 prezentów, które Obama dostał od przywódców innych państw).

W 2015 roku CD Projekt ukończyło ostatnią grę z serii „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. W tym przypadku trudno mówić o czym innym niż totalne szaleństwo – milion egzemplarzy sprzedano już w trybie preorder, a łącznie przekroczyła ona 20 mln egzemplarzy. Gra znalazła się w rankingach najlepszych tytułów wszechczasów, a magazyn „GameStar” uznał ją nawet za najlepszą RPG w historii.

Dzięki prostemu trickowi osiągnęli sukces. Pisarze fantasy ich nienawidzą

Co ciekawe, sam Sapkowski o grach wypowiadał się zawsze lekceważąco czy wręcz z pogardą. Choć fabularnie ocierały się one o geniusz, były coraz luźniej związane z twórczością „ojca” literackiego Geralta. Sapkowskiego do szewskiej pasji doprowadzał też sukces finansowy twórców gry. W 2002 roku, sprzedając prawa do adaptacji, nie chciał się zgodzić na to, by częścią umowy był procent od sprzedaży gier. Autor po prostu nie wierzył w ich sukces.

Przez pięć lat mógł żyć w przekonaniu, że biorąc z góry 35 tys zł, zamiast udziału w niepewnych zyskach, zrobił dobry interes. Później mógł tylko pluć sobie w brodę. Dwa lata temu wysłał do CD Projekt pozew, w którym domagał się należnego mu procenta, mimo że zrzekł się ich we wcześniejszej umowie. Jego prawnicy wyliczyli, że określone w prawie autorskim 6 proc. z zysku twórców gry, to… 60 mln zł. CD Projekt najpierw określił żądania Sapkowskiego za bezzasadne, ale szybko poszedł z pisarzem na ugodę.

Autor wykorzystał zresztą rosnącą galopującą popularność Wiedźmina i w 2013 roku pozbierał kilka napoczętych opowiadań i wydał je w zbiorze pt. „Sezon Burz”, który zebrał jednak mieszane recenzje. Później polscy fani byli mamieni kolejnymi doniesieniami o filmowym „Wiedźminie”, za którego miał odpowiadać m.in. Tomasz Bagiński. Projekt nie doszedł ostatecznie do skutku, ale…

„Wiedźmin”, produkcja Netflix. Czyli ostateczny triumf Geralta

W maju 2017 roku gruchnęła wieść, że do gry o ekranizację wchodzi Netflix. Bagiński, autor animacji wykorzystywanych w wiedźmińskich grach i nominowanej do Oscara „Katedry”, został producentem wykonawczym projektu. Gdy we wrześniu 2018 roku ogłoszono, że odtwórcą głównej roli zostanie znany m.in. z roli Supermana Brytyjczyk Henry Cavill (jako zapalony fan gry sam zabiegał o tę rolę), zapachniało superprodukcją, na jaką „Wiedźmin” zasługuje.

Po ponad dwóch latach produkcji 10-odcinkowy serial zadebiutował na Netfliksie, stając się najpopularniejszą pozycją w historii platformy. Choć recenzje były skrajnie różne, serial ugruntował pozycję Geralta w światowym panteonie popkulturowych herosów. I w dużej mierze zaspokoił apetyty sierot po „Grze o Tron”.

Sapkowski udzielał się przy produkcji serialu i udzielał błogosławieństwa showrunnerce, Laurent Hissrich. Poza kolejną sumą za wykorzystanie wymyślonej przez niego postaci, zaczęła do niego spływać fortuna za kolejne zagraniczne edycje książek. W pewnym momencie był autorem nr 1. serwisu Amazon, a jego „Ostatnie Życzenie”, trafiło nawet na 4. miejsce listy bestsellerów „New York Timesa”. 27 lat po premierze.

Kreskówka, prequel i kolejne sezony, a może też gry i książki

W piątek, dzień po 35. urodzinach Geralta, na Netfliksie pojawił się drugi sezon „Wiedźmina”. Ostateczny triumf Białego Wilka trwa. Wiadomo, że powstanie jeszcze co najmniej jeden sezon, a i Andrzej Sapkowski, choć wielokrotnie zarzekał się, że kolejnej książki o przygodach Geralta już nie będzie, prawdopodobnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Latem tego roku Netflix wypuścił też anime pt. „Wiedźmin: Zmora Wilka”, opowiadające o czasach młodości mentora Geralta, Vesemira. W przyszłym roku premierę będzie miał inny prequel „Wiedźmina” pod tytułem „Rodowód Krwi”. Opowie on o wydarzeniach poprzedzających aż o 1200 lat czasy czasy znanego nam wiedźmina.

Czytaj też:

Czy to aby nie rozmienianie się na drobne? Co będzie dalej? Składanka z przebojami Jaskra? Czemu nie! Po 20 latach, kiedy poza Polską i krajami ościennymi „Wiedźmina” kojarzyło pewnie zaledwie kilku zapaleńców, przyszedł czas na poszerzanie uniwersum. Teraz to międzynarodowa franczyza i istna maszynka do zarabiania pieniędzy. Najlepiej wiedzą to w CD Projekt, bo i oni mimo wcześniejszych zapowiedzi nie wykluczają powrotu do świata wykreowanego przez Sapkowskiego. Trzeba kuć żelazo, póki gorące.

Choć minęło 35. lat odkąd wszedł bramą Powroźniczą do Wyzimy, to triumfalny pochód wiedźmina trwa w najlepsze.

Polecamy:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze