poniedziałek, 27 maja, 2024
Strona głównaKulturaSubiektywny ranking najlepszych filmów świątecznych

Subiektywny ranking najlepszych filmów świątecznych

Święta Bożego Narodzenia to mój ulubiony okres w roku kalendarzowym. Uwielbiam wszechobecny kicz oraz Świętego Mikołaja pijącego coca-colę w reklamach. Tym samym prezentuję więc mój subiektywny przegląd ulubionych i tym samym najlepszych filmów, które można wrzucić do jednego worka z napisem „świąteczne”.

10. To właśnie miłość / Love Actually (2003, Richard Curtis)

Nie rozumiem fenomenu tego filmu. Kilka historii, które co prawda się przeplatają, ale nie mają przestrzeni na odpowiednie rozwinięcie i są po prostu naszkicowane bardzo pobieżnie. Widz przez to nie może nawet w jakikolwiek sposób zżyć się z bohaterami. Czas szybko leci, a na koniec odczuć można spory niedosyt. Czy jest jednak w nim cokolwiek dobrego? Otóż tak – to filmowy odpowiednik Roberta Makłowicza. Dosłownie nie znam nikogo, kto pałałby do niego nienawiścią, w przeciwieństwie do pozostałych pozycji w rankingu. To po prostu dzieło, które lecieć będzie gdzieś w tle „do karpia” i nikt nie będzie miał o to pretensji. Wielokrotnie uratował też wiele moich nieudanych randkowych wieczorów.

9. Białe Boże Narodzenie / White Christmas (1954, Michael Curtiz)

Choć w mamy tytule Boże Narodzenie, samych świąt jest jak na lekarstwo. Mamy za to dużo śpiewania, radości i naiwności, jak to w musicalach zresztą bywa. Być może i elementy muzyczne są nieco przesadzone w stosunku do scen mówionych, ale jest to coś, na co można przymknąć oko. Nie można za to przymknąć oka na miałkość fabuły i sklecone na kolanie dialogi. Dlaczego więc ująłem ten film w rankingu? Cóż, jest to chyba jedyny musical świąteczny, który zyskał tak duży sukces (a przynajmniej – jedyny jaki znam). A o cóż innego chodzi w Bożym Narodzeniu, jak nie o radość i wspólne kolędowanie?

8. Opowieść Wigilijna / A Christmas Carol (2009, reż. Robert Zemeckis)


Opowieść Wigilijna była już tak wiele razy przerabiana przez kulturę, że chyba nie sposób wymienić wszystkich jej wersji ekranizacji. Osobiście bardzo spodobała mi się jednak wizja Roberta Zemeckisa z 2009 roku. Ze świecą można tutaj szukać magii Świąt Bożego Narodzenia, ale za to sporo znajdziemy elementów rodem z horroru. Ba, klimat tego filmu jest czasem tak surrealistyczny, że nie powstydziłby się go nawet sam David Lynch. Jedna z bardziej awangardowych pozycji na liście.

7.Cud na 34 ulicy / Miracle on 34th Street (1947, George Seaton)

Film kultowy w Stanach Zjednoczonych, ale poza nimi niemal nieznany. Wszyscy kiedyś wierzyliśmy w Świętego Mikołaja, ale tylko w Ameryce kwestia jego istnienia mogła zostać poddana ocenie sądu. Tak, kulminacyjnym momentem tego dzieła jest posiedzenie sądu, gdzie rozpatrywana jest sprawa, czy główny bohater jest prawdziwym Świętym Mikołajem. Urocza naiwność tej historii jednak zupełnie nie przeszkadza w odbiorze. Twórcy nie silą się na realizm, a świąteczna atmosfera jest dla nich synonimem kiczu. Czy to jednak coś złego? Absolutnie nie!

6. Holiday (2006, Nancy Meyers)

Ten film obejrzałem głównie dla jednego z moich ulubionych aktorów, Eliego Wallacha. Owszem, jego występ jest brawurowy, tym bardziej że miał wtedy na karku 90 lat, aczkolwiek nie on jest gwoździem programu. Najważniejszy w tym filmie jest… klimat. Może i pomysł na fabułę jest ciekawy, aczkolwiek jakość dialogów i wartkość akcji nie stoi na jakimś wybitnym poziomie. Dostajemy za to radość z grania, która widoczna jest w każdej scenie. Widać, że aktorzy lubią się wzajemnie i dobrze bawią na planie. Owszem, scenariusz przenosi nas w okres świąteczny, ale ich magia objawia się w nieco inny sposób – w miłej atmosferze, która poprzez ekran telewizora przenika do widza.

5. Family Man (2000, Brett Ratner)

Jest to jedna z pozycji, której fabuła okazała się głębsza, niż twórcy pierwotnie zakładali. Owszem, denerwują pewne amerykanizmy i brak szerszego spojrzenia na problem osób, które przekładają karierę zawodową nad rodziną. Można też przyczepić się do nieco przesadzonej końcowej sceny, robiącej z głównej bohaterki idiotkę, no ale przecież nie o to w tym filmie chodzi! Jest ciepły, subtelny, a akcja dzieje się niespiesznie. Pokazuje perspektywę życia rodzinnego, pozytywne aspekty życia z innym człowiekiem. Nawet kłócąc się kolejny raz o rozrzucone w domu skarpetki, po seansie tego dzieła można pomyśleć – „kurczę, przynajmniej mam Z KIM się kłócić”.

3. Kevin sam w domu / Home Alone (1990, reż. Chris Columbus)


Nie wiem, czy trzeba pisać coś więcej. Swego czasu, gdy Polsat nie chciał emitować w okresie świątecznym „Kevina…” powstała specjalna petycja, poprzez którą sam Zygmunt Solorz musiał interweniować i korygować błąd ramówki. Mam wrażenie, że z powodu karykaturalności tej pozycji, nie doceniamy jej walorów. A jest to naprawdę całkiem sympatyczna, pomysłowa i śmieszna bajka o chłopcu, który znalazł się w trudnej sytuacji. To wszystko podkreślane jest baśniową muzyką Johna Williamsa, który miał już na koncie lepsze ścieżki dźwiękowe, ale z pewnością podołał tu swojemu zadaniu. Poza tym, czy istnieje ktokolwiek, kto nigdy nie oglądał Kevina?

2. Szklana Pułapka / Die Hard (1988, reż. John McTiernan)


„Yuppikayey motherfucker”! To jeden z najlepszych filmów akcji, które trzymają w napięciu i angażują widza już od samego początku. Przypadkiem zdarzyło się jednak, że akcja dzieje się w Święta Bożego Narodzenia i dlatego właśnie często zaliczany zostaje w poczet świątecznych klasyków. Z perspektywy czasu przeszkadzają trochę obrażające logikę zwroty akcji i zachowania niektórych bohaterów (ach ta policja o inteligencji jaskiniowców…). Z drugiej strony takie niedoskonałości giną w gąszczu wartkiej akcji, ale przede wszystkim brawurowej, ikonicznej wręcz roli Alana Rickmana jako Hansa Grubera.

1. To wspaniałe życie / It’s a wonderful life (1946, reż. Frank Capra)

Absolutny klasyk i arcydzieło, które podziwiam do dziś. Motyw anioła ukazujący alternatywną rzeczywistość niedoszłemu samobójcy był później wielokrotnie powielany w kulturze, co już samo w sobie świadczy o jego ponadczasowości. Powstrzymam się jednak od podawania kolejnych przymiotników, które podkreślają genialność tego dzieła – to po prostu trzeba zobaczyć i płakać ze wzruszenia na koniec. Jest to jeden z niewielu filmów, które naprawdę potrafią wzruszyć, zmotywować oraz przekazać: „Hej, może jednak Twoje życie nie jest takie złe?”. No i ten niesamowity James Stewart…

To_tylko Redaktor
To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze