piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaEkologiaW szkołach może powiać chłodem

W szkołach może powiać chłodem

Pamiętacie jeszcze nauczanie zdalne? Jeśli powoli o nim zapominacie, to możliwe, że będzie okazja przypomnieć sobie je w praktyce. Zdalne może wrócić zimą, bo będzie… zimno.

Szkoły znów znalazły się w ogniu politycznego sporu. Minister Czarnek grozi wprowadzeniem komisarza do samorządów, których nie będzie stać na ogrzanie szkół (fot. pixabay)

Dotychczas sobie jakoś z zimami radziliśmy bez przeskakiwania w szkołach na zajęcia online, ale w obliczu kryzysu energetycznego postanowiono wykorzystać stary, sprawdzony… tzn. nowy, niedopracowany sposób. Skoro raz wprowadzono go w życie, to zróbmy to znowu — pomyślał ktoś nieironicznie. A że było to wprowadzenie mało skuteczne i że nadal niespecjalnie wiadomo, jak ma w polskich szkołach to wszystko przebiegać… Trudno.

Zimne szkoły, zimny chów

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej, lekcje mogą się odbywać, gdy w sali jest przynajmniej 18 stopni. Jeśli z jakichś przyczyn nie jest możliwe osiągnięcie tego minimum, wówczas odwoływano zajęcia. Wiele wskazuje, że znów pouczymy się z domu. Tylko że minister klimatu Anna Moskwa namawia Polaków, by domów nie ogrzewali bardziej niż do 17. kreski. Czy to oznacza, że nauczanie zdalne będzie nowszą wersją zimnego chowu?

Tak naprawdę wiemy, że chodzi o oszczędności. I w ramach tych oszczędności nie będzie się grzało w szkołach, a dzieci będą się uczyć w domach przy monitorach. To znaczy oszczędności będą polegać na przerzuceniu kosztów na rodziców uczniów.

Mieszkanie w igloo też jest zdrowe. Widział ktoś kiedyś chorego Eskimosa?

A co z nauczycielami?

No właśnie, a co z nimi? W szkołach zimno, uczniowie w domach, a nauczyciele?

Czy nauczyciele będą pracować w nieogrzewanych salach? Bo przecież chyba nie z domów? Czy dyrekcje spróbują ich zmusić do wykorzystania swojego sprzętu i swoich mieszkań do obowiązków służbowych? I czy ktoś zmusi do tego dyrekcje? Gdyby tak miało się stać, to może być dobry moment na protest. akcję pod nazwą: Nauczyciele nie pracują na swoim.

Czy ZNP będzie wówczas zachęcać nauczycieli do pracy na szkolnym sprzęcie? Czy będzie to możliwe w nieogrzewanych placówkach? A może jednak te sale trzeba będzie ogrzać

To może być naprawdę niespotykane — pracownicy zechcą pracować w zakładzie pracy. W końcu w domu nie muszą mieć do tego warunków. Czy spełnione zostaną w szkołach? Już wcześniej przy zdalnym nauczyciele narzekali na brak sprzętu umożliwiającego pracę. Sprzęt się pewnie magicznie nie rozmnożył, a teraz dojdą do tego wymagania związane z temperaturą, jaką pracodawca musi zapewnić pracownikowi w biurze.

Polecamy:

Protest, którego nie było

Mogłoby to przyjąć formę protestu. Szczególnie, że niedawno ZNP zaproponował coś podobnego. Nauczyciele mieli nie wykorzystywać własnego sprzętu w służbowym celu. W zamyśle miała to być pewnie akcja informacyjna: niech ludzie wiedzą, ile w tej pracy naszego wkładu. Czy w tym rodzaju. Akcja potrwała przez tydzień. Czy odniosła jakieś rezultaty? Raczej nie. Czyli od października fakt, że pracodawca nie dostarcza niezbędnego do pracy sprzętu ZNP już nie będzie przeszkadzał?

Czy wobec tego będą wspierać nauczycieli, gdy ci będą wymagać od pracodawcy ogrzania miejsca pracy? Może ze składek zakupią farelki albo termofory? Pod refleksję. A podczas rozmyślania nie zapominajmy, że minister Czarnek zapowiada kontrolowanie, czy samorządy grzeją. W przypadku wątpliwości, czy słusznie ogłoszono naukę zdalną, grozi wnioskami o zarząd komisaryczny. I już odpowiedział mu inny polityczny celebryta – Trzaskowski.

Choć powiało chłodem, to robi się gorąco. A to dopiero początek października.

Czytaj też:

Michał Domagalski
Pisarz. Autor "Poza sezonem" (nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny) oraz "za lasem/". Publicysta. Sporadycznie nauczyciel.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze