czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaTwoja twarz brzmi znajomo. Na co komu farba?

Twoja twarz brzmi znajomo. Na co komu farba?

Twoja twarz brzmi znajomo - polsatowskie show, w którym celebryci wcielają się w znanych piosenkarzy - startuje właśnie z nową, 17. już edycją. Program przyciąga sporą publiczność, ale budzi też kontrowersje. Dlaczego twórcom i uczestnikom zarzuca się utrwalanie rasistowskich stereotypów?

Katarzyna Skrzynecka jako Louis Armstrong w jednej z pierwszych edycji programu – polska publiczność uznała jej występ za doskonały, Amerykanie padliby na zawał, gdyby go zobaczyli

Twoja twarz brzmi znajomo to program nie z mojej bajki – nigdy nie byłem fanem ani jego widzem; co najwyżej rzuciłem okiem, gdy byłem u dziadków i akurat nadawano go w telewizji. Rzecz jednak nie w tym, czy jest to dobre show czy nie ‒ każdy niech ocenia to sam ‒ ale w oskarżeniach, które padają pod adresem jego twórców. Chodzi o blackface – w świecie zachodnim taki zarzut byłby całkowicie wystarczającym i niepodważalnym powodem do scancellowania jakiegokolwiek programu.

Twoja twarz brzmi znajomo. Rasizm różne ma oblicza 

W Polsce standardowa odpowiedź na to brzmi: „tak, w Stanach faktycznie jest to niezręczne, ale przecież żyjemy w Polsce, nie mieliśmy historii kolonialnej” itede, itepe.

No ale od początku, od początku. Czym właściwie blackface jest? W telegraficznym skrócie: to wywodzący się z tzw. minstrel show styl teatralnego makijażu ‒ białe aktorzyny (nie nazwę ich aktorami z szacunku dla zawodu aktora) malowały sobie twarze na czarno, dorabiały sobie przesadnie wyeksponowane cechy osób czarnoskórych (np. duże usta) i parodiowały Afroamerykanów, przedstawiając ich jako degeneratów albo idiotów.

Polska nie miała historii kolonialnej, nie miała też czarnych niewolników. Jednak w trzeciej dekadzie XXI wieku, w tej naszej globalnej wiosce amerykanizacja światowej kultury jest czymś tak oczywistym, jak to, że Ziemia krąży wokół Słońca (choć pewnie i z tym ktoś zechce polemizować). A tym samym pojęcie czy zjawisko blackface’u, mimo iż jest rdzennie amerykańskie, przenika powoli do światowej kultury, a z pewnością zadomowiło się w kulturze zachodniej.

Polacy twierdzą, że nie są rasistami. Ale…

W Polsce natomiast jest to uznawane za coś zupełnie normalnego. Ba! Mówi się nawet o tym, że blackface świadczy o profesjonalizmie uczestników programu i charakteryzatorów (tak przynajmniej twierdzi Polsat), a każda wzmianka o tym, że być może nie jest to najlepszy pomysł kończy się oskarżeniami o „turbolewicowość” lub „politpoprawne skretynienie”.

Trzy lata temu ukazała się reklama Tic-Taca, w której Marcin Dubiel, influencer i youtuber, został w Photoshopie przemalowany na osobę czarnoskórą. Reklama wisiała sobie na Instagramie, do momentu, aż mężczyzna nie pojechał do Kenii. Dubiel wrzucił nagrany tam filmik, na którym śmieszkował sobie z przyniesionego mu przez kolegę czarnoskórego dziecka, które miało wyglądać jak cyt. „skośny Murzyn”. Dopiero wtedy reklama z blackface’em została usunięta w ramach kontroli szkód.

Być może w tym całym zamieszaniu dla programu Polsatu jakimś wzorem mogą stać się (sam nie wierzę, że to piszę!) polskie kabarety, które też znajdują się często w ogniu krytyki z powodu umacniania stereotypów i powielania szkodliwych klisz. Jednak w przypadku portretowania osób czarnoskórych czasem uda się im nie nabroić.

Biały udający czarnego nie musi być czarny

Przykładem może być np. Wizyta Putina z Latającego Klubu 2 albo Komorowski i Obama Kabaretu Neo-Nówka, których jednym z bohaterów jest Barack Obama. I jakimś cudem ‒ choć Neo-Nówka odwołuje się do koloru skóry amerykańskiego prezydenta w jednym z żartów ‒ obyli się bez blackface’u. Po prostu wyszedł biały kabareciarz; w końcu publiczność zdaje sobie sprawę z tego, jak Obama wygląda! Można? Można.

Po co więc stosować blackface? Czy Twoja twarz brzmi znajomo straciłaby cokolwiek na tym, gdyby unikać takiej charakteryzacji uczestników? Albo gdyby zrezygnować z wykonywania piosenek czarnych muzyków? Wtedy Polsat dalej mógłby trzymać się swojej zasady „wierności realiom”, bez obrażania nikogo, a z drugiej strony nie byłoby zarzutów o rasizm. Bo o wiele lepsze jest zrezygnowanie z czarnych muzyków niż przekaz mówiący, że mój kolor skóry sprowadza się jedynie do makijażu.

Polecamy:

A jeśli zdaniem Polsatu jest to tak niezwykle istotny element ich programu, to może wypadałoby zaprosić, no nie wiem, czarnych uczestników? Nie widzę powodu, by praktykować coś, co może być dla kogoś obraźliwe ani tym bardziej to normalizować. Nie jest to ani orwellowski totalitaryzm ani cenzura ani cholera wie, co jeszcze. To prosta zasada współżycia społecznego. Może pora się do niej zastosować?

Czytaj też:

Christian Kobluk
Christian Kobluk - nauczyciel wspomagający w jednej ze szkół podstawowych i asystent społeczny posła Tomasza Aniśki. Uzależniony od powieści i seriali. Z urodzenia i z wyboru wrocławianin.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

2 KOMENTARZE

  1. przebieranie bialych za czarnych blackface
    nieprzebieranie whitewashing
    zrezygnowanie z utworow czarnych wykonawcow dyskryminacja
    przydzielanie bialym rol bialych i czarnym czarnych podzial na rasy
    tak zle i tak zle juz gorszych problemow nie ma na swiecie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze