poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPolitykaTajemnica krymskiego kanału. Czy Rosjanie naprawdę go wysadzili?

Tajemnica krymskiego kanału. Czy Rosjanie naprawdę go wysadzili?

W połowie 2020 roku na dotkniętym suszą Krymie wodociągi działały jedynie przez sześć godzin dziennie. Wszystko przez budowę tamy, która skutecznie odcięła Rosjanom dostęp do Kanału Północnokrymskiego. Teraz Rosjanie twierdzą, że wysadzili tamę na kanale, a woda popłynęła szerokim strumieniem, ale nie dostarczają na to wiarygodnych dowodów.

Krym w kilka lat z urodzajnego zamienił się w półpustynny (fot. Flickr)

Kanał Północnokrymski został zbudowany w 1975 roku. Przez dekady dostarczał wodę na półwysep zmieniając jego charakter. Na naturalnie pustynnym terenie zaczęto irygować pola, a nawet sadzić ryż. Wszystko to skończyło się w 2015 roku, gdy Ukraina – w odwecie za zajęcie półwyspu – wybudowała tamę i odcięła Rosjan od wody. Szacuje się, że przez kolejne lata areał ziemi uprawnej spadł ze 130 000 hektarów, zaledwie do 14 tys.

Wszystko miało się zmienić 26 lutego, bo tego dnia Rosjanie rzekomo wysadzili tamę blokującą dopływ wody. Ale nawet jeśli to prawda, to proces przywracania żyzności półwyspu potrwa latami. Wcześniej Ukraina na tyle skutecznie odcięła dopływ słodkiej wody, że półwysep zaczął pustynnieć, a lokalne rolnictwo upadło. Brakowało wody do skutecznej irygacji, a bogate niegdyś gleby zamieniły się w spękaną i wysuszoną skorupę.

Mapa pokazuje jak kanał północnokrymski transportował wodę z północy na południe w latach 1975-2015 (fot. Wikipedia)

Swoje dołożyły też zmiany klimatu. Wcześniej mieszkańcy korzystali z wód gruntowych, studni i mniejszych strumyków, ale te w obliczu bardzo słonecznych lat po prostu przestały wystarczać. Z problemem nie poradziły sobie także lokalne władze, które mimo zapowiedzi nie doprowadziły do naprawienia sieci wodociągowych, a duża część wody znikała podczas przesyłu.

Jednocześnie podwojono liczbę żołnierzy stacjonujących w bazie wojskowej na Krymie. To przełożyło się na zwiększenie zużycia cennej wody, tym bardziej, że wojskowi dostawali ją częściej niż ludność cywilna. Pieniądze znajdywano na armię, wozy pancerne i rakiety, ale brakowało ich na stację odsalania wody morskiej, która mogłaby rozwiązać problem.

Woda na Krymie. Jak próbowano rozwiązać problem?

Przez kolejne lata problem braku wody pitnej na Krymie urósł do rangi problemu dyplomatycznego. Rosjanie prosili Ukraińców o ustępstwa, Ukraina odpowiadał, że puszczą wodę w zamian za stabilizację w Donbasie, a opinia publiczna nie chciała słyszeć o żadnych dealach, aż do dnia gdy Krym znów stanie się ukraiński.

Rosjanie zasypują media społecznościowe zdjęciami kiepskiej jakości, ale wcale nie wynika z nich, że wysadzili

Ukraina powoływała się przy tym na konwencję genewską, w której jest napisane, że „okupant ma obowiązek zapewnienia i utrzymania zdrowia publicznego i higieny publicznej na terytorium okupowanym”. Rosjanie oczywiście odwracali kota ogonem i mówili, że niczego nie okupują.

Przewidywano, że Rosja może zdecydować się na chirurgiczną operację wojskową i przy pomocy dywersantów wysadzić tamę, którą Ukraińcy zbudowali po zajęciu Krymu przez Rosjan. Nie chcąc na to czekać, władze po siedmiu latach borykania się z problemem zbudowały dodatkowy rurociąg, do którego woda pompowana była ze studni artezyjskich (co ciekawe użyto do tego zaawansowanych duńskich pomp, które nie powinny trafić do Rosji ze względu na sankcje gospodarcze).

Woda na Krymie. Nawet jeśli popłynie, to nie odwróci zmian.

Nowa infrastruktura rozwiązała jednak problem połowicznie (woda była pompowana przez 18 godzin) i to tylko dla 1/3 półwyspu. 26 lutego Rosjanie podali, że wysadzili słynną tamę, a woda popłynęła na Krym szerokim strumieniem. Jednak dostarczone przez nich materiały pozostawiają wątpliwości co do autentyczności. Wiadomość o wysadzeniu przekazywały wyłącznie rosyjskie media. Na Twittera wstawiono krótkie nagranie, na którym widać tamę nagraną z różnych ujęć, ale ewidentnie blokuje ona wodę, a sam film nie przestawia eksplozji.

To o tyle dziwne, że rosyjska armia na pewno dotarła do tamy w pierwszych dniach inwazji i nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby nagrała potężny, propagandowy materiał przedstawiający wysadzanie obiektu.

Nawet gdyby Rosjanie przywieźli wodę w beczkowozach to nie zmieni to siedmiu lat posuchy, podczas których wiele lokalnych winnic i sadów upadło. Ich odrodzenie zabierze dekady, o ile w ogóle będzie możliwe wobec postępujących zmian klimatycznych, ciągłego sporu między Rosją i Ukrainą i błędów inżynierskich. Wielu Rosjan próbowało bowiem pogłębiać studnie na własną rękę, dokopując się do słonej wody z morza i skutecznie zasolając sobie glebę.

Dodajmy do tego, że Krym wciąż jest odcięty od ukraińskiej sieci energetycznej. Po inwazji i zajęciu majątku miejscowych, Moskwa ani myślała regulować rachunków za wodę i prąd. Gdy Ukraińcy zbudowali tamę i wyciągnęli wtyczkę, okazało się, że zagrabione tereny szybko stały się dla Rosjan kosztownym problemem. Tamę można wysadzić, a elektrownie zbudować, ale to, czego najbardziej potrzebuje Krym i jego mieszkańcy, to przede wszystkim pokój.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze