czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaPolitykaRosjanie znów atakują Charków. Ostatnio odparł ich oddział z licealistą

Rosjanie znów atakują Charków. Ostatnio odparł ich oddział z licealistą

Rosja po kilku tygodniach przerwy ponownie atakuje Charków, którego nie udało jej się zdobyć od początku inwazji na Ukrainę. Jak donoszą ukraińskie media, podczas jednej z takich prób rosyjscy żołnierze zostali zmuszeni do odwrotu przez oddział, w którym walczyli licealiści bez doświadczenia w boju.

Dmytro Olijnik to niemalże rówieśnik absolwentów szkoły nr 134, których sesja zdjęciowa w ruinach placówki obiegła świat. Toczyły się w niej krwawe walki, w których uczestniczył (Twitter/Facebook)

Brak znaczących sukcesów Rosji w Donbasie sprawia, że jej armia znów częściej atakuje cele w innych częściach Ukrainy. Agencja Ukrinform, powołując się na telegramowy wpis szefa administracji obwodu charkowskiego Ołeha Syniehubowa donosi, że od kilku dni obserwuje się zwiększoną intensywność ostrzałów, w szczególności na północnych peryferiach miasta. Siły rosyjskie ostrzeliwują również okoliczne miejscowości w obwodzie.

Charków. Rosjanie znów ostrzeliwują miasto i peryferia. Są ofiary

W poniedziałek doprowadziło to do śmierci trzech osób: 65-latki z miejscowości Kutuziwka oraz 61-latki i 49-latka z Bałakiji. Wiele wskazuje na to, że mieszkańcy zlekceważyli alarmy przeciwlotnicze, bowiem Syniehubow wezwał na Telegramie, by nie ignorować tego typu ostrzeżeń. „Bezpieczeństwo w Charkowie jest dość umowne. Bycie na ulicy wciąż jest niebezpieczne, ostrzał może dotknąć każde podwórko w dowolnym momencie” – ostrzegł samorządowiec.

Syniehubow poinformował też o akcji ewakuacyjnej zorganizowanej dla ludności z okupowanych terenów obwodu charkowskiego. Ukraińcy wykorzystali 30 autokarów, którymi przewieziono niemal tysiąc osób – w tym 254 dzieci – do Charkowa i Czuhujewa. Gubernator podziękował przy okazji tej akcji czeskiej inicjatywie Helping to Leave oraz miejscowym wolontariuszom. – Codziennie kontaktujemy się z przedstawicielami okupowanych gmin i robimy wszystko, co możliwe, by pomóc naszym obywatelom – zadeklarował.

Doradcy ministra spraw wewnętrznych Wadyma Denysenki określają sytuację w północnej części obwodu charkowskiego jako „dość trudną”. Rosjanie próbują zbliżyć się do Charkowa i ponownie (jak przed odepchnięciem przez wojska ukraińskie) przekształcić ten ośrodek w miasto przyfrontowe. Do tej pory wojska wroga głównie broniły się tam, ale i na południu kraju przed ukraińską ofensywą w kierunku granicy państwowej. Główne działania zaczepne koncentrowały się z kolei wokół Siewierodoniecka.

Charków. Rosjanie zajęli szkołę w pierwszych dniach inwazji

W czasie gdy mieszkańcy Charkowa i okolic ponownie szykują się na intensywne oddziały, a być może i próbę szturmu na miasto, lokalny portal hromadske.ua obublikował rozmowę z licealistą Dmytro Olijnikiem. Pamiętacie zdjęcia absolwentów na tle zrujnowanej szkoły nr 134? Dmytro, ich równieśnik, jako jeden z niewielu wie, dlaczego szkoła legła w gruzach. Jak się okazało, chłopak był wśród obrońców, którzy wyparli stamtąd Rosjan w pierwszych dniach inwazji.

Olijnik w rozmowie z portalem opowiedział, jak wyglądały przygotowania do wojny i organizacja obrony w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji. Wspominał, że on i jego koledzy należący do sił obrony terytorialnej od półtora roku korzystali z obiektów treningowych policji i ze strzelnicy należącej do Gwardii Narodowej. 24 lutego setki młodych mężczyzn z 30 grup były już pod bronią, czekając na przydział od Dowództwa Obrony Obwodu Charkowskiego.

Dmytro trafił do jednostki Kraken, która – jako złożona z osób bez doświadczenia bojowego – początkowo była częścią obrony terytorialnej. 27 lutego mieszkańcy Charkowa donieśli dowództwu, że duży oddział Rosjan zajął szkołę nr 134. Miała ona posłużyć im jako przyczółek do dalszych wypadów na miasto. W kwaterze głównej, w której przebywał wtedy Dmytro, zapadła decyzja, by spróbować okrążyć i zaatakować Rosjan.

Charków. Licealiści bez doświadczenia w boju odparli Rosjan

– Widzieliśmy, że nasi nie mogą podejść do szkoły, ponieważ są tam snajperzy. Podczas bitwy snajper zabił nas trzech. Kiedy przyjechaliśmy, próbowałem wyciągnąć jednego z rannych – wciąż miał puls. Odciągnęliśmy go, zabrała go karetka pogotowia. Potem snajper zastrzelił jeszcze dwóch – mówił Dmytro. Jak relacjonuje, po tych stratach nikt z doświadczonych żołnierzy długo nie chciał podjąć się szturmu na szkołę. On był wśród tych, którzy zgłosili się na ochotnika.

– Powiedziałem, że biorę prawą flankę: potrzebujemy transportera opancerzonego, snajpera i karabinu maszynowego, planujemy wejść. Wszyscy patrzyli na nas jak głupców. Mówią: no cóż, dajemy ci transporter opancerzony, snajper cię ochroni, karabin maszynowy też cię ochroni. (…) Zrobiłem to, na co czułem, że jestem gotowy. A chłopaki byli gotowi, wiedzieli, że trzeba bronić miasta i nie dawać Rosjanom możliwości zajęcia niektórych budynków, aby nie stali się silniejsi – dodawał.

Dmytro Olijnik (Facebook/hromadsske.ua)

Olijnik wyjaśniał, że czuł wtedy, że bezczynność może doprowadzić do tego, że Rosjanie zrealizują swoje plany. – To nie byli tylko jacyś poborowi, tylko zawodowi spadochroniarze (wojska powietrzno-desantowe), którzy wiedzieli, co robią. Też czekali na posiłki – tłumaczył. Jak relacjonuje, do ataku przystąpiły z dwoma kolegami z Krakena, kilkunastoma żołnierzami z 92 Brygady i 6-7 funkcjonariuszy KORD-u (oddziały specjalne ukraińskiej policji – red.). W sumie około trzydziestu osób. W szkole było też do trzydziestu Rosjan.

Dmytro Olijnik został ranny. Chce wrócić na front

– Weszliśmy od strony boiska. Transporter opancerzony rozbił betonowe płyty parku i zaczął strzelać w okna. W tym czasie minęliśmy boisko i przeszliśmy pod murem na parter. Gdy wybili ich z pierwszego piętra, Rosjanie zaczęli rzucać granaty. Chodziliśmy po pokojach. Potem chyba skończyły im się granaty i zaczęliśmy wchodzić na pierwsze piętro. Oni wycofali się na drugie – opisywał Dmytro.

Później kazano im się wycofać ze szkoły, bo miał ją ostrzelać czołg, ale ostatecznie wskutek awarii oddał tylko jeden strzał. – Wróciliśmy do szkoły, w końcu spychając ich na dach. Nie mogli uciec, bo zejścia były zbyt wąskie. A kiedy oczyściliśmy cały budynek, i zaczęliśmy ich tam okrążać. Zaczęli skakać – dodaje Olijnik. Jak się okazuje, była to jedna z kluczowych potyczek w Charkowie. Rosjanie nie utrzymali szkoły i nie byli w stanie zająć miasta.

Dmytro Olijnik (Facebook/hromadsske.ua)

Polecamy:

Dmytro Olijnik został ranny w nogę odłamkami metalu. Po kilkunastogodzinnej bitwie trafił do szpitala, gdzie usunięto mu dwa odłamki, a jeden pozostawiono – organizm miał wkrótce sam go wypchnąć. Jednak po dwóch tygodniach wdało się zakażenie – odłamek uszkodził tętnicę, zaczęła się martwica. – W Charkowie chcieli mi uciąć nogę, ale zabrano mnie do Kijowa i przeprowadzono operację. Teraz muszę poddać się rehabilitacji i uciskać nogę. Wierzę, że wstanę i pójdę na spacer – dodaje.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze