sobota, 26 listopada, 2022
Strona głównaPolitykaTurcja grozi Grecji. Czy nowa wojna w Europie jest możliwa?

Turcja grozi Grecji. Czy nowa wojna w Europie jest możliwa?

Rządzącemu Turcją od prawie 20 lat Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi pali się pod dupą. Wszystko za sprawą rekordowej inflacji, która musi przyprawiać o ból głowy nawet najbardziej antyliberalnych ekonomistów. Ta bowiem sięga już ponad 70 proc. (sic!) i nie zamierza zwalniać. W związku z tym Erdogan postanowił odwrócić uwagę.

Turecki Bayraktar nad greckim niebem to na razie mrzonka. Prezydent Erdogan zachowuje się jednak tak, jakby nie wykluczał takiej możliwości (fot. Wikimedia)

17 marca na łamach TrueStory opublikowaliśmy tekst, w którym pisaliśmy, że Turcja dąży do zakopania wojennego topora ze swoimi sąsiadami oraz do unormowania relacji z Grecją i Armenią. Wszystko to była prawda, ale kluczowy zdaje się fakt, że wówczas inflacja była jednak o kilkanaście procent niższa niż obecnie (choć i tak była nieprawdopodobnie wysoka). A do tego Erdogan liczył na to, że USA szybko sprzeda mu samoloty F-16, co mógłby odtrąbić jako sukces przed nadchodzącymi w przyszłym roku wyborami.

Wspomniany zakup myśliwców to efekt strategii, którą można określić hasłem „może i jesteśmy biedni, ale wszyscy nas się boją”. Nie ma wątpliwości, że samoloty zostałyby w pierwszej kolejności zastosowane przeciwko Kurdom. Po agresji Rosji na Ukrainę, Turcja rozpoczęła własną operację wojskową w Iraku i Syrii. Jej celem jest odepchnięcie Kurdów od tureckiej granicy i osiedlenie tam części uchodźców, którzy uciekli z obu państw w głąb Turcji. Trudno mieć wątpliwości, że Ankara zachowuje się tak, jakby część terytorium na południe i wschód od własnego kraju należało do niej. Czym innym jest bowiem nawet najbardziej nieuzasadniona operacja wojskowa, a czym innym planowe osadnictwo.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i premier Grecji Kyriakos Mitsotakis w Stambule 13 marca (Fot. Presidential Press Office)

Turcja vs. Grecja. Walka o względy USA

Stany Zjednoczone potępiły działania zbrojne przeciwko Kurdom, ale to raczej pustosłowie. Turcja obecnie jest zbyt ważnym partnerem w regionie, aby się z nią konfliktować. Erdogan sprzedał Ukraińcom drony bojowe (słynne Bayraktary) i negocjuje z Rosją otwarcie portów na Morzu Czarnym, by na południe znów mogła popłynąć pszenica.

Jednocześnie USA odnowiły umowę o współpracy wojskowej z Grecją, dzięki której więcej amerykańskich żołnierzy pojawi się w tym kraju. Grecka dyplomacja próbuje iść w szranki z tą turecką o względy USA. Podejście premiera Kyriakosa Mitsotakisa można streścić w zdaniu: „może i Turcja jest aktywniejsza w regionie niż my, ale za to jesteśmy niezawodni i nie mamy dziwnych kontaktów z Rosją i Iranem”.

Czym innym jednak są zakulisowe działania, mające zdyskredytować lokalnego rywala, a czym innym otwarty konflikt. Ten rozpoczął Mitsotakis, który występując przed Kongresem USA wezwał o zablokowanie sprzedaży myśliwców Turcji, tłumacząc że te mogłyby zostać użyte w potencjalnej wojnie z Grecją. Grecki premier powoływał się przy tym na rozliczne przypadki niesygnalizowanego wkraczania Turków w grecką przestrzeń powietrzną i na wody terytorialne. Opozycja wytyka mu jednak, że – podobnie jak Erdogan – próbuje odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych państwa i skupia się na nadchodzącej kampanii wyborczej.

Na reakcję Turcji długo nie trzeba było czekać. Erdogan natychmiast zażądał od Grecji wycofania wojsk z wysp Morza Egejskiego położonych u wybrzeży Turcji. Turecki przywódca powoływał się przy tym na Traktat z Lozanny z 1923 roku. Problem polega na tym, że sam ma bardzo wybiórcze podejście do tego dokumentu. Traktat obliguje Turcję do demilitaryzacji Morza Marmara, gdzie do dziś znajdują się bazy wojskowe.

Można powiedzieć, że wysiłek dyplomacji ostatnich lat został pogrzebany w jeden moment. To tylko unaocznia jak krucha równowaga panuje w Europie Południowo-Wschodniej. Wystarczyło ruszyć jedną kostkę domina (agresja Rosji na Ukrainę), aby w górę poszybowały ceny żywności, a wraz z nimi zachwiała się cała ułuda bezpieczeństwa. Na dodatek Grecja zapowiedziała wspólne manewry wojskowe z armią egipską. Nietrudno zgadnąć, kogo oba państwa uznają za potencjalnego rywala.

Dla uczciwości musimy powiedzieć, że Turcja kryzys finansowy miała u siebie jeszcze zanim rosyjskie czołgi zaatakowały Kijów. Winna jest dziwna polityka fiskalna Erdogana, który decyduje się na rozwiązania wprost odwrotne niż cała Europa. Podczas gdy banki centralne na kontynencie podnoszą stopy procentowe (o czym Polacy boleśnie się przekonują), Turcy trzymają je na stałym poziomie, by jak najmniej zaszkodzić kredytobiorcom.

Jak poważny będzie ten kryzys?

Chociaż Ergodan mówi Grekom, że „pożałują swojej postawy tak jak sto lat temu”, co jest jawną zapowiedzią działań militarnych, to możemy uznać to po prostu za specyficzny styl jego wypowiedzi, mający podnieść morale wyborców i pozwolić im uwierzyć w to, że Turcja jest dziś oblężoną twierdzą. Gdybyśmy mieli wskazać realne działania, które podejmie Ankara, to prawdopodobnie skończy się na ponownym uruchomieniu lawiny uchodźców zmierzających do Greckich wysp. Grecy będą ich próbować zepchnąć ponownie w stronę Turcji i tak będzie trwać ta ponura przepychanka. Ze stratą dla humanitaryzmu i jakiegokolwiek poszanowania ludzkiej godności.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze