czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaFilmRanking Batmanów TrueStory. Nie spodziewacie się #1

Ranking Batmanów TrueStory. Nie spodziewacie się #1

Ostatnio miałem przyjemność oglądania nowego filmu o Batmanie w reżyserii Matta Reevesa z Robertem Pattinsonem w roli głównej. Cóż, jest to chyba mój ulubiony bohater komiksowy i posiadam do niego ogromny sentyment z dzieciństwa. Wybór najlepszego filmu o batmanie nie był więc łatwy.

Tak, wiem, że Batman pojawiał się w wielu innych produkcjach, niż ta dziewiątka. Nie zamierzam jednak udawać, że je wszystkie znam. Zresztą, czy kogokolwiek, poza największymi koneserami, interesuje Adam West w adapacji komiksu z lat pięćdziesiątych?

9. Batman v Superman (2016, reż. Zack Snyder)

Do dziś rwę sobie włosy na głowie, jak ktoś mógł zaakceptować aż tak niedopracowany i głupi scenariusz? Już sam początek, czyli pokazanie po raz kolejny śmierci rodziców Batmana zdało się niewłaściwym pójściem na łatwiznę. Później jest jeszcze gorzej. Widz traci poczucie tego co jest jawą, a co snem (a przypominam, że nie jest to film Lyncha i nie jest to zamierzony efekt).

Sama fabuła zdaje się stać w miejscu, zaś motywacje bohaterów są zupełnie bezsensowne. Lex Luthor, główny zły, chce zniszczyć świat… bo tak. Co gorsza, potwór z którym batman mierzy się w finałowym pojedynku jest strasznie miałki i nijaki. Do dziś pamiętam, jak niektórzy widzowie zaczęli w tym momencie wychodzić z kina.

Nie pomaga też Jesse Einseberg, którego kreacja aktorska zdaje się być nieudolną imitacją Jokera od Heatha Ledgera. Czy Batman v. Superman ma w sobie cokolwiek pozytywnego? Cóż, na siłę można pochwalić zdjęcia i grę aktorską Ben Afflecka, aczkolwiek wszystko ginie to w miałkości oraz bezcelowości całego filmu.

8. Powrót Batmana (1992, reż. Tim Burton)

Przez wielu uważany za jeden z najlepszych, lecz dla mnie jest on idealnym pokazem tego, jak Tim Burton zaczął zjadać własny ogon. Wszyscy znamy go z niecodziennych, baśniowych wizji, które tak pięknie ujmuje w swoich filmach. Tutaj jednak kompletnie popsuł postać Batmana, ograniczając go jedynie do mrukliwej postaci drugoplanowej. Można zachwycać nad fantastyczną scenografią oraz kreacją Danny’ego DeVito jako pingwina, ale w pewnym momencie widzowi pojawia się z tyłu głowy pytanie: do czego to zmierza? Jaki to ma sens? Odniosłem wrażenie, że reżyser kręcił Powrót Batmana bez żadnego gotowego scenariusza, zbyt mocno skupiając się na samym obrazie kosztem jakiejkolwiek fabuły. Cóż, nie wyszło.

7. Mroczny Rycerz powstaje (2012, reż. Christopher Nolan)

Już sam tytuł brzmi jak nazwa dodatku, który znajduje się na drugiej płycie dołączanej do wydania DVD. Dosłownie na każdym kroku widać, jak bardzo Nolanowi nie chciało się już trwać w batmanowym świecie.

Fabuła jest dziurawa, dialogi drętwe, a logika w budowaniu psychologii bohaterów zachwiana (trudno powiedzieć, dlaczego postacie odczuwają strach, a potem mają nagłe przypływy odwagi). Nolan ponadto zatracił swoje wyczucie w balansowaniu na cienkiej linii komiksowości i realizmu, sprawiając przy tym, że film ten jest swoistą karykaturą jego poprzednich dzieł.

6. Batman i Robin (1997, reż. Joel Schumacher)

Realizatorsko i kostiumowo film trzyma poziom skeczów polskich kabaretów. Już w czasach jego premiery kinowej, kiczowatość wyszydzana była zarówno przez fanów, jak i krytyków. Z drugiej strony należy jednak oddać, iż ma on w sobie coś, co przyciąga do oglądania. To trochę jak The Room Tommy’ego Wisseau – decyzje producentów, fabuła i brak jakiejkolwiek gry aktorskiej ma w sobie coś magnetycznego, co przyciąga do ekranu. Być może sentyment robi też swoje, ale wspominam go dość ciepło, a nazywanie go kompletną artystyczną klapą, jest lekką przesadą.

5. Batman Forever (1995, reż. Joel Schumacher)

Plejada gwiazd, próba zerwania ze stylem Burtona oraz całkiem ciekawa (w porównaniu do swoich poprzedniczek) intryga. Osobiście uważam, że tak duży hejt spada na niego tylko i wyłącznie z powodu, że nie był reżyserowany przez Tima Burtona. Owszem, brakuje mu trochę klimatu i wizji, ale mając na uwadze jak dziś wygląda kino superbohaterskie (szczególnie w kontekście przeciętnych filmów w uniwersum DC), Batman Forever nie jest w cale takim złym filmem i nie odstaje tak bardzo od reszty.

4. Batman (2022, reż. Matt Reeves)

Matt Reeves stworzył specyficzny i klimatyczny film. Jednak jeśli oceniać rzemiosło filmowe to trudno nazwać go dobrym, ponieważ ma sporo mankamentów, z nielogiczną fabułą na czele. Pomimo długiego seansu, pokazuje się nam kolejne wątki zrobione po łebkach, a zakończenie wydaje się nagłe i przyspieszone.

Trzeba jednak zauważyć, że historia jest tu jedynie pretekstem do pokazywania wspaniałych kadrów, które towarzyszą widzowi niemal przez cały czas trwania filmu. Ogląda się je jak obraz, który potrafi głęboko wstrząsnąć, ale po tym gdy tracimy go z oczu– uznajemy już za wydmuszkę. Ten Batman to przerost formy nad treścią. Wspaniałej formy, ale ona sama nie jest wystarczająca, by uznać go za najlepsze dzieło o człowieku-nietoerzu.

3. Mroczny Rycerz (2008, reż. Christopher Nolan)

Christopher Nolan po znakomitym „Batman: Początek” dostał więcej swobody artystycznej i pokazał więcej charakterystycznego dla siebie stylu. Widać też, że w filmie za twórcami wlokła się trochę kwestia śmierci Hetha Ledgera. Zastanawiam się, jak wyglądałby ten film, gdyby nie doszło do tragedii, a aktor nie odebrał sobie życia.

Joker jest wspaniały i kradnie cały spektakl. Niestety, fabuła posiada dziury, a to co czasem pokazują nam filmowcy ociera się o groteskę.. Dość wspomnieć o scenie, w której Batmana spada z budynku ze swoją ukochaną i oboje wychodzą z tego bez szwanku.

Wątek Harveya Denta również potraktowany jest po macoszemu i bardzo trudno uwierzyć mi w jego przemianę w bad guy’a. Tak czy inaczej – dla samej roli Ledgera – warto dać Mrocznemu Rycerzowi szansę.

2. Batman (1989, reż. Tim Burton)

Choć nie jestem fanem stylu Burtona, trzeba docenić jego geniusz. Wydobył z Batmana niesamowity potencjał oraz stworzył piękną, lecz mroczną baśń o niezrozumieniu, samotności i szaleństwie. Nie dziwię się, że Michael Keaton do dziś uważany jest za najlepszego odtwórcę roli Batmana.

Ma bowiem w swoim spojrzeniu coś przerażającego, ale zarazem tajemniczego i samotnego. Burton trzymał się wtedy jeszcze komiksowej konwencji, co w połączeniu z jego specyficznym stylem okazało się strzałem w dziesiątkę. Dopiero wizja Christophera Nolana z roku 2005 roku dorównała, a nawet przebiła to, co uczynił niegdyś z Batmanem Tim Burton.

1. Batman: Początek (2005, reż. Christopher Nolan)

To nie jest film o Batmanie. To jest de facto rewelacyjny film psychologiczny, w którym intrygująco sportretowano postać Bruce’a Wayne’a. Widzimy jego problemy, to jak z nimi walczy oraz obserwujemy zdarzenia stojące za jego przemianą w Batmana. Nie tylko Bruce jest tutaj świetnie zobrazowany. Tak naprawdę niemal każda pojawiająca się na ekranie postać posiada skomplikowany portret psychologiczny. Ponadto dochodzi znakomita gra aktorska, zdjęcia oraz gęsty, brudny klimat. Tym filmem Nolan udowodnił, że da się stworzyć mądre i ciekawe kino w konwencji superbohaterskiej.

Czytaj także:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze